Radiopisarki. O książce „Zdarzyło się naprawdę. Opowieści reporterskie”

Małgorzata Powązka
Małgorzata Powązka
„Zdarzyło się naprawdę. Opowieści reporterskie”: przeczytajcie, bo potem reportaż radiowy będzie znaczył dla Was już zupełnie coś innego niż dotąd.

Zygmunt Bauman ma rację. Przez płynną nowoczesność nic nie jest oczywiste i stałe. Pojęcia też, a może zwłaszcza pojęcia.

Weźmy choćby reportaż. Jest prasowy, ale jest też np. internetowy, czyli generalnie czytany. Telewizyjny, ale też wideo – generalnie oglądany i słuchany. No i radiowy, czyli słuchany.

Nośnik ma znaczenie. Zwłaszcza dla twórców.

Prasowy – wiadomo: Kapuściński, Krall, Szejnert, Jagielski, Hugo-Bader, Smoleński, Szczygieł – i dzięki temu ostatniemu - jeszcze przynajmniej ze sto nazwisk z Antologii Reportażu XX wieku (dorzucę Rejmer, bo mnie zachwyca). Antologii reportażu prasowego i literackiego jest moc – zawsze można sięgnąć i poczytać.

Telewizyjny (nawet ze świadomością, że nie ma już jasnego podziału na czysty film dokumentalny i klasyczny reportaż telewizyjny) – też mniej więcej wiadomo: Szumowski, Ewart, Milewicz, Duda, Włodarczyk… a jeśli te nazwiska brzmią obco, to wiele osób wymieni choćby Kittela (ten od „Polskich neonazistów” z Wodzisławia) albo Sekielskiego – a właściwie Sekielskich dwóch. Właśnie choćby po ich „Tylko nie mów nikomu” widać, że siła rażenia filmowych reportaży bywa powalająca.

A reportaż radiowy? Ile nazwisk reporterów radiowych wymienicie? Mało albo wcale, no bo przecież radia się po prostu słucha. Longiem. Czasem między muzyką i wiadomościami jest jakiś reportaż. Nawet jeśli się zasłuchamy, bo dobry, to już zapamiętać nazwisko twórcy trudno. Wzrokowcy wysiadają. Trzeba by zapisać albo sprawdzić w internecie. A komu się chce?

Oczywiście są nagrody. Branżowe. Grand Press choćby. Ale bo to się spamięta?

W sumie radiowi reporterzy mają przerąbane. Nabiegają się z tym mikrofonem, ponagrywają, namontują, a po emisji - kamień w wodę. Nie żeby wszystko robili niepotrzebnie, bo zwykle, jeśli już ktoś słucha, to emocje nim targną. Tyle że jednorazowo.

I tu czas na redefinicję zgodnie z płynną nowoczesnością. Otóż, kto powiedział, że reportaż radiowy nie może być pisany i czytany? No, niby nikt, ale przecież dźwięk przełożony na słowo często jest nieadekwatny.

Piszę o tym po to, żeby pokazać, jak nowatorskie, ale i karkołomne wyzwanie postawiły sobie dwie dziennikarki radiowe. Hanna Bogoryja-Zakrzewska i Katarzyna Błaszczyk są autorkami książki „Zdarzyło się naprawdę. Opowieści reporterskie”. Obie się poważyły i przelały swoje radiowe reportaże na papier. Nie chodzi o to, że spisały – one je stworzyły od nowa.

Pamiętacie „Galerianki”? Film Katarzyny Rosłaniec rozpętał burzę obyczajową, zdobył wiele prestiżowych nagród, a sam tytuł filmu wszedł do języka potocznego. Hanna Bogoryja-Zakrzewska reportaż o prostytucji młodych dziewczyn w zamian za prezenty zrobiła dla radiowej Trójki 4 lata wcześniej. Nazywał się „Szlaufy”. W książce tekst „To tylko seks” jest nie tylko opowieścią o sprzedających się w galeriach handlowych małolatach, ale też o tym, jak reportaż powstawał, jakie reakcje wywołał i jak potoczyły się potem losy galerianek.

W książce takich zaskoczeń jest więcej. Wszyscy znamy historię Tomasza Komendy. Odsiedział 18 lat za zbrodnię, której nie popełnił. A znacie historię Tomasza Kowalczyka? 12 lat, 3 miesiące i 9 dni w... areszcie tymczasowym. Jak to znieść ze świadomością niewinności, która w zasadzie żadnego organu sprawiedliwości nie obchodzi?

Albo przejmujący tekst „Każdy chce wiedzieć, że ktoś go kocha”. Jak to się dzieje, że ktoś ni stąd, ni zowąd przepada? Zaginiony i co dalej?

Wszystkie reportaże w książce wywołują reakcje skórno-galwanicze. Ciary po prostu. A jeśli jeszcze wyłowi się reportaże-matki z radiowego internetu i wysłucha (przed lub po lekturze), to stan oszołomienia trwa dłużej.

14 historii o niezwykłych zrządzeniach losu. Opowiadają o tym, co w życiu najważniejsze: o namiętnościach i o losie – tym nieprzewidywalnym i często ślepym do końca.

Wszystkie te radiowe reportaże były nagradzane, wyróżniane, nominowane. Nie bez powodu.

Zresztą, sami sprawdźcie.

Zobaczcie koniecznie

Porywacze ze Śląska złapani po 17 latach

Marsz Równości w Częstochowie zablokowany

Wideo

Materiał oryginalny: Radiopisarki. O książce „Zdarzyło się naprawdę. Opowieści reporterskie” - Dziennik Zachodni

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie