Polityka: Na referenda nie chodzimy

Michał Wroński
Tak naprawdę, to Paweł Kukiz i jego pomysł na JOW-y spowodował referendalną lawinę
Tak naprawdę, to Paweł Kukiz i jego pomysł na JOW-y spowodował referendalną lawinę Paweł Łacheta
Podczas referendum kluczowa jest frekwencja. Żeby było ważne musi przekroczyć 50 procent. W naszym regionie 22 tysiące osób na pewno pojawi się w lokalach. To... członkowie komisji

Zaplanowane na 6 września referendum będzie piątym w historii III RP. Odpowiemy na trzy pytania: Czy jesteśmy za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu; czy jesteśmy za utrzymaniem finansowania partii politycznych z budżetu państwa i czy jesteśmy za tym, aby wątpliwości co do wykładni przepisów prawa podatkowego rozstrzygać zawsze na korzyść podatnika.

Zaledwie raz, podczas poprzednich czterech referendów, w czerwcu 2003 roku, gdy głosowaliśmy nad wejściem Polski do Unii Europejskiej - frekwencja przekroczyła 50 procent. A spełnienie tego wymogu jest konieczne, aby wrześniowe referendum było ważne. Przeprowadzony w czerwcu przez TNS sondaż wskazywał na zaskakująco wysoką gotowość Polaków do tego, by 6 września pojawić się przy urnach (zadeklarowało to aż 76 proc. z nas). Nie wierzy w to jednak analizujący uczestnictwo Polaków w wyborach dr Rafał Glajcar, politolog z Uniwersytetu Śląskiego.

- Generalnie nasz udział w referendach jest na niższym poziomie niż w przypadku wyborów. I dlatego uważam, że przekroczenie 50-procentowego progu w tym referendum jest mało realny - mówi dr Glajcar.

A my tak tylko dla porządku przypominamy, że w ostatnich wyborach parlamentarnych frekwencja wyniosła niespełna 49 procent, natomiast w maju podczas wyborów prezydenckich nieznacznie przekroczyła 55 proc. "Margines bezpieczeństwa" jest zatem bardzo mały lub nie ma go wcale, a tymczasem część ugrupowań zachęca, aby 6 września zostać w domu (do tego namawiał kilka dni temu w Katowicach Zbyszek Zaborowski z SLD). Choć - jak prognozuje dr Glajcar - nawet jeśli wyniki wrześniowego referendum nie będą wiążące, to partie i tak zrobią z nich użytek.

- Będą miały pretekst, by się do nich odwoływać w przyszłości - mówi dr Glajcar.

Niezależnie od tego, czy wyniki referendum będą wiążące, pewne jest, że będą nas kosztować 100 mln zł. Większość tej kwoty pochłoną diety członków komisji referendalnych. Choć nie są one zbyt duże (140 zł dla szeregowego członka, 180 zł dla przewodniczącego komisji i 160 zł dla jego zastępcy), to jednak liczba tych osób sprawia, że ostateczna suma wydatków osiągnie takie rozmiary. Jak informuje Wojciech Litewka, dyrektor delegatury Krajowego Biura Wyborczego w Katowicach w podległych jej 1614 komisjach zasiądzie ponad 12,7 tysiąca osób, a ich diety kosztować będą 1,875 mln zł. Na terenie delegatur w Bielsku-Białej i Częstochowie koszt referendum wyniesie w sumie blisko 1,5 mln zł (w komisjach zasiądzie łącznie ponad 10 tys. osób).

Tymczasem nie można wykluczyć, że kilka tygodni po referendum czeka nas... kolejne. W czwartkowym orędziu prezydent Andrzej Duda zaproponował bowiem, by 25 października, razem z wyborami parlamentarnymi, przeprowadzić referendum w sprawie zniesienia obowiązku szkolnego dla 6-latków, obniżenia wieku emerytalnego i powiązania uprawnień emerytalnych ze stażem pracy, a także funkcjonowania Lasów Państwowych.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie