Rafał Musioł: Gdański łomot narodowy [KOMENTARZ]

Rafał Musioł
Rafał Musioł
- Aby dopełnić wieloletniej tradycji zapewniliśmy gościom atrakcję w postaci łomotu z rąk i nóg miejscowych durniów, więc generalnie wszystko odbyło się zgodnie z oczekiwaniami - pisze Rafał Musioł, zastępca szefa działu sportowego Dziennika Zachodniego.

Gdański finał Ligi Europy przeszedł do historii. Jak zwykle jako gospodarze odnieśliśmy wielki sukces, potwierdzając w dwójnasób staropolską gościnność. Wpuściliśmy wszak zagranicznych kibiców bez zmuszania ich do wykonania koronawirusowych testów na lotnisku, a potem powitaliśmy w świeżo otwartych piwnych ogródkach na Długim Targu. Aby dopełnić wieloletniej tradycji zapewniliśmy też atrakcję w postaci łomotu z rąk i nóg miejscowych durniów, więc generalnie wszystko odbyło się zgodnie z oczekiwaniami. Dzięki temu kraj nad Wisłą znów znalazł się na czołówkach nie tylko sportowych portali Starego Kontynentu, a okolicznościowy filmik, z którego można było nauczyć się niezbędnego zasobu miejscowych słów, zrobił zasięgi, o jakich Polska Fundacja Narodowa i jej dzieła mogą tylko pomarzyć.

Odzierając tę historię z ironii, warto jednak spojrzeć na nią pod innym kątem. Rodzi się między innymi pytanie o działania służb policyjnych, których nie było na miejscu zdarzenia, choć wszystko odbywało się w ścisłym centrum miasta. Biorąc pod uwagę fakt, że w czasie pandemicznego zamknięcia stadionów pod ich bramami nie raz, i nie dwa, parkowały siły niewiele ustępujące tym pełniącym służbę na pewnej żoliborskiej ulicy, gdańskie zaskoczenie jest tym większe. Chyba nie trzeba było ściągać do sztabu największych mundurowych mędrców, by przewidzieć, że o godzinie 22 angielscy fani nie będą podziwiać imponującej bryły Muzeum II Wojny Światowej, wybierając atrakcje znacznie bardziej swojskie. I to bez względu na to, że cena piwa po otwarciu zamkniętych na dwa najdłuższe tygodnie nowoczesnej Europy lokali wzrosła średnio o pół funta.

Efekt tej wpadki jest dramatyczny - znów najedliśmy się wszyscy wstydu, a w angielskich mediach uroki odnowionego Gdańska zostały przyćmione przez sugestie, że mentalnie wciąż tkwimy w latach 90. I niewiele pomogło uważne już pilnowanie wyspiarskich fanów topiących smutki (Manchester przegrał z Villarrealem po epickich karnych 10:11). Echo gdańskiego łomotu narodowego poszło w świat i nie udało się go przykryć ani kontuzją Arkadiusza Milika, ani szczepionkowym bilansem w reprezentacji szykującej się na Euro, która zresztą także zamieszka w Trójmieście.

Z naszej śląskiej perspektywy nadmorskie wydarzenia są dość odległe, ale można z nich wyciągnąć kilka wniosków. Na przykład taki o zastanawiającym wpływie tamtejszego klimatu na ludzkie zachowania. Bo przecież to w nieodległej Gdyni miał miejsce pamiętny szturm chorzowskich kiboli na plażę wypełnioną meksykańskimi marynarzami. W jodowanym powietrzu wisi jakieś szaleństwo?

Nie przeocz

Zobacz koniecznie

Musisz to wiedzieć

Bądź na bieżąco i obserwuj

PZPN ukarany za zachowanie kibiców!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie