Remis tyskich piłkarzy

Patryk Trybulec
Krzysztof Bizacki skakał najwyżej w polu karnym Kotwicy
Krzysztof Bizacki skakał najwyżej w polu karnym Kotwicy Fot. Mikołaj Suchan
GKS Tychy - Kotwica 2:2

Kilka dni temu GKS Tychy został znokautowany w Wągrowcu przez miejscową Nielbę. Podopieczni trenera Mirosława Smyły w 15 minut stracili trzy bramki i zdołali odpowiedzieć tylko jednym trafieniem. W środę rolę się odwróciły.

W spotkaniu z wyżej notowaną Kotwicą Kołobrzeg to tyszanie pierwsi zaczęli zadawać ciosy. Gospodarze na prowadzenie wyszli już w 14 minucie po golu z rzutu karnego Krzysztofa Bizackiego. Trzy minuty później ten sam zawodnik był autorem kolejnej składnej akcji, po której piłkę do bramki strzeżonej przez Dominika Sobańskiego skierował Tomasz Kasprzyk.

Po 17 minutach gry GKS Tychy prowadził więc dwoma bramkami i wydawało się, że wnioski z sobotniej lekcji zostały wyciągnięte.

Tymczasem goście z Pomorza nie załamali się i jeszcze przed przerwą doprowadzili do wyrównania. Dwa bolesne ciosy zadał piłkarzom GKS-u Krzysztof Rusinek. Najpierw napastnik Kotwicy wykorzystał dobre podanie od Pawła Pytlarza, a następnie dobił piłkę po strzale Kamila Stankiewicza.

Po zmianie stron kibice więcej bramek nie zobaczyli, ale emocji i walki nadal nie brakowało. Najdogodniejszą sytuację do przesądzenia losów spotkania na swoją korzyść gospodarze mieli dopiero w 86. minucie. Niektórzy twierdzili nawet, że piłka po strzale Macieja Mańki przekroczyła linię bramkową, ale sędzia był innego zdania i po odbiciu futbolówki od słupka nie zdecydował się wskazać na środek boiska.
Chwilę później arbiter przerwał jednak grę. Na moment przytomność stracił bowiem Damian Furczyk uderzony w głowę przez kolegę z zespołu. - W walce o piłkę uderzyłem Damiana w głowę kolanem. Jest mi bardzo przykro - relacjonował Krystian Ambroziak, mocno przejęty interwencją karetki pogotowia.
Lekarze jednak zapewnili, że nic poważnego piłkarzowi się nie stało.

Po tym zdarzeniu arbiter nieco przedłużył spotkanie i w tym czasie to goście mogli przechylić szale zwycięstwa, ale Władysław Sawczuk nie wykorzystał dogodnej sytuacji. - Taki zawodnik jak Władek powinien lepiej zachować się w tej sytuacji. Cieszymy się jednak, że udało nam się niczym feniksowi odrodzić z popiołów - powiedział trener gości Tomasz Arteniuk.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie