PRL - partia pytała, klient pisał

Alicja Zboińska
"Tych klientów nie obsługujemy", czyli słynny kadr z kultowego filmu "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz"
"Tych klientów nie obsługujemy", czyli słynny kadr z kultowego filmu "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz" JAN LASKOWSKI/EAST NEWS/POLFILM
Nie było towaru, brakowało pieniędzy. Handel w PRL-u to była wyższa szkoła jazdy. Pozostały wspomnienia w książkach skarg i zażaleń - pisze Alicja Zboińska

Jestem siostrą PCK. Mam pod opieką sześć samotnych kalek i mam zezwolenie na kupowanie dla nich poza kolejnością. Odmówiono mi sprzedaży wafli, natomiast sprzedano trzem innym osobom z kolejki po 14, 15 i 10 sztuk - taki wpis pojawił się w jednej ze sklepowych ksiąg skarg i zażaleń w 1987 roku.

Wyjaśnienie kierowniczki nie pozostawiło złudzeń: - Zgodnie z wytycznymi ministra w sprawie zasad obsługi poza kolejnością wyjaśniam, że opiekunka PCK nie miała prawa do zakupu poza wszelką kolejnością - które to prawo mają wyłącznie inwalidzi wojenni i wojskowi - a jedynie miała prawo do stania w kolejce dla uprzywilejowanych, zamiast w kolejce zwykłej. Z uwagi na to, że zarówno w kolejce zwykłej, jak i w kolejce dla uprzywilejowanych stała znaczna ilość klientów i nie wyrażali oni zgody na sprzedaż wafli siostrze PCK, klientce odmówiono sprzedaży poza wszelką kolejnością. Tak więc nie było żadnej winy ekspedientki - kończy elaborat kierowniczka sklepu.

Najciekawsze skargi i - znacznie rzadsze - pochwały odchodzą w niepamięć, a jeszcze 30-40 lat temu nie wyobrażaliśmy sobie bez nich życia. - Ale to już nie to samo, co dawny siermiężny zeszyt z zagiętymi i przybrudzonymi kartkami - z nostalgią wspomina Elżbieta Borkowska, miłośniczka tego typu publikacji. - Czasy były naprawdę podłe, ciężko było cokolwiek dostać, ale przynajmniej można się było pośmiać. Polowaliśmy z mężem na te książki. Zanim coś napisaliśmy, zawsze czytaliśmy poprzednie uwagi. A jak już coś chcieliśmy wpisać, to pod zmienionym nazwiskiem. Można było liczyć na "życzliwych", którzy zawsze donieśli gdzie i komu trzeba.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera
Dziś samo wspomnienie książek wywołuje nostalgię. A przeniesione na internetowe strony dawne wpisy cieszą się ogromną popularnością. Wśród nich jest m.in. ten, cytowany w kwartalniku historycznym "Kwarta". "W dniu dzisiejszym zakupiłem winiak luksusowy zaplombowany. Po otworzeniu go w domu okazało się, że wewnątrz była zabarwiona woda. Ponieważ nie wolno rozpieczętowywać butelki i próbować zawartości w sklepie, zostałem narażony na stratę 240 zł, które proszę o zwrot. Zakup czyniłem z panią X, osobą na tyle zamożną, że nie ma mowy o próbie wyłudzenia. Ja sam też prowadzę prywatną inicjatywę. W tymże dniu zakupiliśmy kilka butelek koniaku i były dobre. Uprzejmość personelu nie powetuje straty" - donosi klient.

A kierowniczka ripostuje: "Zakupiony winiak luksusowy został zwrócony przez ob. Y do sklepu. Istotnie, znajduje się w nim woda. W sprawie tej skontaktowałam się z Działem Spożywczym Przedsiębiorstwa, prosząc o wskazówki, jak załatwić klienta. Odpowiedziano mi, że na wódki i winiaki reklamacji nie przyjmuje się. Próbowałam wyjaśnić panu Y, dlaczego nie przyjmuję reklamacji i nie mogę zwrócić należności, lecz klient żąda wyjaśnienia z Dyrekcji Przedsiębiorstwa". Nie zawsze jednak było źle.

O dziwo w sklepach zdarzały się też miłe chwile. "Dnia 9 kwietnia 1979r., zostałem nadzwyczaj grzecznie obsłużony przez panią ekspedientkę Marię, za co pragnę wyrazić wyrazy uznania dla całego personelu na czele z panią kierownik" - podkreśla klient.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera
Można też było i nie dostać odpowiedzi: "Korzystając z tak wspaniałego udogodnienia, jakim jest książka skarg i wniosków, zapytuję jako obywatel PRL, dlaczego nie ma: 1. proszku do prania, 2. zwykłego mydła, 3. żyletek do golenia, 4. szamponu, 5. innych?"

Dziś, gdy kontrole sanepidu i kilku innych inspekcji niemal nie wychodzą ze sklepów, z rozrzewnieniem można przeczytać:

"Byłam w godzinach 10.00, 10.30, 11.00 oraz 11.40. Wciąż brak chleba. To samo w sklepie sąsiednim. Za to w zeszycie, w którym piszę, gnieździło się kilka prusaków".
Marnym, ale zawsze pocieszeniem dla osób, które obecnie mają problemy z reklamowaniem towaru może być fakt, że kiedyś też nie było lepiej: "Zakupiłem napój Orsi i w smaku poczułem, że był sfermentowany. Data produkcji na etykiecie wskazywała wrzesień, a więc trzy miesiące temu! Przy trwałości 8 dni! Jednak kierowniczka i ekspedientka stwierdziły, że jeśli napój mi nie smakuje, to widocznie nie chciało mi się pić. Uprzejmie proszę o pilną odpowiedź" - donosi klient.

Wyjaśnienie kierowniczki: "Wydaje mi się, że klientowi po prostu nie odpowiada smakowo napój Orsi. A co do daty ważności - producent nie etykietuje butelek na bieżąco, gdyż ma trudności z etykietami, i daje stare, ze starą datą, choć napój jest świeży. Klient nie pozwolił sobie tego wytłumaczyć, zaczynając od słów "pani psi obowiązek", i złośliwie się wpisał".

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Co to za zwyczaj reklamowania towaru, którego nie ma w sprzedaży...

Z książek skarg i zażaleń Skarga z 1983 roku:
Kolejka zaczyna się już przed sklepem, a obsługa odmawia uruchomienia drugiego stanowiska kasowego, mimo że w sklepie są cztery pracownice. Dwie siedzą sobie na zapleczu i piją herbatę.
Wyjaśnienie kierowniczki: NIEPRAWDA!!! KŁAMSTWO!!! Jako kierowniczka oświadczam, że w sklepie była duża kolejka spowodowana świeżą dostawą tak atrakcyjnych towarów, jak olej, margaryna, cukier. Ekspedientki nie nadążały z noszeniem towaru. Ponadto klient ten jest wyjątkowo konfliktowym klientem, który to wiecznie ma dużo nieuzasadnionych pretensji i sam ubliża!!!

Skarga z 1983 roku:
Biały ser kładzie się na wagę, trzymając w dwóch palcach, którymi to palcami liczone są potem pieniądze. Proszę to zmienić - Janik.
Dopisek ekspedientki: Osobiście uważam, że nie ma innej możliwości jak podanie sera palcem.

Skarga z 1985 roku:
Kupiłam nieświeże drożdże, pół kilo. Nie chciano mi ich wymienić.
Wyjaśnienie kierowniczki: Klientka przedstawiła do reklamacji drożdże kupione rzekomo w naszym sklepie 3 dni temu. Tymczasem były one zapakowane w prawdziwy papier pakowy, którego to papieru sklep nie posiada od pół roku - a więc drożdże nie nasze.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera
Skarga z 1983 roku:
Na wystawie są wystawione różne sery żółte, ale w sklepie nie ma ich w sprzedaży. Co to za zwyczaj reklamowania towaru, którego nie ma w sklepie. Proszę o wyjaśnienie.
Wyjaśnienie kierownika: Sklep bierze udział w konkursie. Zrobiono więc wystawy konkursowe, na których umieszczono atrapy towarów. Samych towarów od dłuższego czasu niestety brak w sprzedaży.

Pochwała z 1980 roku:
W sklepie jest bardzo uprzejma i szybka obsługa, aż przyjemnie postać chwilę w ko-lejce.
Dopisek: My, klientela stojąca obecnie w kolejce, dołączamy się do pochwał
(tu następuje 10 podpisów).

Przygotowując publikację korzystałam z antologii "Absurdy PRL-u".

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

H
Hern

Potem przyszedł wałęsa i zniszczył porządek, kupił synowi motorek a teraz się za niego modli, co za obłuda przecież bóg tak chciał. Precz z klerem który tylko czeka na nasze pogrzeby!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Dodaj ogłoszenie