Prof. Pietrzykowski: Gest nieposłuszeństwa obywatelskiego ma sens, póki są jeszcze niezawisłe sądy. Bo tylko one mogą być arbitrem

Marcin Zasada
Marcin Zasada

Wideo

Zobacz galerię (2 zdjęcia)
Niskie zaufanie jakie Polacy mają do państwa i władzy jest dodatkowo rujnowane w czasie epidemii. Trudno bowiem zachować przekonanie, że władza zakazuje tylko tyle, ile jest bezwzględnie konieczne z uwagi na aktualną sytuację i opiera się to na jakiś rzetelnych i przemyślanych podstawach. A od tego - do odmowy posłuszeństwa już tylko krok - mówi prof. Tomasz Pietrzykowski, prawnik, prorektor Uniwersytetu Śląskiego, w rozmowie z Marcinem Zasadą.
  • Rozmowa z prof. Tomaszem Pietrzykowskim, prawnikiem, prorektorem Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, wojewodą śląskim w latach 2005-2007
  • Czy bunt restauratorów i górali otwierających swoje biznesy mimo rządowych zakazów jest nieposłuszeństwem obywatelskim?
  • "Mamy przykłady oczywistych nonsensów, jak słynny wiosenny zakaz wstępu do lasów. Mamy decyzje podejmowane pod wpływem telefonu prezydenta, który miał ochotę pojeździć na nartach"
  • Prof. Pietrzykowski mówi o tradycji obchodzenia prawa oraz o tym, na ile strajk kobiet był świadomym sprzeciwem wobec prawa
  • "Gest nieposłuszeństwa obywatelskiego ma sens, póki są jeszcze niezawisłe sądy. Bo tylko one mogą być arbitrem, który władzy powie – to obywatel ma rację, nie policja czy minister"

***

Tak zwane obywatelskie nieposłuszeństwo. To będzie kolejny etap zmagań z epidemią w Polsce?
To zależy, jak rozumiemy nieposłuszeństwo obywatelskie. Na ogół uznaje się za nie gest demonstracyjnego złamania prawa po to, żeby wywołać refleksję, że z tym prawem jest coś bardzo poważnie nie tak. Jest to akt jawny i z góry niejako godzący się na poniesienie kary po to, aby poruszyć sumienia i rozumy, wpłynąć na opinię publiczną czy ustawodawców.

Czytaj także

Zbuntowani hotelarze, restauratorzy, właściciel lodowiska, siłowni… Pasują do opisu?
Najczęściej to trochę co innego. Mamy wszak długą tradycję obchodzenia prawa, którego nie akceptujemy. Wiele działań przedsiębiorców, o których słyszeliśmy: ta kwiaciarnia na lodzie, zatrudnianie ludzi do odśnieżania parkingu z zapewnieniem noclegu, wynajem pokoi jako schowków na narty - to wszystko przemyślane metody, jak nie dać się prawodawcy doprowadzić do bankructwa. Ale bardziej tradycja naszego wozu Drzymały niż taktyki Martina Luthera Kinga czy Gandhiego.

Czytaj także

Granie na nosie rządowi nie jest obywatelskim nieposłuszeństwem?
Nie. Byłoby nim raczej manifestacyjne proszenie o karę. Tak, aby zastosowanie niemądrego albo niemoralnego prawa stało się jego własną kompromitacją – w oczach współobywateli, a być może także samego prawodawcy. O ile w oczach naszego cokolwiek może być jeszcze kompromitacją. Nie starasz się udawać, że prawa wcale nie łamiesz, tylko z otwartą przyłbicą mówisz – złamałem je, bo uważam, że więcej szkody wyniknie z jego przestrzegania, niż odrzucenia. Patrzcie i pomyślcie, czy nie mam racji! Czymś takim były trochę protesty kobiet przeciw zakazowi aborcji z całą premedytacją łamiące zakaz demonstrowania na ulicach. Nieposłuszeństwo obywatelskie bywa też stosowane jako test konstytucyjności czy legalności tych przepisów, które się łamie. "Ukarzcie mnie, a ja się będę odwoływał i udowodnię, że to rzekome prawo wcale nie obowiązywało".

Nie przeocz

Czy na to właśnie nie wskazują postulaty np. przedsiębiorców na Podhalu, którzy po 17 stycznia mają zamiar otwierać swoje interesy, bez względu na ograniczenia covidowe?
To zależy, o co w nich naprawdę chodzi. Jeśli przedsiębiorcy robią to, by sprowokować reakcję państwa i w ten sposób wykazać bezsensowność zakazów, które na nich nałożono – to tak. Albo zademonstrować krzywdę, jaką wyrządzono im zamykając ich biznesy bez odpowiedniej pomocy, choć inni ją dostali. Wtedy to jawne złamanie prawa jest takim gestem obywatelskiej troski nie tylko o własny interes, ale także o to, aby reguły, które są na nas nakładane, były uczciwe i rozsądne. Może to być także sprzeciw wobec nakładania ich „na skróty” – rozporządzeniami albo wręcz konferencjami prasowymi. Taki gest nieposłuszeństwa obywatelskiego ma sens, póki są jeszcze niezawisłe sądy. Bo tylko one mogą być arbitrem, który władzy powie – to obywatel ma rację, nie policja czy minister. Dlatego mówi się często, że taki akt nieposłuszeństwa ma rację bytu w porządku „prawie sprawiedliwym”. Który generalnie działa dobrze, a jedynie zdarzają się mu idiotyczne lub skrajnie szkodliwe wpadki.

W Cieszynie demonstracyjne otwarcie restauracji dla kilku klientów skończyło się wielką interwencją policji. Właścicielom chyba nie chodziło o to, by zarobić albo znaleźć furtkę w prawie.
Jeśli tak, to był to rodzaj nieposłuszeństwa obywatelskiego. Być może miało być ono takim apelem do opinii publicznej czy do posłów – spójrzcie, co nam zrobiliście! W demokratycznym porządku takie akcje czasem przynoszą skutek, bo posłowie powinni być czuli na głos swoich wyborców, których oburzenie ma to mobilizować. Jeśli nie ma na to szans, jest to nie tyle akt nieposłuszeństwa obywatelskiego co desperacji, gdy nie widzi się innego wyjścia, jak tylko ściągnąć na siebie uwagę i wykrzyczeć: „Skrzywdziliście mnie!”.

Czy rząd sam ściągnął na siebie ten sprzeciw, jakkolwiek byśmy go nie nazwali?
W dużej mierze chyba tak. Głównym powodem jest bez wątpienia sama pandemia i nieuchronne w tym przypadku restrykcje prawne. Ale do tego dochodzi ich chaotyczność, nieproporcjonalność czy irracjonalność. Brak wystarczającego i sprawiedliwego rozłożenia tych ciężarów i zapewnienia pomocy niepozostawiającej określonych środowisk w poczuciu krzywdy i zlekceważenia. A nade wszystko nieumiejętność lub niechęć do tłumaczenia dlaczego, po co, na podstawie jakich argumentów dane rozwiązania są wprowadzane. Wygląda to często na czyjeś widzimisię wymyślone godzinę wcześniej. A kto gotów będzie zgodzić się na zmarnowanie dorobku swojego życia w imię widzimisię takiego czy innego urzędnika lub polityka, który nie wiadomo dlaczego coś wprowadza i nie wiadomo dlaczego to znosi? Nie chodzi tu o pojedyncze błędy, te zdarzają się w tak nadzwyczajnej sytuacji wszystkim: Anglikom, Szwedom, Włochom. Trudno dziwić się, że zmagając się po raz pierwszy z tak nadzwyczajnym przeciwnikiem jak pandemia, są one popełniane i u nas.

Czekam teraz na „ale” i to, co po nim.
Bo rzecz nie w pojedynczych wpadkach, ile raczej w pogłębiającym się wrażeniu chaotyczności i niespójności działań rządu, który miota się i co rusz zmienia zdanie. Mamy przykłady oczywistych nonsensów, jak słynny wiosenny zakaz wstępu do lasów. Mamy decyzje podejmowane pod wpływem telefonu prezydenta, który miał ochotę pojeździć na nartach. Mamy twardy lockdown wiosną, luzowanie obostrzeń, gdy sytuacja się dramatycznie pogarszała. Mamy nagłe miliony dla jednych – jak niektóre zespoły muzyczne i kompletne zlekceważenie innych. Kolejne konferencje i infografiki bez nawet próby wyjaśnienia, pokazania czemu mają służyć poszczególne ograniczenia, na jakich kalkulacjach są oparte, jacy eksperci je doradzają, w jaki sposób weryfikowana jest ich skuteczność. To nie jest racjonalne i proporcjonalne reagowanie na zmieniającą się sytuację, to raczej huśtanie statkiem od jednej skrajności w drugą, w sposób zupełnie niezrozumiały dla pasażerów, a być może także dla większości załogi. Nic dziwnego, że ci, których te zwroty kosztują najwięcej, w pewnym momencie nie wytrzymują i mówią: „dość!”

A cały chaos komunikacyjny? Premierowskie pokonanie wirusa latem? 18 stycznia miał być koniec lockdownu, którego być nie powinno, bo przecież liczba zakażeń zmalała. A dziś wiemy, że będzie kolejny.
Do tego doszły oczywiście te komunikaty wysyłane przed wyborami. Nie ma się o co martwić, można iść głosować, szczególnie seniorzy. Z perspektywy wielu ludzi pewnie wygląda to tak: "Skoro mogliście luzować restrykcje z powodu waszego interesu politycznego, to tym bardziej powinniście luzować je, gdy rujnują one nasz dorobek życia". Zwłaszcza, gdy widać, że w niektórych krajach nie wszystko jest tak pozamykane, jak u nas, że nie wszystkie rozwiązania muszą sprowadzać się do bezwzględnego zakazu. I to nie wiadomo, dlaczego wprowadzanego akurat w danym momencie, albo znoszonego w innym.

Premierowi trzeba chyba wierzyć na słowo i z tym jest już problem?
No właśnie. Niskie zaufanie, jakie Polacy mają do państwa i władzy jest w ten sposób dodatkowo rujnowane. Trudno bowiem zachować przekonanie, że władza zakazuje tylko tyle, ile jest bezwzględnie konieczne z uwagi na aktualną sytuację i opiera się to na jakiś rzetelnych i przemyślanych podstawach. A od tego, do odmowy posłuszeństwa już tylko krok.

Zobacz koniecznie

Co dalej, bo dotychczasowy przebieg narodowego programu szczepień zaufania nie odbudowuje. Co z tymi buntami zrobi państwo?
Na pojedyncze akty nieposłuszeństwa państwo zwykle reaguje w jeden sposób – karaniem. I do jakiegoś momentu ten straszak jest skuteczny. Wydaje się, że niedawna próba otwarcia wbrew zakazowi, kilku knajp na Mariackiej w Katowicach, została zduszona właśnie strachem przed represjami – przede wszystkim wobec ewentualnych klientów. Ale na większą skalę staje się to bardzo kosztowne polityczne i rujnujące dla prestiżu władzy. Jak w tym powiedzeniu Napoleona – na bagnecie można się podeprzeć, ale trudno na nim siedzieć. Akty nieposłuszeństwa, także surowo karane, w demokratycznych społeczeństwach przynoszą też często późniejsze skutki pośrednie. I właśnie dlatego bywają skuteczne. Bo koszty wizerunkowe, prestiżowe stają się kosztami politycznymi, a w końcu – wyborczymi. Władza udowadnia, że jest głucha na głos, na krzywdę, na desperację swoich obywateli. To się na dłuższą metę nie opłaca. Nawet w czasach tak głębokiej polaryzacji, gdy najtwardszy elektorat czasem wręcz rozkoszuje się gnębieniem przez swoją władzę tych, których uważa za przeciwników, ba – wrogów.

Musisz to wiedzieć

Bądź na bieżąco i obserwuj

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jasio uczen wzorowy

..... Niskie zaufanie jakie Polacy mają do państwa i władzy .....

A mimo to posluszne barany wybieraja od lat tych pacanow. Dlaczego?

Wystarczy, ze Prezes da 500 i juz wszyscy sa za PiC-em. Tylko nikt nie zauwazyl, ze te pieniadze sa z pustej kasy Wolski, i kiedys trzeba je bedzie zwrocic, bo nawet Jan Pawel nie zasypie "narodu wybranego" sniezyca z banknotow.

Dodaj ogłoszenie