Przed Kompanią Węglową jeszcze tylko dwa tygodnie

Michał Wroński
Kompania Węglowa - największa górnicza spółka Unii Europejskiej - dobiega swych dni. 1 września kilkadziesiąt tysięcy zatrudnionych w KW górników powinno zmienić pracodawcę, przechodząc do Nowej Kompanii Węglowej. Jej utworzenie było jednym z punktów porozumienia, które zakończyło falę styczniowych strajków na Śląsku. Podpisali się pod nim przedstawiciele związków zawodowych i rządu Ewy Kopacz.

Przez kolejne miesiące Wojciech Kowalczyk, pełnomocnik rządu ds. restrukturyzacji węgla kamiennego, uspokajał, że trwają intensywne rozmowy z  potencjalnymi inwestorami zainteresowanymi wejściem do nowej spółki. Żadnych konkretów jednak nie podawał. Nie znamy ich też dziś, na dwa tygodnie przed  końcem działalności Kompanii Węglowej. Tymczasem cierpliwość górniczych związkowców już się wyczerpuje. - Dajemy rządowi czas do końca sierpnia. Ani jednego dnia dłużej - mówi Wacław Czerkawski, wiceszef ZZG.  

Nowa Kompania Węglowa musi powstać do końca sierpnia. Bo jeśli tak się nie stanie, to nie będzie już ani nowej, ani starej Kompanii - tak mówił kilka tygodni temu podczas konferencji prasowej Krzysztof Sędzikowski, prezes największej spółki górniczej UE. I do dziś słów tych nie odwołał. Sęk w tym, że na  dwa tygodnie przed upływem wyznaczonego przez prezesa Sędzi-kowskiego terminu nic nie wskazuje, abyśmy się mieli rychło doczekać się utworzenia nowej Kompanii. Co gorsza, spółki nieoficjalnie typowane do roli "wybawicieli" górniczego koncernu ani myślą wykładać na ten cel swoje pieniądze. Ich zarządy w jawny sposób dają do zrozumienia, że nie będą finansować realizacji politycznych obietnic rządu Ewy Kopacz.

Prezesi rządu się nie boją. Po wyborach i tak "polecą"
Półtora miliarda złotych - tyle trzeba zainwestować w KW, by zapewnić tej spółce przeżycie. Część tej kwoty miałby wyłożyć Węglokoks ROW, który jeszcze w lutym podpisał z Kompanią przedstępną umowę zakupu czterech kopalń. Ratunkiem dla pozostałych  miało być znalezienie dużego inwestora. Mówiono, że zostanie nim któryś z kontrolowanych przez skarb państwa koncernów energetycznych, PZU, bądź Polskie Inwestycje Rozwojowe, czyli rządowa "spółka specjalna" mająca za zadanie  zapewnienie finansowania "długoterminowych i rentownych projektów infrastrukturalnych". Zarówno prezes KW, jak też Wojciech Kowalczyk, rządowy pełnomocnik ds. restrukturyzacji węgla kamiennego ani tych spekulacji nie potwierdzali, ani im nie zaprzeczali. Dziennikarze w kółko słyszeli, że "rozmowy trwają" i że w grę wchodzi kilkunastu partnerów. Milczeć jednak nie zamierzali ci, których zaocznie wskazywano jako potencjalnych inwestorów NKW. Za pośrednictwem mediów brak zainteresowania takim rozwiązaniem zasygnalizowali prezesi PZU, Enei i Energi (jednoznacznych deklaracji unikała też PGE).

- Zarządy tych spółek zakładają, że po jesiennych wyborach i tak "wylecą", więc nie boją się już, iż teraz za opór wobec rządu zostaną odwołane. Tym bardziej więc żadna z zasiadających tam osób nie ma ochoty wchodzić w coś, za co Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych pozwie ją do sądu. Ci ludzie myślą o swej przyszłości menedżerów  - tłumaczy nam jedna z osób znających kulisy sprawy. 

Wspomniane Stowarzyszenie Inwestorów Prywatnych już dziś zresztą przypomina, że subwencjonowanie nierentownych kopalń w "rażącym oderwaniu od elementarnych zasad rachunku ekonomicznego i standardów rynkowych" może być niezgodne z prawem. W przesłanym kilka dni temu do ministra skarbu piśmie zwraca uwagę, że "naruszanie zasad funkcjonowania spółek giełdowych rodzi konsekwencje prawne dla każdego, kto pozprawnie (...) zmusza zarządy i rady nadzorcze spółek giełdowych do podejmowania decyzji ze szkodą dla tych podmiotów".

Nie damy ani dnia więcej - ostrzegają górnicze związki
W Kompanii tym przepychankom mogą się już tylko przyglądać. Co prawda z końcem lipca zarząd koncernu wystosował do górniczych związków zawodowych pismo informujące, że od 1 września pracownicy spółki zostaną przeniesieni do  Węglokoksu ROW (co można uznać za zapowiedź przenosin do NKW), to żadne kolejne kroki za tym nie poszły. 

- Docierające do nas sygnały są dość niepokojące, ale na  razie czekamy - mówi Wacław Czerkawski, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce. Zastrzega jednak, że cierpliwość górników się kończy.

- Będziemy czekać na konkrety do końca sierpnia. I ani jednego dnia dłużej - ostrzega Czerkawski. To samo mówi Jarosław Grzesik, lider górniczej Solidarności.  - Musimy 31 sierpnia dostać czarno na białym informację jaki los czeka Kompanię - komentuje Grzesik.

W kuluarowych rozmowach można usłyszeć, że związkowcy dobrze jednak wiedzą jaka jest faktyczna sytuacja KW i że już przygotowują się na powtórkę ze stycznia, kiedy to w odpowiedzi na rządowy plan zamknięcia czterech kopalń strajk ogarnął całe śląskie górnictwo.  Bo na  to, że KW bez dofinansowania z zewnątrz zdoła dłużej przetrwać nie ma co liczyć. Już sam fakt, że przetrwała do końca wakacji należy uznać za duży sukces (wiosną mówiło się, że NKW musi powstać pod koniec czerwca). Dokonała tego m.in. dzięki bezprecensowej "promocji" węgla ze zwałów, czym wpędziła konkurencję w poważne tarapaty (pokłosiem tego są zwolnienia w lubelskiej kopalni Bogdanka oraz czechowickiej Silesii). Te metody już jednak dłużej nie wystarczą. A wówczas?

- Nawet nie chcę myśleć o tym, co się stanie jeśli nie będzie inwestora dla NKW. Wtedy będzie powtórka ze stycznia. Tylko bardziej dramatyczna - mówi Bogusław Ziętek, lider Sierpnia 80. 

Ćwiczenia WOT w pasie przygranicznym z Białorusią

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie