MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Proces kierowcy autobusu, który w Katowicach przejechał 19-letnią Basię. Dramatyczne zeznania świadków. Ojciec Basi ledwo powstrzymywał łzy

Magdalena Grabowska
Magdalena Grabowska
Podczas rozprawy puszczano świadkom dramatyczne nagrania. Pasażerowie prosili o wyciszenie głosu na filmach, żeby nie słyszeć przerażających krzyków tłumu. Ojciec Barbary Sz. ledwo powstrzymywał łzy. Zeznania są poruszające. Co naprawdę wydarzyło się w Katowicach przy przystanku na ul. Mickiewicza?
Podczas rozprawy puszczano świadkom dramatyczne nagrania. Pasażerowie prosili o wyciszenie głosu na filmach, żeby nie słyszeć przerażających krzyków tłumu. Ojciec Barbary Sz. ledwo powstrzymywał łzy. Zeznania są poruszające. Co naprawdę wydarzyło się w Katowicach przy przystanku na ul. Mickiewicza? Magdalena Grabowska
Ciąg dalszy procesu przeciwko kierowcy, który przejechał na ul. Mickiewicza w Katowicach 19-latkę. 6 lutego odbyła się kolejna rozprawa. Tym razem zeznania składali pasażerowie autobusu - byli w środku, gdy doszło do tragedii. - Dlaczego widząc zdarzenie, nie przyszedł pan do mnie osobiście pod kabinę i mnie nie poinformował? - pytał Łukasz T. jednego ze świadków. - Do potrącenia już doszło, co mogłem więcej wskórać?

Przed Sądem Okręgowym w Katowicach odbyła się 6 lutego kolejna rozprawa Łukasza T., kierowcy autobusu, który w ubiegłym roku, przejechał w Katowicach 19-letnią Barbarę Sz. obok przystanku przy ul. Mickiewicza.

Spis treści

Przypomnijmy, że do tragicznego zdarzenia doszło w lipcu ubiegłego roku. Według prokuratury, zebrane dowody wskazują, że kierowca widział pokrzywdzonych i celowo najechał najpierw na jedną z kobiet, usiłując pozbawić ją życia, a następnie z zamiarem pozbawienia życia najechał na kolejną pokrzywdzoną, która zmarła w wyniku poniesionych obrażeń. Próbował też najechać dwóch kolejnych mężczyzn. Czy faktycznie tak było? Tym razem w sądzie składali zeznania pasażerowie, którzy jechali wtedy autobusem, który prowadził Łukasz T.

— Było to niecodzienne zdarzenie i odczuwałem dyskomfort — zeznawał świadek Robert P., który tego felernego dnia był jednym z pasażerów. — Była bójka i zamieszanie pomiędzy osobami znajdującymi się na jezdni. Nie atakowały autobusu ani kierowcy, w momencie, w którym miało dojść do potrącenia, pobliskie osoby zwróciły uwagę na pojazd i sygnalizowały kierowcy zatrzymanie się. Nie pamiętam, czy to była pięść, czy otwarta ręka, ale ktoś uderzał w drzwi autobusu, żeby się zatrzymał. To była próba zwrócenia uwagi kierowcy, że coś się dzieje i warto byłoby się zatrzymać... — wyjaśnia.

„Na pewno nie wjechał z impetem w ludzi”

Ile osób zostało potrąconych? - zapytał prokurator.

- Na podstawie ofiar stwierdzam, że jedna. Wydaje mi się, że kierowca użył sygnału dźwiękowego, kiedy autobus stał i się zatrzymywał. Nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić, jaki był stan pojazdu. Na pewno nie jechał 20 km/h - opowiadał świadek. - Wydaje mi się, że zwolnił jak zobaczył jakie jest zamieszanie na drodze. Na pewno nie wjechał z impetem w ludzi - dodał

Pasażer zapytany jak kierowca autobusu się zachowywał po całym zdarzeniu, w trakcie jazdy do zajezdni odpowiedział: „Niewzruszenie”.

- W związku z tym, że codziennie przemieszczam się autobusami, nic nie zwróciło mojej uwagi, jechał normalnie. Jego jazda nie budziła zastrzeżeń - zeznawał dalej. - Byłem poruszony. Chciałem pojąć, co się dzieje i dlaczego kierowca tak zareagował. Wydaje mi się, że ja bym zareagował inaczej…

Łukasz T.: Dlaczego widząc zdarzenie, nie przyszedł pan do mnie osobiście pod kabinę i mnie nie poinformował?

Oskarżony skorzystał z przysługującego mu prawa zadawania świadkom pytań. - Dlaczego widząc zdarzenie, nie przyszedł pan do mnie osobiście pod kabinę i nie poinformował? - słyszymy na sali rozpraw.

- To jest w mojej naturze w takich okolicznościach nie interweniować. Byłem najdalej od miejsca zdarzenia. Do potrącenia już doszło, co mogłem więcej wskórać? - pyta rozdrażniony świadek.

Dramatyczne nagrania bez cenzury. Świadkowie ledwo wytrzymali, ojciec powstrzymywał łzy

Prokuratura poprosiła o puszczenie nagrań z monitoringu autobusu. Sąd zdecydował się na odtworzenie świadom przerażających filmów z kamer, które zarejestrowały śmierć 19-latki. Widać na nich, jak tłum ludzi nagle wbiega na ulicę. Autobus staje i zaczyna trąbić. Nie ma reakcji. 19-letnia Basia ubrana w białą koszulkę podbiega awanturujących się mężczyzn. Nagle autobus rusza prosto na nią. Słychać krzyk.

Podczas rozprawy puszczano świadkom dramatyczne nagrania. Pasażerowie prosili o wyciszenie głosu na filmach, żeby nie słyszeć przerażających krzyków
Podczas rozprawy puszczano świadkom dramatyczne nagrania. Pasażerowie prosili o wyciszenie głosu na filmach, żeby nie słyszeć przerażających krzyków tłumu. Ojciec Barbary Sz. ledwo powstrzymywał łzy. Zeznania są poruszające. Co naprawdę wydarzyło się w Katowicach przy przystanku na ul. Mickiewicza? Magdalena Grabowska

Widok był trudny, szczególnie dla pasażerów, którzy znów musieli wrócić do tych dramatycznych wydarzeń. Niektórzy prosili o wyciszenie głosu na filmach, ponieważ nie mogli znieść krzyków rozpaczy, wybrzmiewających zaraz po tragedii. Łzy z trudem ukrywał sam ojciec Barbary Sz. W procesie jest oskarżycielem posiłkowym.

- Na pasie jezdni bezpośrednio przed autobusem stała ta kobieta, miała czarne włosy. Widziałem, jak kierowca wjechał w nią i nie zatrzymał autobusu, pomimo krzyku kilku osób. Kierowca cały czas jechał do przodu. Przez tylną szybę widziałem, jak jeden z ludzi biegł za autobusem, widziałem, że ktoś leżał na jezdni, podejrzewałem, że to dziewczyna o czarnych włosach. Nie wiem, dlaczego kierujący nie zatrzymał autobusu, według mnie musiał ją widzieć...

Sąd dysponował także filmem udostępnionym przez jednego ze świadków zdarzenia, na którym widać, jak autobus i uderza w 19-latkę i ciągnie ją pod kołami, aż do wysokości skrzyżowania ul. Mickiewicza z ul. Stawową.

- Wszyscy byli w szoku - komentuje następna pasażerka, która jechała wtedy w autobusie. - Słyszałam krzyki „zatrzymaj się”, ale nie pamiętam, czy dochodziły z zewnątrz, czy ze środka. Nie słyszałam innych odgłosów poza krzykiem i stukaniem - wyjaśniała. - Potrąconą dziewczynę widziałam od ramion w górę - dodała.

19-letnia Barbara Sz. została wepchnięta pod autobus?

Kolejny z przesłuchiwanych świadków twierdził, że nie było możliwości, żeby kierowca nie widział 19-latki.

- Moim zdaniem musiał widzieć tę dziewczynę w czarnych włosach. Powinien się zatrzymać, a on jechał dalej…

Reakcji pozostałych pasażerów świadek nie pamiętał.

- To były tylko spojrzenia. Nie było takiej sytuacji, aby ta dziewczyna była przez kogoś wepchnięta. Nie obserwowałam jej cały czas, ale nie pamiętam, żeby ktoś ją wepchnął - mówi zdecydowanie. - Wydaje mi się, że kierowca nie mógł czuć zagrożenia ze strony osób, które były przed autobusem. Przeraziłam się po zdarzeniu, czyli po potrąceniu - dodaje.

Podobnego zdania są inni pasażerowie

- Był chaos. Widziałam, jak ta dziewczyna leżała na ulicy, słychać było krzyki „Co pan robi!?", ale kierowca jechał dalej. Po potrąceniu tej kobiety autobus się nie zatrzymywał. Wszyscy pasażerowie byli przerażeni - relacjonowała Adrianna P.

Kierowca autobusu wiedział, że przejechał 19-letnią Basię?

Kierowca autobusu miejskiego, pod którego kołami zginęła 19-letnia Basia, wiedział, że kogoś potrącił? Oskarżony Łukasz T. twierdził na poprzedniej rozprawie, że odjechał z przystanku przy ul. Mickiewicza w Katowicach w obawie o własne życie.

- Jak zerknąłem w prawe lusterko, widziałem, że tłum dalej napiera na autobus. Nie otwierałem drzwi, bo bałem się, że zrobią mi krzywdę i pasażerom. Działo się to wszystko tak dynamicznie. W ciągu paru sekund postanowiłem pojechać na zajezdnię. Pasażerowie jechali ze mną. Stwierdziłem, że lepiej ich zabrać na zajezdnię. Mamy tam ochroniarzy, jest tam bezpieczniej, żeby zareagować. Tłum gonił mnie i autobus, dlatego chciałem szukać pomocy w zajezdni. Postanowiłem, że zadzwonimy na policję i poinformujemy o bójce - wyjaśniał przed sądem Łukasz T.

Podczas rozprawy, która odbyła się 6 grudnia, przedstawiono nagranie, na którym kierowca rozmawia z policjantką w zajezdni PKM w Katowicach.

- Dałem gaz do dechy, wciągnąłem kogoś pod autobus i „przeciorałem” pół drogi tę osobę - słychać na nagraniu. Później mężczyzna powtórzył: - Zaczęli mi drzwi wyrywać. No to ja gaz do dechy. Myślałem, że się odsunęli - wyjaśniał policjantce.

Kamera zamontowana była na czole autobusu linii 910. Widać też, jak jeden z mężczyzn kopie w drzwi autobusu. Paweł G., świadek, który zeznawał 6 grudnia w Sądzie Okręgowym w Katowicach, zeznał, że na tym nagraniu to właśnie on kopał w drzwi. Gdy pasażerowie wysiedli z autobusu, od razu pojawiła się policja. Kierowca nie miał okazji porozmawiać z osobami, które wiózł.

- Słyszałem tylko głośny płacz. Ze słuchu wyglądało, jakby jedna osoba płakała. Nie słyszałem słów. Pamiętam tylko płacz - wyjaśniał na pierwszej rozprawie Łukasz T., opisując reakcję pasażerów.

Jaki wyrok może dostać kierowca autobusu?

Przypomnijmy, że po zatrzymaniu kierowca autobusu został przebadany na zawartość alkoholu w organizmie. Mężczyzna był trzeźwy. Pobrano mu również krew do badań, by sprawdzić, czy nie był pod wpływem innych środków odurzających. Jak podała prokuratura, badania toksykologiczne wykazały w jego organizmie trzy rodzaje leków. Były to antydepresanty i środki przeciwbólowe. Łukaszowi T. grozi dożywocie.

Nie przeocz

Zobacz także

Musisz to wiedzieć

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Paliwo na stacjach będzie tańsze

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera