Pomóż Sabinie i innym chorym!

Mirosława Książek
Sabina Trompeta z mężem Tomkiem i córeczką Julką
Sabina Trompeta z mężem Tomkiem i córeczką Julką fot. agnieszka materna
Sabina Trompeta w maju zeszłego roku dowiedziała się, że ma białaczkę. Miała wtedy 22 lata, męża i dwuletnią córeczkę. Możemy jej pomóc.

Zanim lekarze wykryli wreszcie, co jej jest, minęło kilka miesięcy. Najpierw stwierdzono u niej rwę kulszową. W końcu usłyszała: nowotwór. Nie poddała się, nie przyjęła diagnozy jak wyroku, ale jak wyzwanie.

- Jestem z natury optymistką, nawet nie przyszło mi na myśl, że mogę się załamać. Musiałam walczyć, miałam przecież dla kogo - mówi 23-letnia dziś wodzisławianka, u której, po serii zabiegów chemioterapii, białaczka jest teraz w remisji, ale każdego dnia może nawrócić. To idealny moment na przeszczep szpiku, który może uratować jej życie.

- Niestety, jak do tej pory, wśród wszystkich zarejestrowanych w bankach dawców na całym świecie nie znalazł się odpowiedni dla mnie - mówi młoda mieszkanka dzielnicy Zawada.

Sabina będzie główną bohaterką dzisiejszego Dnia Dawcy, organizowanego w Zespole Szkół im. ks. prof. Józefa Tischnera przy ulicy Wyszyńskiego. Akcję zorganizowano, by powiększyć listę potencjalnych dawców tak zwanych komórek macierzystych dla osób, które, tak jak Sabina, chorują na białaczkę.

- Nie tracę nadziei, że znajdzie się w końcu dawca dla mnie, a przy okazji cieszę się, że może uda się pomóc komuś innemu - mówi młoda kobieta.
Celem wodzisławskiej akcji jest przebadanie jak największej liczby osób. Okazuje się bowiem, że zaledwie kilka procent ludzi może stać się realnymi dawcami - ich kod genetyczny musi się zgadzać z kodem chorego.

Im więcej nazwisk w rejestrach, tym większe szanse na znalezienie odpowiedniego dawcy. Białaczka jest praktycznie nieuleczalna, ratunkiem jest tylko przeszczep szpiku. Samo badanie potencjalnego dawcy jest szybkie i bezbolesne.

- Wystarczą zaledwie cztery mililitry krwi, a więc tyle, ile pobiera się przy standardowych badaniach w przychodni zdrowia. Te próbki wysyłamy do laboratorium, a po kilku tygodniach wyniki typowania wpisujemy do bazy danych - mówi Katarzyna Ombach z Fundacji DKMS, która tworzy Bazę Dawców Komórek Macierzystych i pomaga przy wodzisławskiej akcji.

Dane z polskich rejestrów są też transferowane do światowych banków dawców. Gdy w rodzinnym kraju nie znajdzie się odpowiedniego, szuka się go za granicą. Dzisiejsza akcja rozpoczyna się o godzinie 10 i potrwa do 18.

- Od kilku tygodni wolontariusze rozwieszają plakaty w mieście. Podczas trwających Dni Wodzisławia będą z estrady ogłaszane komunikaty. Byłoby super, gdyby goście, którzy odwiedzą imprezę, podeszli do naszej szkoły i przyłączyli się do tej inicjatywy - mówi Anna Białek, dyrektor Tischnera.

Dawcą może zostać osoba pełnoletnia, do ukończenia 55. roku życia. Na badanie wystarczy przynieść ze sobą tylko dowód osobisty lub inny dokument z numerem PESEL. Jeśli okaże się, że ktoś ma komórki macierzyste zgodne z potrzebami osoby wymagającej przeszczepu, bank dawcy zwraca się o wyrażenie zgody na ich pobranie.

- Ludzie nie powinni się bać, nikt nie wbije im się do kręgosłupa, by pobrać szpik, to nieprawdziwy stereotyp - zapewnia Katarzyna Ombach.
Zabieg pobrania komórek przebiega na dwa sposoby. Pierwszy z nich, stosowany w 80 procentach przypadków, polega na ich pobraniu z krwi obwodowej.

- Zabieg trwa maksymalnie 4 godziny i nie wymaga pobytu w szpitalu. Komórki odseparowywane są w trakcie tak zwanej aferezy, czyli zabiegu podobnego do autotransfuzji - wyjaśnia Ombach.

Drugi sposób to pobranie szpiku z kości biodrowej. Zabieg przeprowadzany jest w ogólnym znieczuleniu, dawca przebywa zwykle w szpitalu około dwóch dni.

- Po zabiegu możemy odczuwać ból, jak przy stłuczeniu. Szpik regeneruje się w ciągu dwóch tygodni - wyjaśnia ekspertka.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
Sabina Trompeta
Witam Cie serdecznie Mureno-nie wiem czy to przeczytasz bo pisze zbyt pózno.
Wiesz powiem tak przykro mi ,że twojego tatusia już aniołki zabrały -ja juz tez nie mam mojego jeszcze w dodatku mame mam chora-nieuleczalnie chorą,która tez sie musze opiekowac no i sama walcze ze śmiertelną choroba-białaczką i nikogo nie prosiłam o pomoc-ludzie sami pomagaja maja serca- naprawde.Ja ta moja akcją pomagałam nie tylko sobie,ale rownież innym osobom borykajacych sie z ta śmiertelna choroba nie myślalam o sobie.W dalszym ciagu nie znlazł sie dla mnie dawca,ale wiem ze te 410 osob które przyszło uratuje zycie innym-i z tego jestem zadowolona.Postaw sie teraz w takiej sytuacji,że nie bawem ty zachorujesz-(nie zycze Ci tego)i dzieki tym osobom-dawcom znajdziesz swojego blizniaka-który Cie uratuje.Warto sie zastanowic nad pomoca dla innych moze akurat ty kogos uratujesz,pokaz bo na pewno masz dobre serduszko,ze potrafisz pomoc.Jesli ktos odmowił leczenia"(NFZ)"pokaz im co to znaczy miec dobre serce,pokaz im ja to ty widzisz zacznij pomagac by nie dopuscic do ponownego takiego przypadku.Ludzie pomagają Mureno oddawają krew-spojrz gdyby nie krew-na pewno tata musiał miec przetaczana krew-ratowała go w jakis sposob-spojrz z innej strony na to wszystko.Pozdrawiam :))
M
Monia
Wiesz Murena Sabina nie czekała na pomoc obcych ludzi jak to nazwałaś, tak się składa, że lekarze wcale nie szukali dla niej szpiku, niestety. Dlatego sama od siebie szukała ludzi, którzy mogliby jej pomóc, a jak się siedzi bezczynnie i płacze nad swoim losem, to potem tak jest... I powiem Ci coś przykrego, ale cóż Ty mnie swoim komentarzem też uraziłaś: Mogłaś byc bardziej aktywna jak ojciec jeszcze żył, może to by pomogło...
m
murena
Dlaczego jednym chorym pomagają obce osoby organizują różne akcje na ten cel,a mojemu ojcu lekarz prosto w oczy powiedział , że jest już za stary i nie ma pieniędzy na jego leczenie w NFZ!
Do tej pory też myślałam, że warto pomagać, tylko jak człowiek widzi obojętność i taką postawę wśród lekarzy to staje się bardzo samolubny i już o innych nie dba i nie spieszy z pomocą.
Tato zmarł nie dawno 24 maja tego roku i teraz myślę w ten sposób-dlaczego mam komuś pomóc, mojemu ojcu nikt nie pomógł i nie dał mu szansy!
Pewnie wszyscy mnie skrytykują i dobrze, bo mam teraz takie o tym zdanie. Jak jest się przy bliskim chorym ponad 2 lata i robi się co w jego mocy, żeby chociaż ulżyć mu w cierpieniu to jak już umrze czuje się pustkę i ma wielki żal do wszystkich i nie patrzy się już na bliżniego jak dawniej.
Może będziecie mieli więcej szczęścia!
Dodaj ogłoszenie