Prof. Pietrzykowski: Deklarowanie narodowości śląskiej wynikiem propagowania wizji polskości, która zachęciłaby do uznania się za Eskimosa

Marcin Zasada
Marcin Zasada
Prof. Tomasz Pietrzykowski Marzena Bugala- Azarko / Polska Press
Tożsamość narodowa zawsze tworzy się z czegoś „anarodowego”. Dopiero świadomy, systematyczny wysiłek elit prowadzi do wykreowania poczucia przynależności do wspólnego narodu. Tak zawsze było i nie inaczej jest w przypadku narodowości śląskiej - mówi prof. Tomasz Pietrzykowski, prawnik z Uniwersytetu Śląskiego, był wojewoda śląski, współautor (z Sarą Marondel) artykułu "Inventing a Nation: The Birth and Development of the Silesian Minority in Poland" ("Wymyślenie narodu: Narodziny i rozwój śląskiej mniejszości w Polsce"), który w tym miesiącu ukaże się na łamach czasopisma naukowego "International Journal of Minority and Group Rights".

Co to jest naród?
Pomijając spory naukowe wokół definicji i koncepcji narodu, przede wszystkim to wspólne wyobrażenie: cech, które nas łączą oraz odróżniają od innych, wspólnych źródeł historycznych tych różnic, które wpłynęły na to, kim czujemy się dzisiaj. Naród to zbiorowe wyobrażenie nasze o sobie i innych o nas.

Czyli, w skrócie, chodzi o narodową mitologię zbudowaną na wybranych wydarzeniach historycznych i wybranych postaciach?
Tak, niekoniecznie obiektywną historię, ile raczej jej wyobrażenie, jako wspólnego losu. Nie musi ono pokrywać się z prawdą historyczną, Jest raczej pewnym przeżywaniem wybranych zdarzeń historycznych traktowanych jako kształtujące wspólną narodową tożsamość.

Co w ostatnich dekadach wydarzyło się na Śląsku, że w przestrzeni publicznej, politycznej pojawiła się kategoria narodu śląskiego?
Złożyło się na to wiele przyczyn, jednak dla mnie najistotniejszym ich składnikiem jest pojawienie się środowiska, które dostrzegło możliwość wytworzenia wyobrażeń narodowych, a tym samym wspólnoty, na czele której daje się stanąć. Nie mówię tego bynajmniej pejoratywnie, staram się opisać pewien ciekawy fenomen polegający na próbie tworzenia wyobrażeń narodowych przez elity marzące o tym, aby mieć za sobą odrębny naród. Oczywiście, nie da się tego zrobić z niczego. Muszą istnieć sprzyjające okoliczności, którymi w naszym przypadku były skomplikowana przeszłość przynależności państwowej Śląska, epizod autonomii z czasów II RP, tragedii górnośląskiej 1945, odrębności językowe itd. Z takich właśnie cegiełek daje się budować te wspólne wyobrażenia i emocje, które stanowią istotę odrębności narodowej. Ale ta budowa wymaga systematycznego wysiłku elit, które aspirują do przewodzenia swojemu narodowi. Tych elit i elementów nadających się do tworzenia przez nie poczucia narodowego by nie było, gdyby nie obiektywne uwarunkowania historyczne. Jednak te ostatnie samoczynnie nie tworzą narodu, czyni to ich wprzęgnięcie w świadomie i systematycznie prowadzony wysiłek odwoływania się do nich, aby te odpowiednie emocje i wyobrażenia wytworzyć.

A więc Śląsk jest przykładem, że nie naród kreuje elity, a elity kreują naród?
Owszem, choć oczywiście to proces dwustronny. Jednak ten kierunek oddziaływania wydaje się znacznie ciekawszy. I widać go wyraźnie na wielu przykładach – jak chociażby walki o nadanie mowie śląskiej statusu języka, a nie tylko dialektu. Przecież w sferze faktów nic to w samej śląszczyźnie, ani jej popularności nie zmieni. Ale może stanowić istotny wkład w ten zestaw wyobrażeń – mamy swój, oficjalnie uznany język, co świadczy, ze jesteśmy „prawdziwym” narodem.

Czy nie tak właśnie powstało wiele narodów np. w Europie?
Oczywiście. Ten proces, o którym mówimy niczym istotnym nie różni się od tego, w jaki sposób dochodziło do tworzenia się innych narodów. Z tą jednak różnicą, że elity narodowości śląskiej nie mają do dyspozycji zorganizowanego aparatu państwa, który jest najskuteczniejszym narzędziem tego rodzaju działań wpajających i utrwalających poczucie odrębności narodowej swoich obywateli. No i mówimy o fazie, w której wciąż jeszcze nie został osiągnięty skutek, w postaci dostatecznie dużej liczby ludzi, która swoją odrębność narodową traktuje jako rzecz oczywistą i niejako wpojoną im w dzieciństwie, a nie odkrywaną na własny rachunek.

Dlaczego Polska to naturalna opozycja do tej „śląskiej kreacji”?
Odrębność niejako nieuchronnie tworzy się w opozycji. W przypadku śląskości dochodzi do tego element wytwarzania takiego poczucia wewnątrz istniejącego i podtrzymywanego przez aparat państwa innego wyobrażenia narodowego – homogeniczej i wąsko rozumianej polskości. To z jednej strony stwarza przeszkody do swobodnego rozwoju jakiejkolwiek innej, konkurencyjnej tożsamości. Z drugiej daje jej pewien napęd, bo stara się narzucać gorset, który u wielu rodzi bunt. Jednym z rodzajów takiego buntu jest poszukiwanie możliwości i szans na przekształcenie materiału historyczno-kulturowego w odrębne poczucie narodowe mieszkańców Śląska. Siłą rzeczy rodzi to potrzebę podkreślania różnic i prowadzi do wielu problemów.

Politycznych?
U wielu osób silnie przeżywających swoją polską tożsamość narodową budzi to zrozumiały niepokój. Zwłaszcza, że istotną składnikiem wykorzystywanym do budowy odrębnej śląskiej emocji narodowej bywają wpływy, jakie na oblicze regionu wywarła jego zmienna historycznie przynależność państwowa. Być może niewłaściwe rozłożenie akcentów to jeden z najpoważniejszych błędów tej recepty na narodowość śląską, jaką posługują się środowiska dążące do jej wykreowania. Zamiast podkreślać „jesteśmy Ślązakami, a nie Polakami” łatwiej byłoby może osłabiać ten niepokój mocniej eksponując raczej komunikat „jesteśmy Ślązakami, a nie Niemcami”. O ile budzenie odrębnego poczucia narodowego nie może obyć się bez przeciwstawiania jej innym, ukierunkowanie tych przeciwstawień jest kwestią pewnych ideologicznych wyborów. Odcinanie się od polskości przy jednoczesnym ostentacyjnym flirtowaniu z mniejszością niemiecką oraz solidaryzowaniu się z działaniami separatystów w różnych krajach mocno podsyciły te obawy o rzeczywiste intencje i zagrożenia, jakie wiązać mogą się z powodzeniem starań o przebudzenie wśród mieszkańców śląska odrębnych emocji narodowych.

Ale jak budować naród w opozycji do narodu i państwa, z którym nawet się nie graniczy?
Pan mówi o obiektywnej rzeczywistości, a ja o sferze wyobrażeń i świata niejako przedstawionego. W tym ostatnim Śląsk nie tylko leży między Niemcami a Polską, ale można odnieść wrażenie, że w oczach wielu przedstawicieli polskich elit narodowych Niemcy nie myślą o niczym innym, jak tylko odzyskaniu tego, czego co utracili po I i II wojnie światowej. Tymczasem rozwój ruchów i organizacji śląskich niejako odebrał tlen organizacjom mniejszości niemieckiej na Śląsku. Stały się one z czasem znacznie mniej atrakcyjną alternatywą wobec tożsamości śląskiej, która przejęła tych, którym trudno było w pełni identyfikować się z polską mitologią narodową, w tym jej natrętnymi wątkami antyniemieckimi. Że przypomnę tylko odbiór, jaki w naszym regionie wywołała sprawa „dziadka z Wermachtu”.

A może Ślązacy to po prostu taka specyficzna, „anarodowa” społeczność?
Tożsamość narodowa zawsze tworzy się z czegoś „anarodowego”. Dopiero świadomy, systematyczny wysiłek elit prowadzi do wykreowania poczucia przynależności do wspólnego narodu. Tak zawsze było i nie inaczej jest w przypadku narodowości śląskiej. Dyskontuje ona z jednej strony istnienie okoliczności dających się przekształcić we wspólną mitologię narodową, z drugiej -właśnie próżnię „anarodowości” – niewyeksploatowania tych okoliczności po to, aby w oparciu o nie określona grupa ludzi poczuła się narodem.

Czy nie Kazimierz Kutz wytłumaczył to Ślązakom jako pierwszy?
Częściowo tak właśnie twierdził świętej pamięci Michał Smolorz. Że nasze obecne wyobrażenie tego, czym jest Śląsk, jest w istocie kreacją stosunkowo niedawną, której istotnym elementem jest oddziaływanie filmów wielkiego Kazimierza Kutza, ale także świadomych zabiegów władz i instytucji państwa polskiego, aby odpowiednio zdefiniować treść i granice śląskości. Te ostatnie miały służyć bezpiecznemu zunifikowaniu Śląska z Polską. A trwające przez ostatnie dekady próby wzbudzenia poczucia odrębności narodowej Ślązaków można widzieć jako swego rodzaju kontrnarrację wobec tej wizji – regionu na stulecia oderwanego od „macierzy” i dokonującego spontanicznego, masowego zrywu, aby tę upragnioną polskość odzyskać. Temu oczywistemu wymysłowi służącemu wzmacnianiu i utrwalaniu wśród mieszkańców Śląska poczucia polskiej tożsamości narodowej próbuje się przeciwstawić inną wizję ich przeszłości. Taką, w której mieszkańcy „przechodzili z rąk do rąk” i raz byli ciemiężeni przez jednych obcych, a raz przez innych. I wobec tego powinni wreszcie wstać z kolan i domagać się dostrzeżenia, docenienia i dowartościowania swojej odrębności.

Pańskimi słowami: chodzi o „takie widzenie zdarzeń historycznych, które składają się na genezę wspólnej narodowej tożsamości”?
Otóż to. I raz jeszcze – nie jest to ani zarzut, ani nic szczególnie oryginalnego. Raczej próba opisu. Bo tak tworzyły się i tworzą narody, tyle, że te pozostały wyłoniły się wcześniej i na ogół przy pomocy zorganizowanych działań państwa, którego jedną z funkcji jest podsycanie emocji tożsamościowych swoich mieszkańców. Nawiasem mówiąc, interesującą książkę analizującą te mechanizmy tworzenia wyobrażeń narodowych przez elity i kierowane przez nie państwa wydał kilka lat temu znany śląski politolog – prof. Marek Migalski.

Naród śląski zyskał świadomość jakieś 100 lat za późno?
I to jest właśnie fascynujące. Bo mamy dość unikalną okazję obserwowania tego procesu w trakcie, gdy się wydarza, a nie rekonstruowania go jedynie na podstawie świadectw historycznych. Także polska świadomość narodowa tworzyła się w podobny sposób, tyle że wcześniej. I także w pewnej mierze bez wsparcia aparatu państwowego, bo znaczna część tego procesu odbyła się pod zaborami. Wszak państwo, które upadło w XVIII oparte było na zgoła innych ideach niż narodowe, było własnością szlachty i magnaterii, spajanych lojalnością wobec monarchii raczej niż poczuciem wspólnoty narodowej z prostym ludem. To przekształcenie mentalne przypadło na okres zaborów, a więc państwo polskie odegrało w nim rolę raczej marzenia, czy narzędzia oddziaływania. Trochę jak samorządzenie się przez Ślązaków w „swoim” autonomicznym regionie.

Brak konsensusu wśród Ślązaków, czy są narodem czy nie. To dowód za, czy przeciw?
To jedna z przeszkód na drodze do kreowania wspólnoty narodowej. Nie da się przewidzieć, czy dojdzie do jej przezwyciężenia i to wyobrażenie narodowe upowszechni się na tyle, aby zyskać dostateczne znaczenie polityczne i doprowadzić do jakichś zmian prawnych czy ustrojowych. Może okazać się, że wystarczająco szeroko podzielane poczucie wspólnoty losów nie jest możliwe do wytworzenia w regionie, w którym w ostatnim stuleciu dochodziło do tak masowego napływu i odpływu setek tysięcy ludzi. Częściowo zależeć to może od sprawności i zdolności lokalnych elit aspirujących do wytworzenie takiego poczucia, a częściowo – od zewnętrznych, trochę także przypadkowych, okoliczności politycznych czy społecznych. Niewykluczone, że ten proces stopniowo wygaśnie. Ale może też zyskać dodatkowy wiatr w żagle wskutek chociażby zniechęcenia natrętnie lansowaną ostatnio wizją polskości, której kluczowymi elementami ma być ciasnota, zacofanie kulturowe i ksenofobiczne resentymenty – wobec Niemców, imigrantów czy różnego rodzaju mniejszości. Jakby komuś zależało na tym, aby każdego, kto nie mieści się w takim gorsecie zachęcać do poszukiwania możliwie opozycyjnych form samoidentyfikacji.

A może naród śląski punkt kulminacyjny ma już za sobą?
To jest właśnie to pytanie. Żyjemy też w czasach, w których o nasze poczucie tożsamości konkuruje bardzo wiele wzorców kulturowych. Temperatura konfliktu politycznego przesuwa też ciężar tej identyfikacji na nieco inne kryteria, nieraz trudne do pogodzenia z poczuciem wspólnotowości narodowej. Czy można i chce się być zaliczanym do tego samego narodu, co zaciekle zwalczani przeciwnicy polityczni czy ideologiczni? Czy można być „prawdziwym” Polakiem czy Ślązakiem i głosić takie czy inne ideologie bądź poglądy? Coraz trudniej nam poczuwać się do wspólnoty, w warunkach nieustannego szczucia jednych grup na inne. Buduje to poczucie tożsamości i konfliktu wedle innych zupełnie kryteriów niż poczucie tożsamości narodowej. Przecież już nawet wielkich rocznic nie daje się w Polsce czcić wspólnie i bez wielkich kłótni i awantur. Trudno powiedzieć, czy to dla śląskości szansa, czy raczej dodatkowe utrudnienie.

Jak na „śląski projekt narodowy” wpłyną wyniki spisu powszechnego?
Będą ważną częścią odpowiedzi na pytanie, czy ten projekt apogeum ma już za sobą i idei narodowości śląskiej zamiera. Są to jednak procesy na tyle rozciągnięte w czasie, że niewykluczone, że zbytnim uproszczeniem byłoby widzieć je jedynie jako prostą drogę w górę lub w dół. Na wzloty i upadki, a także ostateczny efekt próby budowy śląskiego poczucia tożsamości narodowej może jeszcze wpłynąć wiele czynników. Zarówno nazbyt gorliwe próby jej tłamszenia ze strony propagatorów odwiecznej polskości śląska, jak i potencjalne zmiany polityczne, kulturowe i pokoleniowe, których wpływu nie da się jeszcze w pełni przewidzieć. Ale wyniki kolejnych spisów są istotne o tyle, że wzmacniają lub osłabiają zapał i nadzieje elit, bez którego żaden naród samoczynnie nie powstanie. A czy powstanie w wyniku ich systematycznego wysiłku – nadal trudno powiedzieć. Choć być może nie żyjemy już w czasach, w których idea narodowa zachowuje wystarczającą atrakcyjność w konfrontacji z innego rodzaju tożsamościami, aby zogniskować wobec siebie wystarczająco silne emocje bez zaplecza w postaci zorganizowanego aparatu państwa.

Nie przeocz

Uważa pan, że marszałek zachęcający do „głosowania za Polską jak powstańcy” zmobilizuje ludzi do deklarowania narodowości śląskiej?
Jestem przekonany, że tak będzie. Przypominają się słowa księdza Tischnera o katolicyzmie, do którego nie są w stanie zniechęcić ateiści, ale proboszcze. Z polskością czasem bywa podobnie – skłonność do deklarowania narodowości śląskiej może być w największej mierze wynikiem nadgorliwości i propagowania takiej wizji polskości, która zachęciłaby do uznania się raczej za Eskimosa. Elity próbujące wskrzeszać śląską tożsamość narodową popełniły wiele odstraszających, poważnych pomyłek. Ale większość z nich została z naddatkiem zrekompensowana błędami tych środowisk, które polskości śląska postanowiły bronić w sposób, w obliczu którego książęta naszych zmysłów nie mają innego wyjścia, jak wybrać dumne wygnanie.

W nawiązaniu do pańskiej publikacji: kwestia narodowościowa na Śląsku to wciąż temat interesujący dla świata naukowego?
Zdecydowanie. Procesy narodowotwórcze i emocje narodowościowe w dalszym ciągu są czym istotnym, ponieważ kształtują polityczne oblicze świata. I nadal są podstawowym czynnikiem ryzyka, źródłem konfliktów i napięć. Śląski przykład jest o tyle interesujący, że mamy do czynienia z próbą powołania do życia nowego poczucia narodowego w samym środku Europy, niejako na naszych oczach.

Demokratyczne państwo jest w stanie wyważyć racje narodu śląskiego i własnego interesu, integralności czy przeciwdziałania potencjalnym konfliktom?
I czy powinno albo czy może się takim procesom biernie przyglądać? Zjawisko, o którym mówimy rodzi też mnóstwo ważnych i interesujących pytań o to, jakie obowiązki w takiej sytuacji ma państwo. Czy powinno wspierać i sankcjonować każde tego rodzaju poczucie tożsamości narodowej, przeciwstawiać się takim procesom czy zachowywać wobec nich neutralność? To pytania o właściwą, legitymowaną w demokratycznym i pluralistycznym społeczeństwie reakcję państwa. I granice jego wtrącania się w to, kim czują się jego obywatele. To kolejny, niezwykle interesujący – nie tylko z perspektywy lokalnej – wymiar próby tworzenia narodowości śląskiej.

Jest jakiś środek pomiędzy ignorowaniem Ślązaków a IV powstaniem śląskim?
To absolutnie realne dylematy. Bo z tego punktu widzenia warto także myśleć o tym, jak widzielibyśmy obecne wydarzenia i reakcje na nie w zależności od dalszego hipotetycznego rozwoju wypadków. Gdyby przerodziły się w autentyczny separatyzm śląski? A z drugiej strony – gdyby miały polegać na prawnym prześladowaniu osób, które nie poczuwałyby się do powtarzania, że są „Polakiem małym”? Mamy tu bardzo wiele zagrożeń i perspektyw, których punktem wyjścia jest pojawienie się grupy deklarującej i namawiającej innych do deklarowania, że poczuwają się do narodowości śląskiej. To jedno z najciekawszych zdarzeń, jakie dzieją się w naszych regionie przez ostatnie dekady. Interesujących nie tylko nas, ale każdego kogo obchodzi jaki jest i jak zmienia się świat.

Zobacz koniecznie

Musisz to wiedzieć

Polacy boją się biedy

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jo narodowości śląskiej
2 kwietnia, 09:44, Gość:

Deklarowanie narodowości śląskiej ....

W tym nie ma nawet (jak dotąd) nawet "źdźbła" sensu.

Gdyby w tym był sens, inny byłby stosunek społeczny do takiej kwestii.

W "tym" przypadku, to nie ma sensu. Wynika to przeświadczenie (m.in.) ze słów wypowiadanych przez p. Kutza (vel Kuca) w Krakowie podczas obecności pod adresem 31-029 Kraków, ul. Mikołaja Zyblikiewicza 5.

Pedziou, co wiedziou! Widac co lonie wody dalij Polokow podniyco!

G
Gość

Deklarowanie narodowości śląskiej ....

W tym nie ma nawet (jak dotąd) nawet "źdźbła" sensu.

Gdyby w tym był sens, inny byłby stosunek społeczny do takiej kwestii.

W "tym" przypadku, to nie ma sensu. Wynika to przeświadczenie (m.in.) ze słów wypowiadanych przez p. Kutza (vel Kuca) w Krakowie podczas obecności pod adresem 31-029 Kraków, ul. Mikołaja Zyblikiewicza 5.

Dodaj ogłoszenie