Radni Ornontowic kupili wójtowi rower za 4200 zł

Katarzyna Grygierczyk
Arkadius Ławrywianiec
4200 złotych piechotą nie chodzi, ale szef gminy też nie powinien - do takiego wniosku doszli ostatnio radni z Ornontowic i za taką właśnie kwotę kupili dla wójta służbowy... rower.

- To już naprawdę przechodzi ludzkie pojęcie - zareagował na wieść o tym jeden z naszych Czytelników, który poinformował nas o takim zakupie pisząc na adres alert@dz.com.pl. - Kopalnia Budryk ma przestoje związane z kryzysem, urzędnicy robią za marne stawki, a pan wójt funduje sobie rower za taką kasę i jeszcze będzie szpanował tym sprzętem w Katowicach!

55-letni Kazimierz Adamczyk, który rzeczywiście mieszka daleko poza Ornontowicami, zapewnia, że z roweru będzie korzystał wyłącznie w pracy i granic gminy nigdy nim nie przekroczy.

W ornontowickim Urzędzie Gminy od kilku lat obowiązują tzw. piątki bez krawata, kiedy urzędnicy mogą przyjść do pracy ubrani mniej oficjalnie niż zazwyczaj. Plan jest więc taki, że co tydzień wójt i jego zastępca będą wsiadali na rowery i objeżdżali całą gminę, by być na bieżąco ze wszystkimi wydarzeniami.

- Padały na początku propozycje, by kupić służbowy samochód, bo nigdy takiego nie mieliśmy - tłumaczy Adamczyk. - Ale jesteśmy małą gminą ze zbyt małym budżetem, żeby pozwolić sobie na zatrudnienie kierowcy tylko po to, by wójt mógł się rozbijać po wsi autem. Mamy inne, pilniejsze wydatki jak choćby narzucony z góry podział domu kultury i biblioteki, który już pochłania spore pieniądze. Mój prywatny rower ukradziono jakieś dwa lata temu, więc zdecydowaliśmy, że to będzie najrozsądniejsza inwestycja - mówi.
Pod tym względem Ornontowice wyróżniają się na tle okolicznych gmin. Podobne, jeśli chodzi o liczbę mieszkańców Wyry i Bojszowy, mają do dyspozycji swoich urzędników służbowe auta (w pierwszym przypadku jest to 6-letni fiat doblo, a w drugim 3-letni hyundai sonata).

Jeśli jednak argumentem do kupienia roweru były oszczędności, to czy konieczne było inwestowanie w sprzęt tak drogi? To bowiem wprawdzie trzeci rower, kupiony za środki publiczne w Ornontowicach (z dwóch pozostałych korzystają gońcy), ale pierwszy tak wysokiej klasy.

- Można właściwie powiedzieć, że Kettler to taki Rolex wśród rowerów - mówi Arkadiusz Ługowski, prowadzący sklep rowerowy w Tychach. - Jest produkowany przede wszystkim z myślą o wygodzie użytkownika, zaprojektowany w każdym szczególe tak, by nic nikogo nie uwierało. Rowery tej firmy kosztują od 2 tys. do 12 tys. zł. Oczywiście, w dużej mierze płaci się za markę, ale nie da się ukryć, że są świetnie wyposażone. Myślę, że to dość droga, ale bardzo dobra inwestycja, bo ten rower będzie użytkownikowi służył przez lata.

- To rzeczywiście bardzo dobry rower, ale jak na przeciętnego człowieka, który będzie nim się poruszał tylko po gminie, chyba jednak o wiele za drogi - ocenia Tomasz Bzdura, kolarz z Łazisk Górnych. Kettler ornontowicki ma 27 przełożeń, skórzane siodełko, lampkę z dynamem i solidny bagażnik. Prezentuje się naprawdę imponująco.

- To musi być taki pojazd reprezentacyjny - żartuje wójt. - Zamierzam jeszcze go nieco doposażyć za własne pieniądze. Kask już mam, bo jeżdżę na rolkach.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie