RAPORT DZ Brakuje kierowców w transporcie miejskim. Chętni do pracy poszukiwani. Oto zachęty przewoźników w woj. śląskim

Marcin Śliwa
Marcin Śliwa
Brak kierowców w transporcie miejskim. Jak sobie radzą przewoźnicy?
Brak kierowców w transporcie miejskim. Jak sobie radzą przewoźnicy? Arkadiusz Gola / Polska Press
Udostępnij:
Coraz częściej pojawiające się ogłoszenia o rekrutacji kierowców autobusów, a także niektóre zmiany w rozkładach jazdy i kursowaniu konkretnych linii to wynik trudnej sytuacji, w jakiej od dłuższego znajduje się branża transportu miejskiego. O tym, jakie warunki muszą spełniać osoby, które chcą prowadzić autobusy, a także o przyczynach i sposobach na walkę z branżowym kryzysem zatrudnienia rozmawiamy z największymi przewoźnikami w regionie.

Sytuacja nie jest dramatyczna, ale daleko jej do ideału
Przewoźnicy zgodnie informują, że wciąż panują nad sytuacją. Wypadanie kursów i czasowe zawieszanie linii to wciąż tylko pojedyncze przypadki, nie zawsze bezpośrednio związane z brakami kadrowymi. Taki stan rzeczy jest jednak wynikiem dobrej organizacji pracy i wysiłku kierowców.

Ze względu na brak rezerw wszyscy przewoźnicy wkrótce mogą mieć problem z zapewnieniem płynności obsługi linii.

- Zachowujemy płynność i nie redukujemy naszej działalności. Na dzień dzisiejszy pracuje u nas 535 kierowców. Zatrudnienie znalazłoby tu jeszcze swobodnie 30 osób. Luka nie jest duża, ale jej wypełnienie pozwoliłoby nieco odpocząć innym kierowcom. Sytuacja nie jest dramatyczna, ale nie jest też idealnie – wyjaśnia Ryszard Rynczuk, kierownik oddziału PKM Sosnowiec i główny specjalista ds. komunikacji.

- Na dziś wszystkie linie są obsłużone. Jeżeli wszyscy są zdrowi, nie ma problemu ze zdarzeniami losowymi, to system działa, ale wszelkie choroby, czy nieprzewidziane sytuacje mogą powodować wypadnięcia kursów – informuje PKM Katowice.

Swoje problemy ma również przewoźnik w Tychach.

- Od ręki możemy zatrudnić 20 kierowców. Robimy wszystko, żeby pozyskać pracowników z rynku, co jest trudne. Jeszcze niedawno mieliśmy dużo większe problemy. Kierowcy się zbuntowali i przestali przychodzić z wolnego. Teraz sytuacja jest już opanowana. Większość kursów udało się nam przywrócić, ale część nadal jest ograniczona – mówi Michał Kasperczyk, rzecznik prasowy PKM Tychy.

Jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo...

Prowadzenie w pełnym ruchu miejskim kilkunastometrowego, ważącego ponad 20 ton pojazdu to nie lada wyzwanie i spora odpowiedzialność. Osoby, które się go podejmują muszą wykazać się specjalistycznymi kwalifikacjami i dużą odpornością psychiczną.

Na rynku, wciąż jest wielu pracowników spełniających te kryteria, jednak w ramach swojej branży decydują się na pracę w innych sektorach transportu. Powodów takiej sytuacji jest kilka, ale najważniejszym są jak zawsze pieniądze.

- Przyczyną braku kierowców są zarobki. Dotyczy to całej branży transportowej w kraju. Na Śląsku spółki miejskie działają na zlecenie ZTM. Stawki są, jakie są i przekładają się na pensje. Rosnąca inflacja i koszty życia często sprawiają, że osoby z uprawnieniami zmieniają prace i tracimy je – komentuje Michał Kasperczyk.

Kierowcy często przechodzą z transportu miejskiego do sektora turystycznego i przewozów międzynarodowych, gdzie mogą zarobić dwa, a w niektórych przypadkach nawet trzy razy więcej. Taka zmiana wpływa na system pracy i funkcjonowanie rodzin, niewielu kierowców to jednak zniechęca. Takie warunki funkcjonują nie tylko w Polsce.

- Jest tak w całej Unii Europejskiej i od długiego czasu sytuacja się pogarsza. To pokłosie tego, że firmy turystyczne i biura podróży działają na zasadach wolnego rynku, a kierowca zarabia tam jednorazowo dwie, trzy pensje z transportu miejskiego. Kierowcy mają małe dzieci, kredyty – nikt nie kalkuluje, że nie ma go w domu tydzień lub dwa, ponieważ zarabia konkretne pieniądze. – tłumaczy Ryszard Rynczuk.

Dodatkowo, przedłużająca się pandemia tylko pogłębiła problemy, z jakimi od lat zmagała się branża transportu miejskiego na świecie. W obliczu zachorowań na COViD-19 i przebywania części kierowców na kwarantannie, coraz trudniej jest łatać braki kadrowe.

- Poważny kryzys rozpoczął się w 2021. Wcześniej zdarzały się większe i mniejsze problemy, czasem ktoś odchodził, ale za chwilę pojawiał się ktoś nowy, jednak od połowy 2021 jest bardzo źle. Moim zdaniem nałożyło się to kilka czynników i razem wzięte doprowadziły do dużej zapaści. Wielu kierowców wyjeżdża z Polski kuszonych lepszymi zarobkami na zachodzie – tam też mają kryzys w branży przewozowej, wielu też wybiera lepiej płatne przewozy turystyczne. Z drugiej strony na Ukrainie i Białorusi skąd wcześniej przyjeżdżało do Polski sporo chętnych do pracy także już nie ma kierowców. Do tego doszedł jeszcze COVID zwiększający liczbę osób muszących przebywać na L4 i kwarantannie - wyjaśnia Roman Urbańczyk, prezes PKM Katowice.

Pensje to wierzchołek góry lodowej. Duża bariera wejścia do zawodu
Relatywnie nieduże stawki są jednym z wielu problemów, jakie trapią branże transportu miejskiego. Szukając przyczyn kryzysu należy wrócić do momentu wyboru drogi zawodowej, czyli do systemu edukacji. Przewoźnicy wskazują w tym zakresie na wieloletnie zaniedbania systemowe.

- Zarząd PKM, Sp. z o.o. w Gliwicach już w roku 2018 zwracał się do ówczesnego Ministra Infrastruktury i Budownictwa o wsparcie inicjatywy wprowadzenia zmian w systemie szkolnictwa, tak aby otworzyć możliwość kształcenia kierowców zawodowych, którzy już na etapie procesu edukacji uzyskają wymagane prawem uprawnienia konieczne do wykonywania tego zawodu – zauważa gliwicki PKM.

- Od dłuższego czasu widzimy w Polsce zanik konkretnych zawodów z wielu branż. Już w szkołach średnich można zaobserwować małą liczbę przyszłych rzemieślników, kierowców czy mechaników – dodaje Michał Kasperczyk.

Poza tym, wysoki jest próg wejścia do zawodu i dla wielu kandydatów może stanowić barierę nie do pokonania. Koszt zdobycia niezbędnych kwalifikacji i uprawnień może wynieść nawet do 10 tysięcy złotych. Część przewoźników refunduje szkolenia, jednak nie wszyscy mogą sobie na to pozwolić.

- Na zrobienie uprawnień na przewóz osób oraz kurs na prawo jazdy kategorii D trzeba przeznaczyć od 8 do 10 tysięcy złotych. Dla wielu osób może to być kwota zaporowa. Robią to głównie miłośnicy dużych pojazdów. Inni coraz rzadziej decydują się na ten zawód i wybierają inne branże - tłumaczy Michał Kasperczyk.

- Konieczność wydania 8 – 9 tysięcy złotych na start też robi duży próg wejścia. To kosztuje tyle, co studia licencjackie na uczelni wyższej – zauważa Ryszard Rynczuk.

Nawet jeżeli potencjalny kandydat ma niezbędne środki finansowe na zdobycie uprawnień i chce w przyszłości zatrudnić się w transporcie miejskim, to jeszcze nie jest równoznaczne z tym, że zostanie kierowcą. To wymagający zawód, do wykonywania którego nie każdy się nadaje.

Niejednokrotnie na zmianę trzeba przychodzić o 2 lub 3 w nocy, dzienna praca trwa około 10 godzin, a w jej trakcie jest niewiele wolnego czasu na tak prozaiczne sprawy jak jedzenie czy wizyta w toalecie. Do tego wszystkiego dochodzi odpowiedzialność za pasażerów, kierowany pojazd i innych uczestników ruchu drogowego.

- Jeden błąd może doprowadzić do kolizji czy wypadku. Trzeba dbać o pojazd warty półtora miliona złotych. To jest olbrzymia odpowiedzialność za stosunkowo niewielkie pieniądze. W zawodzie najczęściej zostają miłośnicy transportu zakochani w jeżdżeniu. To najlepsi kierowcy, bo robią to z pasją – tłumaczy Michał Kasperczyk, który wcześniej również był kierowcą autobusu.

- Niecałe dwadzieścia lat temu sam byłem kierowcą autobusu. To bardzo odpowiedzialna i wymagająca psychicznie praca. Czasami łatwiej jest przejechać tysiąc kilometrów na trasie niż dwieście po mieście, manewrując pojazdem mającym między dwanaście a bez mała dziewiętnaście metrów długości – zauważa Ryszard Rynczuk.

Trudne wejście do zawodu, wymagająca specyfika pracy, a także migracje do innych sektorów branży transportowej to główne przyczyny coraz mniejszej liczby kierowców miejskich autobusów. Jest jeszcze inna obiektywna przesłanka, która powoduje w Polsce kryzys w wielu branżach, nie tylko w transporcie miejskim.

- Jest jeszcze jeden czynnik, o którym na co dzień nie pamiętamy – demografia. Z rynku pracy co roku odchodzą rzesze pracowników powojennego wyżu i nie ma ich kto zastąpić, widzimy to także w transporcie. To wszystko spowodowało taką sytuację, jakiej nie pamiętam odkąd zacząłem pracę w tej branży - dodaje Roman Urbańczyk, prezes PKM Katowice.

Rekrutacja i coraz lepsze warunki pracy
Transport miejski to chłonny na pracownika rynek, jednak aby móc rozpocząć pracować jako kierowca, trzeba spełnić kilka różnych wymogów, które nieco się zmieniają, w zależności od konkretnego pracodawcy. W poniższym zestawieniu przybliżamy to jak wygląda proces rekrutacji u wybranych przewoźników.

PKM Tychy
Firma finansuje kandydatom zdobycie uprawnień, a pracownik podpisuje umowę lojalnościową, dzięki czemu zredukowany jest próg wejścia. Osoba ubiegająca się o stanowisko kierowcy autobusu musi posiadać co najmniej prawo jazdy kategorii B. Pozostałe kategorie D oraz D+E robi się osobno na kursie. Następnie kierowca musi oswoić się z pojazdem, pojeździć i poznać tabor. Od wyrażenia chęci zostania kierowcą autobusu, do momentu pierwszego wyjazdu na trasę zazwyczaj mija minimum pół roku.

- Zarząd robi wszystko, co się da, aby zapewnić kierowcom jak najlepsze warunki pracy. Mamy nowoczesny, klimatyzowany tabor, nową zajezdnię i toalety na pętlach. Pod tym kątem warunki lepsze niż w innych częściach kraju – zapewnia Michał Kasperczyk.

Zarobki kierowców są uzależnione od preferowanego przez nich trybu pracy (dnie, noce, weekendy) – w trakcie spotkania z kierownikiem wypracowana zostanie najkorzystniejsza forma zatrudnia. Poza tym kandydaci mogą liczyć na atrakcyjny pakiet socjalny obejmujący m.in.: dofinansowanie do basenu i kręgielni. Do wzięcia udziału w rekrutacji zachęcane są także kobiety.

- Jeszcze kilka lat temu pierwsze kobiety za kierownicą autobusu budziły nie lada sensację. Teraz w zawodzie jest coraz więcej kobiet. Panie stanowią trzon zatrudnienia w PKM Tychy. Mają tu stabilna prace, terminowe wypłaty i są na miejscu. Warunki pracy na przestrzeni lat się zmieniły i prowadzenie autobusu nie wymaga tyle siły, to już nie jest lewarek biegów, który ciężko chodzi – mamy automatyczne skrzynie biegów. Struktura zatrudnienia jest otwarta i każdy może wziąć udział w rekrutacji – wyjaśnia Michał Kasperczyk.

PKM Sosnowiec
Kandydaci ubiegający się o pracę muszą złożyć dokumenty i podanie w siedzibie spółki. Po akceptacji kierownictwa otrzymają skierowanie na badania lekarskie. Wraz z wynikami badań muszą również przekazać świadectwo niekaralności. Formalności trwają maksymalnie do tygodnia i wtedy też można podjąć pracę, którą rozpoczyna się od szkolenia. Przechodzą je wszyscy kandydaci, bez względu na doświadczenie. Po przejściu szkolenia kierowcy rozpoczynają trzymiesięczny okres próbny. Po tym czasie umowa zostaje przedłużona zgodnie z kodeksem pracy.

Pensja otrzymywana przez pracowników stale rośnie, aż do powyżej 5 tysięcy złotych netto, które może otrzymać kierowca z najwyższym dodatkiem stażowym oraz stawką zaszeregowania – przysługuje mu wtedy pełny dodatek stażowy i wyższa pensja ze względu na staż pracy. Początkowa stawka uzależniona jest od trybu pracy, wyrobionych nadgodzin i przysługujących danemu pracownikowi dodatków. Poza tym, firma oferuje szeroki pakiet świadczeń socjalnych takich jak m.in.: nisko oprocentowane pożyczki, wczasy pod gruszą, darmowe bilety na komunikację miejską dla całej rodziny czy dopłaty do wakacji dla dzieci.

- Mamy własny ośrodek wczasowy na dobrym poziomie, dostępny dla pracowników firmy i bardzo korzystne ubezpieczenie zdrowotne – dodaje Ryszard Rynczuk.

Zgłaszać mogą się kandydaci posiadający odpowiednie kwalifikacje. Aby je zdobyć można skorzystać ze wsparcia Urzędów Pracy, które często na podstawie oświadczenia firmy o chęci zatrudnienia pracownika, finansują osobom bezrobotnym wymagane kursy.

Nie przeocz

PKM Katowice
Sytuacja na rynku transportowym zmusza przewoźników do przyjmowania po przeszkoleniu wszystkich chętnych mających zgodę lekarza na pracę za kółkiem – dotyczy to wszystkich przewoźników komunalnych, ale też w innych dziedzinach transportu. Jeżeli ktoś chciałby pracować w PKM Katowice, to najlepiej jeżeli jest to osoba z doświadczeniem, jeżeli ma prawo jazdy kat. C i już jeździła autobusem, ale taki kandydat to dziś rzadkość.

- Osoby rozpoczynające pracę w PKM, nie mające jeszcze uprawnień i doświadczenia, oczywiście otrzymają niezbędne szkolenie i z pomocą firmy wyrobią kwalifikacje. Szkolimy swoich mechaników, szkolimy kierowców. Zapraszamy kandydatów z Urzędu Pacy, nawiązaliśmy współpracę ze szkołami zawodowymi, szkolimy nawet osoby, które przychodzą z zewnątrz bez prawa jazdy kat B, ale to jest bardziej skomplikowany i długotrwały proces. Minimalna wyjściowa kwalifikacja, która pozwoli w miarę szybko zacząć pracę w autobusie, to jednak posiadanie przez kandydata prawa jazdy kat B - zachęca przewoźnik.

PKM Katowice zapewnia swoim pracownikom pracę na nowoczesnym taborze.

- Autobusy prowadzi się jak auto osobowe, mają wspomaganie kierownicy, hamulców, klimatyzację. Dodatkowo kierowcy nie obsługują autobusu – nie tankują, nie wymieniają opon, niczego nie naprawiają. Ta praca ma też uciążliwości przynależne swojej branży – największy problem to godziny i czas pracy np. kursy w weekendy, czy o różnych porach dnia i nocy. Co ważne firma jako publiczny podmiot ściśle przestrzega prawa pracy, zapewnia umowę o pracę i zaplecze socjalne - zachwalają w PKM Katowice.

PKM Gliwice
Kandydaci ubiegający się o stanowisko kierowcy autobusu w PKM, Sp. z o.o. w Gliwicach muszą posiadać prawo jazdy kategorii D wraz ze świadectwem kwalifikacji zawodowej potwierdzającej ukończenie szkolenia okresowego lub uzyskanie kwalifikacji wstępnej, a także nie mogą mieć orzeczonego zakazu wykonywania zawodu kierowcy. Dodatkowo mile widziane jest doświadczenie w prowadzeniu autobusu w transporcie miejskim.

Spółka oferuje pracownikom atrakcyjne wynagrodzenie, profesjonalne narzędzia pracy, szeroki pakiet socjalny, szkolenie stanowiskowe i wysokie standardy etyczne i pracownicze - przestrzeganie norm czasu pracy i jazdy kierowców, płatność wszelkich świadczeń należnych pracownikom.

Musisz to wiedzieć

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polska elektromobilność w liczbach

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Z
Zdx
Nic dziwnego jak płacą śmieszne pieniądze ale najgorsze to jest że trzeba pracować na 3 zmiany w weekendy i święta albo 2 razy dziennie iść do pracy i cały dzień rozwalony masakra kto by chciał tak pracować za 3.500zł do tego duża odpowiedzialnosc.
J
Jasio
Wydaje mi się, że problem braku zainteresowania tym zajęciem zarobkowym jest bardziej rozbudowany, aniżeli przedstawiają go cytowane osoby pracujące na stanowiskach kierowniczych.

PKM Sosnowiec - Sytuacja nieidealna trwa już od około 6 lat, wtedy to stara kadra z najwyższą stawką zaszeregowania kierowców pracujących tu całe swoje życie, lub jego większość zaczęła odchodzić na emerytury. Można powiedzieć, że na 16 nowych zatrudniających się w tamtym czasie, może 2-3 osoby pracują do dziś, no ale dlaczego tak się dzieje? Otóż problem leży w charakterze przedsiębiorstwa, a mianowicie, jest to miejsce, w którym kwitnie i ma się bardzo dobrze nepotyzm prawa kierowcy są lekceważone i notorycznie łamane, a trzy funkcjonujące związki zawodowe działają tylko po to by trzymać w ryzach kierowców i nie dopuścić do żadnego buntu, pozwalając firmie na swobodny gwałt na prawach kierowców.

Gdy nie było jeszcze „rynku pracownika” kierowca walczący o swoje prawa usłyszałby powtarzane jak mantrę hasło w stylu na twoje miejsce jest 100 innych, cała sterta cv chętnych leży na biurku, albo, że jak ci się nie podoba to się zwolnij, no i przez lata osoby na stanowiskach kierowniczych lekceważąco obchodziły się ze swoimi podopiecznymi doprowadzając do sytuacji, w której dużo osób odeszło, jeszcze trochę odejdzie, a mało kto interesuje się pracą tutaj.

Nepotyzm – jeżeli chodzi o biurowiec to wypełniony jest osobami zatrudnionymi w przerażającej większości po znajomości, lub z racji więzi rodzinnych, zresztą jest to spółka miejska, zatem mają tu też miejsce rozgrywki wynikające z interesów samorządowców, radnych itp. np. syn emerytowanej kierowniczki w oddziale w Sosnowcu jest kierownikiem w oddziale w Dąbrowie Górniczej, związkowcy zatrudniają na wygodnych stanowiskach swoje dzieci, żona i syn członka zarządu też tu pracują i tak można wymieniać dłuższą chwilę…

Łamanie praw – nieświadomość swoich praw, niewiedza i strach kierowców przed utratą zatrudnienia doprowadził do sytuacji w której kadra kierownicza PKM Sosnowiec stworzyła sobie specyficzny folwark, w którym z uśmiechem na twarzy olewa się niewygodne dla firmy przepisy kodeksu pracy. Jest to straszna patologia.

Związki zawodowe – czyli takie coś co powinno działać w interesie pracownika, chronić go, działać by podnosić standardy miejsca pracy, tutaj działa zupełnie odwrotnie, ale żeby było zabawniej, działają tutaj trzy związki, dwóch przewodniczących zasiada w radzie nadzorczej, to wydawałoby się super sprawą, aczkolwiek jest zupełnie inaczej, problemy kierowców, a jest ich od groma, są olewane i zbywane przez tych ludzi. Nic tutaj nie da się załatwić bez skarg do PIP, ITD, lub sądu pracy.
J
Jasio
Wynagrodzenie – mając w świadomości:

-odpowiedzialność za ludzi,

-mnogość kar od ZTM,

-łatwość uszkodzenia autobusu z powodu niewłaściwego stanu infrastruktury drogowej, braku dbałości miast o stan zatok przystankowych, drzew, wystających gałęzi, wytyczenia tras przez problematyczne, ciasne miejsca

-pracy w święta,

-zmiany nocne,

-poranki zaczynające się od 3:45,

-zmiany trwające ponad 10h

jest totalnie nieadekwatne, śmiesznie niskie i brakuje woli ze strony dyrekcji by ten stan zmienić.

To nie wolny rynek i wysokie zarobki w firmach turystycznych zabierają kierowców takim przedsiębiorstwom, tylko dziadostwo, ignorowanie potrzeb kierowcy jako pracownika i człowieka i zakłamanie, które w nich panują, a także redukowanie liczby autobusów obsługujących daną linie, aby zaoszczędzić. Ogólnie, kilometry są ważniejsze od kierowców.

Brak punktów sanitarnych, brak odpowiednich przerw i szans na regenerację to kolejna rzecz, jaka powinna zniechęcić potencjalnych nowych kierowców.

Pensja na poziomie 5 tys. netto, jest możliwa, jeżeli kierowca ma 25 lat wysługi (25 lat pracy na umowę o pracę), najwyższą stawkę godzinową i odpowiednią przerobioną liczbą godzin nadliczbowych. Kierowca bez dodatków stażowych i bez nadgodzin może nie przekroczyć magicznego pułapu 3000zł na rękę w słabym miesiącu. Jest źle, bardzo źle.
G
Gość
a moze by tak koleja?
Przejdź na stronę główną Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie