Prezesi klubów piłkarskich czasem mogą być szaleni

Rafał Musioł, Tomasz Dębek
Łukasz Mazur, gdy został prezesem Górnika Zabrze, błyskawicznie zyskał opinię działacza kontrowersyjnego i... medialnego mikołaj suchan
To oni są twarzami klubów. Firmują ich sukcesy i klęski. Podpisują kontrakty z gwiazdami, a dopiero potem - zwłaszcza w Polsce - kombinują jak za nie zapłacić. Zwalniają trenerów i rządzą w loży VIP-ów. Krótko mówiąc: prezesi. A wśród nich ci ekstrawaganccy, a może wręcz szaleni, budzący największe emocje. Czasem obrzydliwie wręcz bogaci, a czasem po prostu obdarzeni fantazją....

Klub Kokosa i Brazylia

Sztandarowym przykładem prezesa, który nie przejmuje się niczym i nikim, jest Józef Wojciechowski. Deweloper traktuje warszawską Polonię jak swój prywatny folwark. Kiedy chciał wprowadzić klub do ekstraklasy, nie ufał piłkarzom na tyle, aby powierzyć im kwestię awansu. Wziął sprawy w swoje ręce i kupił licencję od Groclinu, przenosząc klub do stolicy i zmieniając jego nazwę na: Polonia. Złośliwi wciąż jednak określają ten zespół jako Dyskopolo (Groclin miał też w nazwie Dyskobolię - przyp. red.).

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI SPORTOWE NA DZIENNIKZACHODNI.PL/SPORT

Potem Wojciechowski poszedł za ciosem. Jego koronnym pomysłem stało się powołanie klubu "Kokosa". Otóż prezes uznał, że kupiony ze Znicza Pruszków Daniel Kokosiński nadaje się do gry w pierwszej drużynie jak Artur Szpilka, bokser z kryminalną przeszłością, na stanowisko ministra edukacji narodowej.

- Wokół "Kokosa" stworzyliśmy klub nieudaczników. Nie chcemy, by zarażali chłopaków z Młodej Ekstraklasy indolencją i nieudacznictwem - tłumaczył boss, który w pewnym momencie dołączył do tego towarzystwa nawet Ebiego Smolarka, gdy ten nie chciał renegocjować kontraktu.

Poniżony Kokosiński nie miał jednak zamiaru odchodzić, bo co miesiąc otrzymuje od klubu okrągłą sumkę. Zamiast grać, biegał więc po schodach stadionu przy Konwiktorskiej i co ciekawe po dwóch latach banicji osiągnął takie wyniki badań wydolnościowych, że przeniesiono go do Młodej Ekstraklasy.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera
Reszta posunięć multimilionera Warszawy to już niemal drobiazgi, takie jak seryjne zwalnianie trenerów po nieudanych meczach czy bezpardonowe atakowanie ich w mediach.

Wojciechowski nie jest jednak pierwszym bogaczem-ekscentrykiem, który zaszalał w piłce. Szlaki przetarł mu Antoni Ptak, który w przeciwieństwie do króla Midasa wszystko czego się dotknął potrafił zamienić w ruinę. Biznesmen ma "na rozkładzie" kluby z Gdańska - Lechię i Polonię (przeprowadzono ich fuzję zakończoną katastrofą), Pogoń Szczecin oraz Piotrcovię Piotrków Trybunalski (te też połączono, z podobnym skutkiem). Jedynym sukcesem zespołu, którego był dobrodziejem, pozostaje mistrzostwo Polski ŁKS w 1999 r. Wkrótce łodzianie spadli jednak z ekstraklasy, co skutecznie zniechęciło Ptaka do inwestowania.

Pomysły prezesa były tak dziwaczne, że aż ciężko w nie uwierzyć. To on ubzdurał sobie, że skoro Brazylijczycy są najlepszymi piłkarzami na świecie, to zespół z nich złożony będzie w naszej ekstraklasie brylował. - Pogoń będzie albo brazylijska, albo żadna - mówił.

Równie nowatorskie było wprowadzenie kilkudniowych zgrupowań przed każdą kolejką. Zawodnicy Pogoni mieszkali i trenowali w Gutowie Małym pod Łodzią, dojeżdżając do Szczecina (500 km) tylko na mecze. Najlepszym komentarzem innowacji Ptaka były wyniki. W sezonie 2006/07 klub spadł z ekstraklasy, zdobywając w sezonie tylko 16 punktów.

Gabinet w bloku

Na Śląsku prezesi też nie należeli i nie należą do aniołków. Legendarny szef GKS Katowice Marian Dziurowicz, nazywany "Magnatem", był mistrzem socjotechniki, zwanej w niektórych kręgach zamordyzmem. U swoich współpracowników wzbudzał szacunek i strach, a popularne powiedzenie mówiło, że gdy prezes wchodzi, to prostuje się nawet papier toaletowy. Ten twórca potęgi GieKSy zostawił klub w rękach swojego syna Piotra. Dziurowicz junior zasłynął najpierw jako najmłodszy prezes w ekstraklasie, a potem jako osoba, której wywiad dał początek aferze korupcyjnej. Po drodze było jednak także ciekawie - na czołówki gazet trafiła decyzja o przeniesieniu gabinetu do prywatnego mieszkania w bloku, co miało pomóc w zaoszczędzeniu na klubowych rachunkach za ogrzewanie...

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera
Z największym hukiem w piłce zaistniał jednak Łukasz Mazur. Prezes Górnika Zabrze zasłynął zwłaszcza podgrzaniem atmosfery przed poprzednimi Wielkimi Derbami Śląska. W marcu bieżącego roku walka pomiędzy Górnikiem i Ruchem toczyła się na długo przed tym, jak zawodnicy wyszli na murawę na Cichej. Powodem był spór o prawo do korzystania ze Stadionu Śląskiego po zakończeniu jego remontu. Zaczęło się, gdy Mazur ogłosił, że właśnie na Gigancie swoje najważniejsze mecze będzie rozgrywał Górnik w czasie, gdy jego obiekt będzie w budowie. Kontrę wyprowadził Dariusz Smagorowicz. Szef Rady Nadzorczej Niebieskich oświadczył, że prezes Górnika powinien najpierw zapytać, czy będzie to możliwe, bo jako pierwszy na Śląskim zagra Ruch. Wtedy Mazur odparł, że w zamian za to prawo pierwszeństwa może Smagorowiczowi ofiarować Niderlandy...

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI SPORTOWE NA DZIENNIKZACHODNI.PL/SPORT

Nawiasem mówiąc Mazur też stworzył coś w rodzaju Klub Kokosa - do B-klasowych rezerw zesłał bez prawa powrotu do pierwszej drużyny m.in. Damiana Gorawskiego i Pawła Strąka.
Były już szef Górnika swoją impulsywnością wpisał się w tradycję zapoczątkowaną przez swoich poprzedników, m.in. Stanisława Płoskonia, który zasłynął z niezwykle barwnych tyrad wygłaszanych w szatni po przegranych meczach, i Zbigniewa Koź-mińskiego. Za kadencji tego ostatniego duże problemy z wejściem na stadion przy Roosevelta miewał m.in. prezes Odry Wodzisław Ireneusz Serwotka.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Zadymiarze i kobiety

Wystrzałowych działaczy nie brakuje także w niższych ligach. W październiku 2005 r. - za sprawą prezesa - głośno zrobiło się o Narwi Ostrołęka. W meczu ówczesnej IV ligi klub został skrzywdzony przez sędziów. Kibice chcieli dokonać samosądu, ale przeszkodziła im w tym ochrona. Wtedy do akcji wkroczył prezes Roman Wargulewski, który ruszył w stronę arbitrów z niezbyt pokojowymi zamiarami. Przegonił sędziego głównego po całym boisku, powstrzymała go dopiero interwencja policji. Krewki Kurp został zakuty w kajdanki i zabrany do radiowozu. Po uwolnieniu chwiejnym krokiem udał się do siedziby klubu, wyładowując frustrację na szybach budynku.

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI SPORTOWE NA DZIENNIKZACHODNI.PL/SPORT

W inny, absolutnie pokojowy, sposób trafiła do naszego tekstu prezes Warty Poznań Izabella Łukomska-Pyżalska. Otóż zanim znalazła się za futbolowym biurkiem jej wdzięki można było podziwiać w rozbieranych sesjach magazynów dla mężczyzn. Jedno o byłej modelce można powiedzieć - dzięki niej Warta znalazła się na ustach kibiców nie tylko w Polsce, ale też na świecie.
Takich rozbieranych planów nie miała i nie ma szefowa Ruchu Chorzów Katarzy Sobstyl, która w klubie rządzi twardą ręką, ale ma swoich "harcowników", więc nie musi osobiście wdawać się w zatargi typu Smagorowicz - Mazur czy Janusz Paterman (współwłaściciel klubu) - Marcin Radzewicz (piłkarz Polonii, który w jednym z wywiadów uznał, że Paterman zwariował, za co ten chciał go pozwać do sądu).

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Wesoła wdówka z milionami

Na świecie płeć piękna też rządzi, co czasem nie jest najlepszym pomysłem. Serbka Swietlana "Ceca" Raznatović została prezesem klubu Obilić Belgrad po zamordowaniu jej męża Željko, znanego też jako "Arkan". Był on gangsterem i przywódcą nacjonalistycznej bojówki oskarżanej o zbrodnie wojenne. Okazało się, że żonę dobrał sobie całkiem nieźle. W wyniku działań "Cecy" mistrz Jugosławii z sezonu 1997/98 gra obecnie w rozgrywkach amatorskich, bo kilka milionów euro z transferów nigdy nie trafiło na klubowe konto. Wesoła wdówka przyznała się do winy i dzięki ugodzie z sądem została skazana na osiem miesięcy aresztu domowego i 1,5 mln euro grzywny. Mniej szczęścia miała w 2003 r., kiedy odsiedziała cztery miesiące. Była podejrzana o udział w zabójstwie premiera Serbii Zorana Djindjicia.

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI SPORTOWE NA DZIENNIKZACHODNI.PL/SPORT

W niepochlebnych klimatach mówi się także o George "Gigi" Becali, właścicielu Steauy Bukareszt i europośle. Głośno mówi o swojej nienawiści do Żydów, Romów, Węgrów, Murzynów, muzułmanów, gejów i… kobiet.

Legenda z Hiszpanii

Absolutnie niekwestionowanym liderem w szaleńczym korowodzie prezesów pozostaje jednak Jesus Gil, który zmarł w 2004 r. Wcześniej przez 16 lat władał Atletico Madryt i to w stylu Ludwika XIV. Hiszpan łączył w sobie cechy opisywanych wcześniej: radykalne poglądy, kontrowersyjne wypowiedzi, pobyty za kratkami (za przekręty finansowe w czasie sprawowania funkcji burmistrza miasta Marbella). Jak wyliczono, Gil siadał na ławie oskarżonych 75 razy, a trenerów zmieniał 39 razy.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
mis

fajne

Dodaj ogłoszenie