Robert Korzeniowski: Nasi lekkoatleci mają w sobie licealną bezczelność

Rozmawiał Michał Skiba
Bartek Syta
Udostępnij:
Lekkoatleci, którzy osiągnęli sukces w Belgradzie, są dla mnie superbohaterami - mówi Robert Korzeniowski, czterokrotny mistrz olimpijski w chodzie

Po halowych mistrzostwach Europy w Belgradzie znowu tworzy nam się lekkoatletyczny Wunderteam?
Nie lubię wszelkich porównań do Wunderteamu. To jest po prostu ekipa zupełnie nowa, fajnych i młodych ludzi. Oni są pozbawieni kompleksów, zaściankowości. Są otwarci na świat - mają świadomość, że dzisiaj mogą trenować w Polsce, a za tydzień w RPA, czy w Stanach Zjednoczonych. Wszyscy urodzili się na przełomie lat 80. i 90. Nazywam ich „ekipą superbohaterów” - mogą wiecej, niczego się nie lękają. Bez specjalnej misji podchodzą do ważnych zawodów.

Konrad Bukowiecki po występie w Belgradzie sam był zaskoczony swoją formą.
To jest piękne, kiedy kariera juniorska przechodzi do seniorskiej w taki sposób. Nie zawsze łatwo udźwignąć sukces. Myślę, że jego korespondencyjna rywalizacja z Tomaszem Majewskim dobrze wpłynęła na jego psychikę. W Serbii zanotował fantastyczny wynik (21,97 m - przyp.), to absolutny rekord Polski. Konrad jest owocem świetnie funkcjonujacej grupy rzutów, która nie mogła być reprezentowana w hali zbyt szeroko, bo inaczej się nie da. Konrad jest jednym z silniejszych punktów w rywalizacji na poziomie światowym. Na mnie wrażenie zrobił jeszcze Piotr Lisek. Bez kompleksów, choć z problemami zdrowotnymi podszedł do swojego startu. O jego występ w mistrzostwach świata na otwartym stadionie w Londynie bym sie nie martwił. Nasi młodzi sportowcy to ekipa, która ma dozę takiej licealnej bezczelności, gdzie ludzie są zbuntowani na świat i nie uznają pomnikowości bohaterów, autorytetów.

W takim razie, czego nam brakuje?
Wciąż nie mamy stadionów lekkoatletycznych. W rezerwie pozostaje potencjał, który będzie mógł zbudować popularność dyscypliny. Marzę, by każda dzielnica w Warszawie miała stadion lekkoatletyczny. Przecież taka dzielnica to jest stutysięczny organizm. Wiele państw, które sportowym potencjałem bijemy na głowę, wyprzedzają nas organizacyjnie. A obecna przyszłość jest w nastolatkach, którzy są zapatrzeni w bohaterów imprezy w Belgradzie.

Można zawody w Belgradzie porównać z mistrzostwami Europy w Amsterdamie? Wtedy oczekiwania przed igrzyskami w Rio prawie wszystkich przerosły, a w sierpniu mistrzostwa świata w Londynie.
Trzeba wziąć duża poprawkę na wyciąganie wniosków po Amsterdamie, a po imprezie w Serbii. Mistrzostwa Europy w Amsterdamie w takiej formie to był dosyć świeży format. W Holandii wszyscy się sprawdzali, rozgrzewali przed Rio. Niektórzy mówili, że był to start dublerów. Halowa impreza ma trochę inną dynamikę. To nie był czerwcowy sprawdzian przed sierpniowymi startami w Londynie. Po zawodach w Serbii ci zawodnicy wrócą do siebie i przejdą okres krótkiej korekty. Będą na nowo wchodzić w sezon. Po takim przetarciu można mieć dobry sezon i teraz śledźmy ich starty w zawodach. Na techniczne aspekty zwracałbym uwagę w czerwcu i w lipcu. Wtedy będziemy mieli odpowiedź, na ile te sukcesy będą się przekładać na Londyn. Mam pewność, że to są ludzie, którzy potrafią wygrywać, a stres daje im wiatru w żagle.

Jest taka teoria, że nasze sukcesy biorą się z tego, że nie idziemy na skróty. Mówiąc wprost - koksowania wśród naszej reprezentacji nie ma i nie było...
Na pewno wyeliminowanie wielu zawodników, czy całej federacji rosyjskiej z gry, bardziej rygorystyczne podejście do kontroli antydopingowych, powoduje, że jest więcej przestrzeni dla ludzi uczciwych. U nas też mogą zdarzyć się negatywne wyjątki, ale nie ma u nas państwowego systemu wspomagania dopingu. Na MŚ juniorów incydent zaliczył Konrad Bukowiecki. Nie można go piętnować całe życie - nie jest dopingowiczem. Popełniono błąd przy stosowaniu różnego rodzaju odżywek, ale Konrad pokazał, że gra fair . Na pewno dojdzie do tego, że te siły będą bardziej wyrównane. Trudniej jest nam jeszcze sprawdzić, czy wszystko jest w porządku na innych kontynentach - Azji lub w Afryce. Będąc członkiem komitetu chodu w IAAF wiem, że światowa federacja będzie stosowała „tolerancję zero”. Nie będzie łagodnego traktowania wszelkich przejawów niedozwolonego dopingu.

Mistrzostwa świata na stadionie a impreza w Belgradzie to dwa różne światy - to wiemy. Ale czy możemy mieć przed Londynem większe oczekiwania niż przed igrzyskami w Rio.
Mamy prawo być pozytywnie nastawieni, bo mamy jeszcze przecież Anitę Włodarczyk, Roberta Urbanka, Piotra Małachowskiego, Wojtka Nowickiego. Niewykluczone, że też Maria Andrejczyk pokusi się o medal w oszczepie. Nie przekładałbym "1 do 1" możliwości Belgradu do Londynu, ale możemy oczekiwać wiele od sztafet, od skoku o tyczce, od pchnięcia kulą Bukowieckiego. Liczę na to, że któryś z naszych długodystansowców sięgnie po medal, a może młodziutka Sofia Ennaoui zakręci się koło pozycji medalowej, daj boże miejsce w pierwszej szóstce. To już są przesłanki ku temu, ze możemy nastawiać się na jeszcze więcej pokazać na igrzyskach w 2020 roku w Tokio. Patrzę dzisiaj na Londyn, jak nie etap docelowy, a etap budowania reprezentacji na Tokio.

Wideo

Materiał oryginalny: Robert Korzeniowski: Nasi lekkoatleci mają w sobie licealną bezczelność - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie