Powrót księżnej Daisy do Pszczyny

Jolanta Pierończyk
Ławeczka księżnej Daisy.
Ławeczka księżnej Daisy. Mikołaj Suchan
Udostępnij:
Rodziła się blisko rok, waży prawie 600 kg i cała jest z brązu.

To rzeźba Marii Teresy z arystokratycznego angielskiego rodu de Cornawallis West, księżnej pszczyńskiej, zwanej pieszczotliwie Daisy, która w piątek stanęła w pszczyńskim ogrodzie.

Miała 18 lat, kiedy w grudniu 1891 roku przyjechała do Pszczyny jako świeżo poślubiona małżonka Jana Henryka XV, najstarszego syna ówczesnego księcia pszczyńskiego Jana Henryka XI. Była piękna. Potem okazało się, że też mądra i dobra, ale, niestety, nie do końca szczęśliwa.

Jej życie, które zaczęło się bajkowo, a skończyło dość smutno, stało się tematem kilku książek. Szczegółów nie szczędzi też ona sama w pamiętnikach.

W piątek wróciła na rynek do Pszczyny, którą opuściła po rozwodzie z Janem Henrykiem XV. Pszczyńskie Bractwo Kurkowe powitało ją salwą armatnią. Odsłonięcia ławeczki z księżną Daisy dokonał, m.in., autor dzieła, Joachim Krakowczyk, pszczyński rzeźbiarz.

Rzeźbił księżną na podstawie jednego z jej zdjęć pod krytycznym okiem swojej żony Grażyny, która też jest artystką.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie