Pożar w Będzinie przy Browarnej. Jedna osoba nie żyje [ZDJĘCIA + WIDEO]

Sauer
Pożar w Będzinie: Do groźnego pożaru doszło w Będzinie przy ul. Browarnej 2. Ogień pojawił się w budynku wielorodzinnym. Jedna osoba nie żyje. Trwa ewakuacja mieszkańców.

- Obudziłam się koło piątej, szykowałam się do pracy - mówi rozdygotana Andżelika Lachowicz.
- Zorientowałam się, że coś się dzieję dopiero jak usłyszałam krzyki sąsiada i to że wali w drzwi. Krzyczał, że się pali, próbował się dostać do mieszkania, z którego wydobywał się dym ale nie mógł tam się dostać. Sąsiad z samej góry pierwszy się zorientował, że się pali i obudził wszystkich sąsiadów. Jego syn trafił do szpitala - opowiada drżącym głosem kobieta.

Mariusz Kowalski wspólnie z sąsiadem próbowali pomóc mężczyźnie z mieszkania na pierwszym piętrze. - Obudził mnie pies, wyszedłem z mieszkania zobaczyć co się dzieje, bo pies bardzo szczekał. Usłyszałem huk i zobaczyłem kolee, który biega z góry na dół po piętrach i zaczęło się ... - opowiada mężczyzna.

- Próbowaliśmy się dostać do mieszkania. Kolega kopał po drzwiach, drzwi puściły i wtedy cały dym i ta sadza w nas uderzyła. Kolega pobiegł do siebie na drugie piętro. Usłyszałem jego krzyk, żebym pomógł mu natychmiast dziecko wynieść. Wbiegłem do połowy piętra, ale nie dało się wejść. Zbiegłem do siebie do mieszkania namoczyłem ręcznik i ponownie wbiegłem na górę. Zabrałem od kolegi dziecko i kazałem mu wrócić po żonę. Gdy na miejsc eprzyjechali strażacy w pierwszej kolejności chcieli wchodzić przez okno do tego mieszkania na pierwszym piętrze, ale krzyknąłem do nich „panowi on jest już spalony, ratujcie sąsiadkę ona tam jest sama z dziećmi”- wspomina cały w emocjach. Na twarzy, rękach i ubrania ma jeszcze sadzę.

Dziesięcioro lokatorów samodzielnie opuściło swoje mieszkania. Z mieszkań wszysli dosłownie w tym co stali. Włożyli na siebie tylko kurtki, zabrali dokumenty, klucze i telefony. W drugiej części kamienicy kompletnie odcięta od drogi ucieczki została kobieta z dwojgiem dzieci. - Zamknąłem ją w najdaszym pokoju razem z moim młodszym bratem. Chciałem ich odizolować od tego dymu, żeby tego nie wdychali. Zamknąłem im drzwi, otworzyłem okna, a potem spakowałem mamie torebkę, dokumenty, telefon i klucze. Najpotrzebniejsze rzeczy. W tym czasie już podjechała straż pożarna, pokazałem im, że wszystko jest dobrze. Najpierw wyciągnęli brata. Mama się jeszcze ze mną kłóciła, że ja mam wychodzić następny, ostatecznie wyprowadzono nas razem - mówi 15-letni Patryk.

Wszyscy mieszkańcy budynku zostali ewakuowani i objęci pomocą. Część osób pozostanie przez weekend na terenie obiektu hotelowego przy OSiR, a pozostałe osoby zostały zakwaterowane w Dziennym Domu Pomocy Społecznej.

Trwają prace biegłych, którzy ustalają kiedy mieszkańcy budynku będą mogli powrócić do swoich mieszkań. W poniedziałek zbierze się Społeczna Komisja Mieszkaniowa i podejmie decyzje o ewentualnym przyznaniu mieszkań rodzinom, których lokale uległy zniszczeniu - mówi Kinga Wesołowska, rzeczniczka UM w Będzinie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie