MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Potwór z Jastrzębia. Podpalił dom. Spłonęło w nim czworo jego dzieci i żona. Liczył na miliony z odszkodowania. Mija 10 lat od tej zbrodni

Jacek Bombor
Jacek Bombor
Dariusz P. 10 lat temu, 10 maja 1013 roku, podpalił dom w Ruptawie. Spłonęła cała jego rodzina
Dariusz P. 10 lat temu, 10 maja 1013 roku, podpalił dom w Ruptawie. Spłonęła cała jego rodzina Jacek Bombor/arc. DZ
Tej nocy, 10 maja 2013 roku, Dariusz P., szanowany szafarz jednej z jastrzębskich parafii wieczorem ułożył do spania najmłodszą córkę 4-letnią Agnieszkę. Przeczytał jej bajkę. -Tatusiu, nie przykrywaj mnie, bo jest ciepło - miała powiedzieć. Kilka godzin później ten sam ojciec podłożył na parterze w sześciu miejscach ogień, odciął linki z okiennych rolet. Płonący dom stał się dla Agnieszki, czwórki jej rodzeństwa i matki śmiertelną pułapką. Cudem pożar przeżył tylko 17-letni wówczas syn... Mija 10 lat od tej wstrząsającej zbrodni.

Spis treści

Tej nocy, 10 maja 2013 roku, Dariusz P., szanowany szafarz jednej z jastrzębskich parafii wieczorem ułożył do spania najmłodszą córkę 4-letnią Agnieszkę. Przeczytał jej bajkę. -Tatusiu, nie przykrywaj mnie, bo jest ciepło - miała powiedzieć. Kilka godzin później ten sam ojciec podłożył na parterze w sześciu miejscach ogień, odciął linki z okiennych rolet. Płonący dom stał się dla Agnieszki, czwórki jej rodzeństwa i matki śmiertelną pułapką. Cudem pożar przeżył tylko 17-letni wówczas syn... Mija 10 lat od tej wstrząsającej zbrodni.

Wyrok? Dożywocie. Za 25 lat może ubiegać się o zwolnienie...

Dariusz P. został skazany wyrokiem Sadu Okręgowego w Gliwicach, Wydział Zamiejscowy w Rybniku z dnia 19 grudnia 2016 r. na karę dożywotniego pozbawienia wolności z możliwością ubiegania się o warunkowe przedterminowe zwolnienie po odbyciu 35 lat kary. Wyrok został utrzymany w mocy przez Sąd Apelacyjny w Katowicach orzeczeniem z dnia 12 stycznia 2018 r. Skazano go za zabójstwo żony i czworga dzieci na karę dożywotniego pozbawienia wolności.

W procesie sąd nie miał żadnych wątpliwości, że Dariusz P. dopuścił się popełnienia przypisanego mu czynu. Że zaplanował, przygotował, a potem precyzyjnie wykonał poszczególne czynności, które finalnie doprowadziły do śmierci jego żony i dzieci: 4-letniej Agnieszki, 10-letniego Marcina, 13-letniej Małgorzaty i 18-letniej Justyny. Oskarżony chciał zabić członków swojej najbliższej rodziny.

"Potwór z Jastrzębia" skazał ich na pewną śmierć. Dokładnie wszystko zaplanował

W uzasadnieniu podano, że dopuszczając się tej zbrodni, Dariusz P. był osobą w pełni poczytalną i wiedział, co robi, podkładając ogień w kilku miejscach swojego domu, w nocy, kiedy wszyscy domownicy spali.
- Skazał ich na pewną śmierć. Tylko dlatego, że Wojciech P. obudził się tej nocy, kiedy piętro niżej szalał pożar, że zdołał zadzwonić na numer alarmowy 112 i wezwać pomoc, jego imienia nie wymieniamy obok matki i rodzeństwa jako jeszcze jednej ofiary, której oskarżony pozbawił życia - mówiła podczas ostatniej rozprawy sędzia Grażyna Suchecka.

Rodzina P. przez wielu była stawiana jako wzór. Dzieci były radosne, pełne energii, rozwijały się w wielu dziedzinach. Rodzina i sąsiedzi nie zauważali konfliktów czy napięć, a sama rodzina P. była wierząca, udzielała się w życiu kościoła, oskarżony pełnił nawet funkcję szafarza w pobliskiej parafii.
Do tragicznego pożaru doszło w godzinach nocnych, 10 maja 2013 roku. Dzień wcześniej Dariusz P. poinformował domowników, że tej nocy będzie pracował nad zaległym zamówieniem w warsztacie w Pawłowicach przy ul. Kruczej.

Ułożył poduszki, na półpiętrze podpalił szafę z ubraniami. Chciał mieć pewność

- Gdy domownicy poszli spać, oskarżony zaczął przygotowywać zbrodnię. Na dole domu, w salonie, przeciął kabel zasilający konsolę i w pobliżu uszkodzenia ułożył truchło myszy, w czasie rozkładu, zresztą niekompletne, bo bez głowy. Tam też zlokalizował pierwsze miejsce, gdzie podłożył ogień, który jednak nie rozwinął się do fazy pożaru, gdyż samoczynnie przygasł i nie spowodował, według zamysłu oskarżonego, zajęcia się tej części wyposażenia domu - relacjonowała sędzia Suchecka.
W tym samym pokoju oskarżony ułożył na podłodze rząd poduszek z mebli ogrodowych, by ogień z tego miejsca mógł się łatwo rozprzestrzeniać i zająć stojące w pobliżu meble czy wiszące firany. Później, też w salonie, podjął próby zainicjowania pożaru w dwóch innych miejscach. \

- W żadnym pożar nie rozwinął się jednak do takiej postaci, która doprowadziłaby do zajęcia się domu ogniem. Oskarżony udał się również piętro wyżej, a tam znajdowały się sypialnie, gdzie spała żona Joanna i najmłodsza córka Agnieszka, oraz pokoje, w których spali już Małgorzata i Marcin. Na znajdującej się na tym samym piętrze szafie, także podłożył ogień. Zajęły się ułożone tam licznie ubrania, a ogień szybko się rozprzestrzenił, obejmując swoim zasięgiem praktycznie całe piętro - mówi sędzia Grażyna Suchecka.

W czasie całego procesu wytwarzała się wysoka temperatura, która dotarła do pokojów na piętrze, zajmowanych przez żonę Dariusza P. i dzieci: Agnieszkę, Małgosię i Marcina. Na miejscu już wytwarzały się duże ilości trujących gazów pożarowych: dwutlenku węgla, tlenku węgla i cyjanowodoru.

Dzieci się obudziły, matka również. Najmłodsza ofiara schowała się pod kocykiem...

- Ci pokrzywdzeni musieli się obudzić, byli świadomi zagrożenia. Nieprzytomni zostali znalezieni przez strażaków na podłodze, w swoich pokojach, w pobliżu drzwi. Mała Agnieszka była dodatkowo przykryta kocem, gdy znalazł ją jeden ze strażaków. Pożar rozgorzał na piętrze domu, w bliskiej okolicy schodów prowadzących na poddasze. To spowodowało, iż słup trującego dymu bardzo szybko dotarł na piętro, gdzie pokoje mieli Justyna i Wojciech. Oni również w momencie, gdy w domu szalał już pożar, byli w pełni przytomni. Oskarżony po podłożeniu ognia w salonie i na piętrze wyszedł z domu, zamykając dokładnie drzwi wyjściowe, zdążywszy jeszcze przyłożyć źródło ognia do dwóch polarów, wiszących na garderobie przy wejściu i worka wypełnionego plastikowymi butelkami - mówiła sędzia.

W pożarze, do którego doszło w majową noc 2013 roku zginęła żona Dariusza P. oraz ich czwórka dzieci w wieku od 3 do 17 lat. Justyna zginęła na miejscu, Agnieszka w drodze do szpitala, żona Joanna i syn Marcin – dzień po pożarze, a Małgorzata – trzy dni po pożarze; ją strażacy znaleźli na podłodze przywaloną elementami stropu.
Miała poparzone 25 proc. ciała.
Syn Wojciech, dziś ma 20 lat. Spał na poddaszu przy otwartym oknie i otwartych drzwiach. To go uratowało. Pozostali członkowie rodziny byli tam bez szans. Ślady pięści na zamkniętych żaluzjach wskazują, że matka próbowała się wydostać z płonącego domu, z zasuniętymi żaluzjami. Najmłodsze dziecko, które spało z nią w sypialni, strażacy znaleźli na podłodze przykryte kocykiem.

Nie jestem bestią. Nie zabiłem rodziny

– Zapewniam, że czynu tego nie popełniłem, zaprzeczam tym zarzutom z całą stanowczością – mówił w ostatnim słowie. – Z cierpliwością i pokorą znoszę trudy aresztu, bo widzę działanie dobrego Boga. Dobro, ciepło, miłość, to zawsze były moje wartości. Proszę sąd, żeby pochylił się nade mną i dał mi szanse wrócić do mojego kochanego syna - mówił podczas ostatniej rozprawy Dariusz P.

Wcześniej dowodził, że w czasie pożaru był w swoim warsztacie w Pawłowicach Śląskich. Ale postępowanie dowodowe wykazało, że gdy płonął dom, jego telefon logował się do stacji BTS-u w Jastrzębiu Zdroju. Prawdopodobnie więc widział ogień. O godzinie 1.42 dzwonił do niego syn Wojtek, że płonie dom, ale ojciec nie odebrał telefonu. Odebrał go dopiero godzinę później już w Pawłowicach w warsztacie, odległych od ich domu około 15 km.

Zdaniem biegłych doszło do podpalenia domu. Ogień został podłożony w sześciu miejscach, ale najgroźniejszy okazał się ogień podłożony w szafie ubraniowej na pierwszym pietrze. Dariusz P. został aresztowany prawie rok później pod zarzutem, że podpalił dom, żeby pozbyć się rodziny i zacząć nowe życie. Motywem były pieniądze. Krótko przed tragedią wykupił polisę na życie dla.. żony. Liczył na milionowe odszkodowanie.

Wyrok jest "absurdalny i niedorzeczny". Dariusz P. prosił o uniewinnienie

Dariusz P. w rozprawie apelacyjnej w 2018 roku napisał swoje osobiste odwołanie od wyroku na stu stronach. Przemawiając do sądu mówił pewnie, szybko i beznamiętnie. Wyrok skazujący uznał za „absurdalny i niedorzeczny”, uzasadnienie wyroku za „manipulację i kłamstwa”, a zarzut o podpaleniu za „fatalną hipotezę”.
– Ból po stracie rodziny może jest mniejszy, ale niezmienny – przekonywał sąd. – Przy takim morzu obłudy, muszę się bronić. Jestem zbulwersowany wyrokiem sądu pierwszej instancji. Proszę o uniewinnienie.

od 7 lat
Wideo

Jak politycy typują wyniki polskiej reprezentacji?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni