Rafał Musioł: Dziesięć lat Zabrza w Górniku [FELIETON]

Rafał Musioł
Rafał Musioł
Dariusz Czernik
Dariusz Czernik Fot Arkadiusz Gola
Udostępnij:
- Był prezes, nie ma prezesa, w sumie i tak wszyscy przecież wiedzą, że Górnikiem rządzi ktoś inny i w innym gabinecie - pisze Rafał Musioł, zastępca szefa działu sportowego Dziennika Zachodniego.

W bieżącym roku minęło dokładnie dziesięć lat od przejęcia Górnika Zabrze przez miasto. W kwietniu 2011 inicjatywę prezydent Małgorzaty Mańki-Szulik poparło jedenastu radnych, przeciwko było siedmiu. Pierwszym prezesem klubu z ramienia nowego właściciela został Tomasz Młynarczyk, ten sam, który znów przejął rządy kilkanaście dni temu jako pełniący obowiązki po odwołaniu Dariusza Czernika. W sumie podczas minionej dekady Górnikiem zarządzało sześciu prezesów, dwukrotnie (za każdym razem Młynarczyk) rządził p.o., dwa razy - w sumie przez rok i osiem miesięcy - panował wakat.

Rekordzistą jest Bartosz Sarnowski, który utrzymał się w fotelu przez trzy lata i miesiąc. Gabinet opuścił jednak po angielsku - wyszedł z niego 18 czerwca 2019, po zakończeniu kadencji i już się na Roosevelta nie pokazał, o czym nikt w klubie oficjalnie nie poinformował. Podobnie zresztą jak o przyczynach rozstania z Dariuszem Czernikiem. Był prezes, nie ma prezesa, w sumie i tak wszyscy przecież wiedzą, że Górnikiem rządzi ktoś inny i w innym gabinecie. Uważny obserwator mógł zresztą zauważyć, że wokół szefa klubu robi się gorąco, gdy nie otrzymał mandatu na zjazd wyborczy PZPN, co było ewenementem wśród ligowych delegatów. Górnika reprezentowali w Warszawie wiceprezydent miasta Krzysztof Lewandowski i przewodniczący Rady Nadzorczej Roman Kusz. Pozostawiając tak wiele niedomówień zasiano w Zabrzu całe pole plotek. Najpopularniejsza z nich głosi, że o losie Czernika zadecydował właśnie transfer Podolskiego, nie do końca zgodny z ramami, jakie nakreśliło miasto oraz niedotrzymanie zobowiązań przez jednego z potencjalnych sponsorów, którzy mieli współpokrywać koszty zawodnika. Prezesowi nie pomogło również zachorowanie byłego mistrza świata na koronawirusa, wynikające z faktu niezaszczepienia, a transfer Jesusa Jimeneza był tylko pretekstem z którego bezwzględnie skorzystano.

Dziesięć lat to dobra okazja do podsumowań. W przypadku Górnika był to okres pełen ostrych zakrętów. Klub spadał z Ekstraklasy i po rocznej banicji do niej wracał, po 23 latach pojawił się na chwilę w europejskich pucharach kilkakrotnie był na granicu bankructwa, a miasto ratując go wpompowywało dziesiątki milionów publicznych złotówek unikając w ten sposób upokarzającej licytacji kolekcji wywalczonych w tłustych latach trofeów. Udało się też wybudować trzy czwarte nowego stadionu. Trudno jednak nie wspomnieć o niespełnionych obietnicach znalezienia dla klubu zewnętrznego inwestora. I to właśnie wygląda na największą porażkę właściciela Górnika, a przede wszystkim czekających na taką ulgę mieszkańców Zabrza.

Nie przeocz

Musisz to wiedzieć

Bądź na bieżąco i obserwuj

Q&A z Robertem Kubicą

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie