Rafał Musioł (KOMENTARZ): Niech się kluby zadławią chciwością i wrócą do źródeł

Rafał Musioł
Rafał Musioł
- Pomysł Superligi niczym nie różni się od najświeższej reformy Ligi Mistrzów. I jedni i drudzy, oślepieni bezbrzeżną chciwością, zmierzają prosto do piekła. I trzeba się z tego cieszyć, bo w ten sposób rodzi się nieoczekiwana nadzieja - pisze Rafał Musioł, zastępca szefa działu sportowego Dziennika Zachodniego.

Każdy kto wiesza psy na pomyśle Superligi powinien przeczytać nowe zasady Ligi Mistrzów. Na tle tej piramidalnej głupoty UEFA koncepcja dwunastu buntowników wygląda jak oaza normalności i sensu. A obie łączy jedno - oślepienie bezbrzeżną chciwością. Blask mamony sprawił, że ani europejska federacja, ani szefowie najpotężniejszych klubów, nie widzą piekielnej otchłani przed którą stoją od dłuższego czasu i w kierunku której wykonują właśnie krok w przód.

Ogień ma jednak moc oczyszczającą. Chorobliwy przesyt jaki zamierzają zafundować kibicom obie strony, nabijające właśnie prawnicze kolubryny mające zapewnić gigantyczne łupy na pobojowisku, może mieć nieoczekiwany skutek. Logiczny spadek oglądalności dziesiątego w sezonie meczu Realu Madryt z Manchesterem United wcześniej niż później pociągnie za sobą rewaloryzację kontraktów telewizyjnych i zmusi wszystkich zainteresowanych do szukania nowych rynków. I wtedy nastąpi prawdziwa rewolucja.

Idealnym rozwiązaniem byłby powrót do źródeł. Wyobrażacie sobie reaktywację Pucharu Europy Mistrzów Krajowych z udziałem tylko triumfatorów rozgrywek? I formułę dwumeczów od pierwszej rundy, bez żadnych rozstawień? A odrodzenie najpiękniejszego z formatów, czyli Pucharu Zdobywców Pucharów? No i zamiast całej reszty, ze śmietnikową Ligą Konferencji na czele, gigantyczny Puchar UEFA dla "tysiąca drużyn", trwający cały rok (coś jak Puchar Polski), zaczynający się od regionalnych szczebli a kończący wielkim finałem?

To oczywiście wizja utopijna, ale pomarzyć można. Zwłaszcza, że wtedy życie kibica znów byłoby piękne. Także w Polsce, bo nikt chyba nie ma wątpliwości, że nawet legendarne mecze Widzewa z Juventusem i Liverpoolem nie zyskałyby nigdy takiego blasku, gdyby odbywały się w ramach grup, a nie systemu pucharowego. W dwóch starciach wszystko może się wszak zdarzyć, ale na dystansie sześciu czy dziewięciu kolejek ryzyko sensacji zostaje skutecznie zneutralizowane.

Krótko mówiąc: niech się UEFA i Superligowcy okładają po łbach i biją o kasę aż do krańcowego wyczerpania, a najlepiej niech na razie wszyscy się wzajemnie pozawieszają. Choćby dlatego, że to zdecydowanie ciekawsze widowisko niż wynikające z pomysłów, którymi nas zwyczajnie zanudzą i zamęczą.

Nie przeocz

Zobacz koniecznie

Musisz to wiedzieć

Bądź na bieżąco i obserwuj

PZPN podnosi ceny biletów na kadrę

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie