RAŚ odpowiada na plany Związku Górnośląskiego: "Działaczy ZG zapraszamy na nasze listy"

MZ
13-07-2013.katowice.7 marsz autonomii .raś.ras jerzy gorzelik fot - arkadiusz lawrywianiec/polskapresse
13-07-2013.katowice.7 marsz autonomii .raś.ras jerzy gorzelik fot - arkadiusz lawrywianiec/polskapresse Fot. Arkadiusz Lawrywianiec/Polskapresse
Jest odpowiedź RAŚ na plany Związku Górnośląskiego, który z nowymi władzami zamierza w listopadzie wystartować w wyborach samorządowych. Autonomiści obawiają się, że doprowadzi to tylko do rozproszenia śląskich głosów. Dlatego członków ZG zapraszają na… swoje listy.

Przed tygodniem ujawniliśmy nową doktrynę Związku Górnośląskiego opierającą się na mocniejszym niż kiedykolwiek wejściu do polityki i zaistnieniu w niej w kontrze do RAŚ. W marcu ZG wybierze nowego prezesa, zdecydowanym faworytem jest Zbigniew Widera, mający poparcie nie tylko dużej części związkowych środowisk, ale i arcybiskupa Wiktora Skworca. Spekuluje się nawet, że pomysł nowego otwarcia w Związku Górnośląskim narodził się w dwóch innych ośrodkach: w siedzibie katowickiej kurii oraz w pałacu prezydenckim w Warszawie.

Co na to RAŚ? „W ostatnich latach na Górnym Śląsku udało się osiągnąć porozumienie najważniejszych górnośląskich stowarzyszeń, działających na rzecz rozwoju regionu i tożsamości jego mieszkańców. To nowa jakość, która znalazła swój wyraz w powołaniu Rady Górnośląskiej – wspólnej reprezentacji kilkunastu stowarzyszeń. Dziesięć lat wcześniej podobna próba zakończyła się niepowodzeniem. Z porozumienia Jedność Górnośląska, które planowało wystawienie własnego kandydata w wyborach do senatu w osobie śp. Michała Smolorza, wycofał się wówczas Związek Górnośląski. Władze Związku uznały, że ich stowarzyszenie nie powinno angażować się w politykę” – czytamy w oświadczeniu Ruchu.

Przedstawiciele RAŚ podkreślają, że niepowodzenie Jedności Górnośląskiej doprowadziło do prac nad własną polityczną marką, które przyniosło efekt w postaci wyniku wyborczego Ruch Autonomii Śląska w wyborach samorządowych 2010 roku.

„Sukces ten sprawił, że pod koniec roku 2013 Rada Górnośląska postanowiła w nadchodzących wyborach do samorządów poprzeć listy RAŚ, jako dające największe szanse powodzenia ruchowi regionalistycznemu” – pisze Michał Buchta, sekretarz zarządu RAŚ. – „Za takim rozwiązaniem głosował także przedstawiciel Związku Górnośląskiego. Ze swojej strony RAŚ zobowiązał się do otwarcia swoich list na przedstawicieli pozostałych organizacji, tworzących radę”.

„Wobec zbliżającego się kongresu w Związku pojawił się pomysł wystawienia własnych list. Wolę silniejszego zaangażowania najstarszego z górnośląskich stowarzyszeń w życie publiczne regionu przyjmujemy z radością i nadzieją. Uważamy jednak, że rozproszenie górnośląskich głosów lub ryzykowna próba wypromowania krótko przed wyborami samorządowymi nowego wyborczego szyldu, służyć będą wyłącznie interesom ogólnopolskich partii politycznych” - obawia się RAŚ.

Ruch apeluje do „swoich przyjaciół ze Związku Górnośląskiego o współpracę w ramach wypracowanego na forum Rady Górnośląskiej rozwiązania”.

„Z radością powitamy działaczy Związku na listach Ruchu Autonomii Śląska” – pisze RAŚ.

*SOCZI 2014 - IGRZYSKA OLIMPIJSKIE - RELACJE, ZDJĘCIA, CIEKAWOSTKI
*Najlepsze studniówki 2014 w woj. śląskim ZDJĘCIA + GŁOSOWANIE
*TVP ABC I TV TRWAM NA MULTIPLEKSIE. Jak odbierać, jak przeprogramować dekoder?
*Tak kochają tylko Ślązacy ŚLĄSKI SŁOWNIK MIŁOSNY

Wideo

Komentarze 74

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
jan
a czy nie judasz.
t
tyn istny.
Chyba przez przeoczenie nie dopisałeś.
Że już jest taka tradycja w Polskim Piekle że nie trzeba tam nadzorców .
W Polskim Piekle Polacy są samowystarczalni.
T
Tyta
moze mu dupła i mozno teroz swojigo miecha po wsi szuko.
k
kufel
z Jorgiem na czele zaprowadzi nas do świetlanej samodzielnej przyszłości.Głosuj na RAŚ a po śmierci będziesz "żył" w autonomicznej części nieba a w przeciwnym razie pójdziesz do wspólnego piekła
G
Gość
co Polsko Zjednoczono Partia Robotniczo z robotnikami.
h
hanys
.....W TYJ SPRAWIE CZUĆ AR. SKWORCYM I PISIORAMI.
UWAGA NA TO !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!.
M
MECHTALOK O/S
Jo jest za RAS!!!!Nie byda glosowol na jakiegos pacholka Warszawy.
T
Tyta
;-))
c
czy to wazne
Kolego nie lepiej bylo dac linka a nie kopiowac i wysylac chcesz tym zakryc inne komentarze zenada.
G
Gość
...
#
Wkroczyliśmy w najważniejszy fragment tej księgi. Nastąpi teraz bowiem coś o wiele ważniejszego od rozważań na temat genezy i zachowań gnidy: próba opisu gnidziej struktury intelektualnej. Czyż moglibyśmy pominąć ten rozdział? Byłoby to w stosunku do gnid pominięcie jaskrawo krzywdzące. Bowiem ów system myślowy, owa struktura intelektualna - to jest właśnie ten dorobek, którego gnidy w drodze cichej pracy myślowej nad sobą dochrapały się w trakcie trzydziestu kilku lat istnienia PRL, który wypracowały zbiorowym wysiłkiem gnidzich szarych komórek i który jest ich bronią i tarczą. Przyjrzyjmy się więc mu dokładnie.

Argumenty przeciw podpisaniu listu protestacyjnego

Do gnidy przyszedł dawno nie widziany gość, znajomy ze sfer opozycyjnych. Herbatka, gadu-gadu... Oburzają się wspólnie na jakąś nową łapankę, masakrę lub przepojoną uczuciem do ZSRR poprawkę do konstytucji. Drzwi i okna szczelnie zamknięte, można psioczyć do woli. Nagle gość sięga do kieszeni marynarki i wyjmuje stamtąd kartkę maszynopisu. Podaje gnidzie, ta zaś szybko przebiega wzrokiem gęsto zapisane linijki podpisywanego właśnie kolejnego listu protestacyjnego. Gnida kończy lekturę i zaczyna zadawać rzeczowe pytania na temat dotychczasowego zasięgu akcji. Gość odpowiada, gnida słucha. Ale słucha tylko pozornie. W istocie zajęta jest czym innym: obmyślaniem sposobu uzasadnienia, iż ona podpisać nie może. W tym miejscu czytelnik zawoła pewnie zdegustowany: jak to "obmyślaniem", to po to gnidy od trzydziestu kilku lat wysilają swe szare, gnidzie komórki w cichej pracy koncepcyjnej, by teraz ich przedstawiciel, znienacka przyciśnięty do muru, musiał na poczekaniu, na chybcika wymyślać argumenty przeciw podpisywaniu!? Czytelniku, cierpliwości i więcej do gnid zaufania. Ależ oczywiście, że one mają argumenty obmyślone, wypróbowane i przećwiczone na wszystkie sposoby. Jednak to przecież co innego teoretycznie wiedzieć, jak się zachować, gdy ktoś podaje kartkę do podpisu, a co innego znaleźć się wobec kartki i opozycjonisty oko w oko. Gnida musi - w zależności od sytuacji i osoby rozmówcy - zdecydować o rodzaju zastosowanej argumentacji. A oto repertuar, jaki ma do dyspozycji:
#
Jak gnida żyje, ile zarabia, gdzie mieszka, jak zachowuje się w różnych sytuacjach, jakich ma znajomych i przyjaciół? Trudno odpowiedzieć na to pytanie, bo gnida - jak już zostało powiedziane - gnidzie nierówna. Trzeba zadowolić się odpowiedzią nieco ogólnikową. A zatem - żeby zacząć od spraw podstawowych - gnidzie powodzi się w Polsce Ludowej nie najgorzej. Gnida jest osobą w życiu urządzoną. Ma posadę naukową, intelektualną lub artystyczną, niezłą pensję, mieszkanie powyżej M-3, być może samochód, być może domek letni na Mazurach, w górach lub w pobliżu miasta. Gnida na ogół założyła rodzinę, raczej posiada dzieci (to bardzo ważny element w życiu gnidy - ale o tym później), czasem lub często wyjeżdża za granicę, ma dość szerokie kontakty towarzyskie, chodzi na przyjęcia i sama urządza je u siebie (to bardzo znamienny szczegół: nie istnieje ani jedna gnida pędząca samotniczy tryb życia). Gnida zadaje się zazwyczaj z gnidami. Są oczywiście odstępstwa od tej zasady. Dotyczą one zarówno kontaktów z partyjniakami, jak również kontaktów z opozycjonistami. Jeżeli idzie o partyjniaków, to gnida zadaje się na ogół tylko z jednym przedstawicielem tej odmiany, ale dobranym nieprzypadkowo. Któż to taki? To najbliższy zwierzchnik gnidy, jej naczelny, prezes, profesor. Kontakt, który utrzymuje gnida z partyjniakiem - swoim zwierzchnikiem (bardzo serdeczny, nacechowany intymnym nieco szacunkiem, choć niezbyt częsty) jest zazwyczaj przez nią ukrywany przed resztą znajomych. Gnida obawia się zarówno tego, że zwierzchnikowi - partyjniakowi mógłby się ktoś z tego towarzystwa nie spodobać, jak i tego, że to towarzystwo pomyśli sobie o niej źle. Źle, to znaczy - jak? Że ona sama jest czerwona. Gnidzie niesłychanie zależy, by otoczenie nie utożsamiało jej z partyjną hołotą. Niektóre gnidy do tego stopnia gotowe są zdystansować się od partyjniaków, że utrzymują kontakty z opozycjonistami. Może z "opozycjonistami" to powiedziane za mocno, taka gnida miewa w kręgu swoich znajomych na ogół jednego opozycjonistę. Cierpi z tego powodu nieraz katusze strachu (gdy opozycjonistę z numerem telefonu gnidy w kalendarzyku pakują do aresztu), ale za to jaka się wówczas czuje dzielna, mężna, antypaństwowa! Większość gnid jednak unika opozycjonistów, a gdy znajomy nieopozycjonista staje się dysydentem, natychmiast rozluźnia z nim kontakty. Gnida plotkuje w kawiarni i judzi na system, kibicuje wrogom ludu i wichrzycielom, czytuje wydawnictwa opozycyjne (ach, jaka się z tego powodu czuje dysydencka), sama jednak nigdy nie podpisuje żadnych listów protestacyjnych, nigdy nie pisuje tekstów antypaństwowych i nigdy nie miesza się do afer, za które można wylecieć z pracy. Gdy w miejscu, gdzie ona działa, na przykład w redakcji, w związku twórczym wybucha konflikt natury politycznej, gnida stara się doprowadzić do zgody, łagodzić różnice stanowisk. Gdy wybucha nagonka na Sołżenicyna, Kołakowskiego, Sacharowa, gnida ośmiela się zwrócić uwagę, że polemizować z nimi można, nawet trzeba, ale należy to robić w sposób umiejętny, kulturalny; napaści zbyt ostre i gołosłowne przynoszą skutek odwrotny. Gdy partyjniacy przypuszczają atak polityczny na jakiegoś znakomitego artystę, gnida, nie przyłączając się do ofensywy, wypowiada sceptyczną lub wręcz negatywną opinię na temat czysto artystycznych walorów jego dzieła.
#
Gnida jest obywatelem czynnym zawodowo, nie tylko czynnym - jest niezwykle aktywnym, zaangażowanym, wręcz walczącym obywatelem. Z czym gnida walczy? Pewnie z dyktatorem Somozą, rewizjonistą Straussem, jastrzębiem Brzezińskim? Ach, nie przyznawajmy się do tego, że nie wiemy o gnidach nic. One walczą z przejawami zła, występującymi nie tam gdzieś za granicą, lecz tutaj, u nas, w Polsce. Gnida, najogólniej mówiąc, nie może pogodzić się z tym, że wokół więzień i aresztów nie wszędzie jeszcze rosną róże. I gnida walczy o klomby oraz rabaty. Poświęca tej sprawie życie zawodowe, interweniuje, pisuje artykuły oraz listy do redakcji. Proszę wziąć do ręki rocznik jakiegokolwiek dziennika z roku 1956, 1968, 1970 czy 1976. Zobaczymy tam liczne gnidy w działaniu. Jedna poświęca cykl reportaży niewłaściwie odrestaurowanej kamieniczce w Gdańsku, druga grzmi z powodu zaniedbania grobu jakiegoś poety, trzecia uważa, że w Radomiu można by postawić karuzelę, czwarta zapowiada, że nie spocznie, aż w Ursusie pomalują wreszcie parkan w ogródku jordanowskim, piąta jest zdania, że kartki na cukier można by umaić jakimś ozdobnym szlaczkiem.

I tak za sprawą gnid odbywa się nieustanne doskonalenie naszej rzeczywistości.
#
Istnieje, ach! znany nam aż za dobrze, typ charakteru i intelektu ukształtowany według tej formuły: "prawda leży pośrodku". To kompromisowcy, ludzie, którzy nigdy nie opowiedzą się wyraźnie po żadnej stronie, bo taki już mają słaby charakter i intelekt. Na każdą sytuację chowają wprost nieograniczony zestaw argumentów "za i przeciw". Uważają, że władza w Polsce jest zła, ale są też pewne pozytywy, że w Szwecji rządy są lepsze, ale..., że zależność od Rosji to bardzo zła rzecz, z drugiej jednak strony... Gnidy typu "prawda leży pośrodku" pozbawione są w znacznym stopniu istotnej cechy gnidziej: one nie muszą pracować nad sobą, żeby zamącić sobie w głowie, one te zamącone, skażone kompromisowością i połowicznością głowy otrzymały gotowe w chwili narodzin. Gdy zmieni się ustrój, to "gnidy z urodzenia" w nowym, niekomunistycznym systemie zachowają się tak jak obecnie, a więc z rezerwą i chwiejnie (w przeciwieństwie do pozostałych gnid, które oczywiście natychmiast stroją się w piórka niezłomnych antykomunistów). Gnidy z urodzenia, mniej zakłamane od pozostałych, pełnią jednak w PRL identyczną jak tamte gnidzią funkcję, są w dodatku dość liczne, szczególnie w środowiskach uniwersyteckich.
#
Znakomity polski kompozytor znalazł się pewnego dnia (lata siedemdziesiąte) w otoczeniu swoich kolegów muzyków u jednego z wiceministrów kultury i sztuki. W trakcie rozmowy dotyczącej problemów muzyki ktoś zwrócił wiceministrowi uwagę na to, że za granicą przebywa dwóch wybitnych polskich kompozytorów: Andrzej Panufnik i Roman Palester i że na polskich estradach od wielu już lat nie wykonuje się ich muzyki. Wiceminister odpowiedział: "Nie widzę żadnych przeszkód, jak chcecie ich grać, to grajcie". A na to odezwał się ów znakomity polski kompozytor w te słowa: "Panie ministrze, a widział pan na kopercie płyty Panufnika ten antyradziecki akcent?" (chodziło o utwór poświęcony pamięci ofiar Katynia). Minister nie widział, stropił się i powiedział, że skoro sami muzycy mają w tej sprawie zastrzeżenia, to on się nią zajmować nie będzie. Odblokowanie Panufnika i Palestera zostało na pewien czas odwleczone. Powstaje teraz pytanie, co powodowało znakomitym kompozytorem, gdy składał donos na swego emigracyjnego kolegę. Hipoteza, którą proponujemy, brzmi następująco: lojalność. Znakomity kompozytor, laureat nagrody państwowej, darzony szacunkiem przez ministrów i wicepremierów, wyjeżdżający bez przerwy za granicę, nie umie się wprost zachować nielojalnie. Jeśli jeden minister zezwala na wyjazd za granicę, drugi prawi komplementy, a trzeci daje nagrodę, jeśli przodująca partia akceptuje jego cokolwiek przecież podejrzaną estetykę, to czy on miałby prawo zachować się jak Judasz? Nie, przed wiceministrem, który darzy zaufaniem, nie należy, wprost nie wypada niczego ukrywać. Wiceminister był już gotów zgodzić się na Panufnika, bo o tej antyradzieckiej kopercie oczywiście nie wiedział. Czy wybitny kompozytor nie miał obowiązku uświadomić wiceministrowi, jak naprawdę rzeczy się mają? Miał obowiązek, moralny, oczywiście. Wybitny kompozytor należy do gatunku lojalistów totalnych. Lojalista totalny chce być w porządku wobec wszystkich. A ponieważ to, co każdego obywatela PRL otacza ze wszystkich stron najbardziej, najgęściej i najszczelniej, to jest władza, więc lojalista totalny, chcąc być w porządku wobec wszystkich, jest lojalny przede wszystkim wobec niej. Lojalistów totalnych nie jest zapewne zbyt wielu w Polsce.
Dodaj ogłoszenie