Rodzice małej Lilki mówią o błędach lekarskich w czasie porodu [WIDEO] LILKA Z BONIFRATÓW

Agata Pustułka
Monika Wulczyńska i Arkadiusz Jochman złożyli doniesienie do prokuratury w sprawie podejrzenia popełnienia przestępstwa
Monika Wulczyńska i Arkadiusz Jochman złożyli doniesienie do prokuratury w sprawie podejrzenia popełnienia przestępstwa Arkadiusz Ławrywianiec
Udostępnij:
Kiedy chcą spojrzeć jej w oczka, muszą delikatnie podnieść palcami malutką powiekę. Lilka nie rusza się, nie reaguje na ból, dotyk. Oddycha za nią respirator. Leży w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka. - Ale nikt już naszej córeczce nie może pomóc - mówią rodzice dziewczynki. Lilka przyszła na świat 22 grudnia 2013 roku w Szpitalu Zakonu Bonifratrów w Katowicach. Nic nie wskazywało, że poród zakończy się tragedią. LILKA Z BONIFRATÓW

CZYTAJ KOMENTARZ:
Kasprzyk: Lilka, walcz z całych sił!

- Byłam zdrowa, ciąża przebiegała prawidłowo - wyjaśnia Monika Wulczyńska, mama dziewczynki. - Podczas porodu przede wszystkim opiekowała się mną... studentka. Nagle córce zanikło tętno. Trzeba było błyskawicznie przeprowadzić cesarskie cięcie. W piątek rodzice Lilki oddali sprawę do prokuratury, by wyjaśniła, kto jest winny zaniedbań.

CZYTAJ LIST DO DZ:
Rodzice małej Lilki mówią o błędach lekarskich w czasie porodu [WIDEO]

Boję się wchodzić do sali, w której leży Lila, a potem nie chcę stamtąd wychodzić, bo nie wiem co stanie się za godzinę czy w ciągu nocy - mówi Arkadiusz Jochman, tata dziewczynki.

- Kiedy trafiła do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach, jeszcze mieliśmy nadzieję. Arek skontaktował się z profesorem w USA, który opatentował lek na odbudowę komórek nerwowych. Puszczaliśmy jej muzykę, pobudzaliśmy oddech, próbowaliśmy wybudzać ze śpiączki. Ale kiedy lekarze pokazali nam obraz mózgu córki, poczuliśmy się bezradni - wspomina Monika Wulczyńska, mama Lilki.

Mózg wygląda jakby składał się z samych czarnych dziur - wszystko niedotlenione, nieczynne. Lilka jest bezwolna jak lalka. Monika codziennie odprowadza dla niej pokarm, a więc mała rośnie. Rosną jej też włoski na głowie. Z pozoru normalny noworodek.

Termin porodu wyznaczony podczas badań prenatalnych na 22 grudnia sprawdził się precyzyjnie. Rano odeszły wody, potem zaczęły się skurcze. Wszystko mieli zaplanowane, przygotowane. Kurs do wcześniej wybranego szpitala Zakonu Bonifratrów. Tam przecież chodzili do szkoły rodzenia.

Co się działo na porodówce

Moja ciąża była najbardziej zadbana na świecie. I bardzo wyczekiwana. Zaraz po tym, jak test dał nam pozytywny wynik, trafiliśmy do ginekologa. Pani doktor została starannie przez nas wybrana. Przez całą ciążę trzymała rękę na pulsie. Jest nie tylko świetnym lekarzem, ale też człowiekiem - wyjaśnia Monika, z zawodu fizjoterapeutka, zdrowa, wysportowana.
Na salę porodową Monika trafiła około 11. Na oddziale czuć było nastrój nadchodzących świąt. - Miałam USG, badania rozwarcia i jedyne KTG. Położna, którą znałam ze szkoły rodzenia, wpadła do mnie trzy razy. Przez cały czas siedziała przy mnie studentka. Nagle skurcze stały się nie do zniesienia. Studentka zrobiła mi zastrzyk, po którym poczułam się słabo. Na godzinę trafiłam do wanny - mówi Monika i dodaje: - Niedługo po tym zaczął się koszmar. Po ok. 40-minutowej przerwie studentka bada tętno dziecka. Tętno jest ledwie wyczuwalne, woła położną, a czas mija. Po chwili zjawia się lekarz. Tym razem z przygotowanymi dokumentami ze zgodą na przeprowadzenie cesarskiego cięcia.

Operacja trwa kilkanaście minut. Lila urodziła się o 16.41, była reanimowana. Od drugiej minuty życia oddycha za nią respirator. Na oddziale niemal natychmiast pojawiają się specjaliści z GCZD i przewożą małą na OIOM.

- Córeczka trzy dni była w hipotermii. Obniżenie temperatury ciała pozwala ochronić mózg przed skutkami niedotlenienia. Niestety, zabieg nie przyniósł poprawy. Nie mógł - opowiada Arek Jochman.

Decydujące 40 minut

Razem z Moniką zaczęli analizować minuta po minucie wydarzenia z 22 grudnia. Jak mogło dojść do tak ogromnego niedotlenienia. - Decydujące było 40 minut między jednym badaniem tętna a drugim. Monika sygnalizowała, że czuje się coraz gorzej, a w tym czasie ze strony personelu szpitala nie doszło do żadnej reakcji - twierdzi Arek Jochman. - Kiedy jeszcze Monika leżała w szpitalu, przyszła do nas położna i próbowała pocieszać. Mówiła, że wszystko będzie dobrze. Ja mam niejasne przeczucie, że chciała po prostu wybadać, jak zareagujemy. Co będziemy robić - dodaje.

Arek nie ukrywa, że czuje wściekłość. Wie, że takich rodziców jak oni jest więcej. Prosi, by kontaktowali się z nim za pośrednictwem mejla: [email protected] - Ja nie za-mierzam występować z powództwa cywilnego, żeby zarabiać na nieszczęściu mojej córki. Na naszym nieszczęściu. Chcę, by do takich sytuacji nie dochodziło, ale żeby winni zostali ukarani - twierdzi Jochman.

Szpital wyjaśnia

Rodzice małej Liliany są tym bardziej rozczarowani postawą szpitala, że szukając kolejnych sposobów ratowania córki, poprzez pełnomocnika zwrócili się do dyrekcji o możliwość spotkania. Spotkanie miało na celu prośbę o pomoc w sfinansowaniu bardzo drogiej terapii komórkami macierzystymi. Szpital odmówił spotkania.

Damian Stępień ze Szpitala Bonifratrów wyjaśnia: - Nie mamy żadnego oficjalnego pisma w tej sprawie. Nie możemy więc nic komentować. Deklarujemy pełną współpracę z prokuraturą, jeśli taka będzie potrzeba.

A Monika kupiła Lilce nowe śpioszki. - Chcę, żeby ślicznie wyglądała. To jedyna rzecz, którą mogę zrobić dla córeczki.


*Zimy w styczniu nie będzie [PROGNOZA POGODY NA STYCZEŃ 2014]
*Abonament RTV 2014 [OPŁATY, TERMINY, ULGI]
*Urlop macierzyński i urlop rodzicielski 2014 [ZASADY I TERMINY]

Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 148

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
annn
Rodziłam w szpitalu w Warszawie. Przy porodzie CAŁY CZAS miałam założone KTG. Tylko dzięki temu, w porę zauważono, że mojej córce spada tętno i niemal natychmiast miałam CC. To niewybaczalne by w tak decydującym momencie, tak potwornie zaniedbać swoje obowiązki! Niech Ci ludzie się nie poddają, niech walczą! Ten, kto skrzywdził ich i ich dziecko MUSI za to odpowiedzieć.
m
mamuśka
Dziwna dla mnie ta historia trochę... Rodziłam jesienią 2013. Trafiłam w środę do szpitala z nieregularnymi skurczami, byłam po terminie. Położna całą noc przychodziła co godz z przenośnym ktg by spr tętno bo raz (raz!) wzrosło synkowi do 170. Na następny dzień po 17 trafiliśmy na porodówkę. Nie narzekałam na dwie studentki - były miłe i wspierały nas, co chwila też spr tętno, gdy nie było położnej. Same z siebie nie na moją prośbę! Niestety rozwarcie się zatrzymało, skurcze znów rozregulowały, dostałam oksytocynę, korzystałam z wanny, cały czas 5-6 cm. Tętno zaczęło znów wzrastać. Położna poszła po lekarza, przed 23 synek przyszedł na świat przez cc. Czas oczekiwania wynikał u nas z potrzeby zrobienia badania przed znieczuleniem w kręgosłup - nie planowałam go. Równie dobrze wtedy mogło stać się najgorsze...Nie opłacałam nikogo w szpitalu, nie miałam tam lekarza prowadzącego ciążę, nawet gdzie indziej uczęszczałam do szkoły rodzenia. Przyszłam "z ulicy" i nikt nie traktował mnie tam gorzej.. Myślę, ze ludzie są zbyt roszczeniowi w dzisiejszych czasach. Ta tragedia stała się nagle, nie sądzę by takich sytuacjo można uniknąć. Poród to fizjologia - gdy wszystko idzie "jak trzeba" tylko natura wie,co się dzieje...
M
Magda
W pełni się z Tobą zgadzam Moniko - mam dokładnie takie same odczucia w przedmiotowej sprawie.
Szczerze współczuję rodzicom ale sposób prowadzenia tego profilu jest absurdalny. Dwukrotnie widziałam tam sytuacje gdy ktoś kulturalnie wyraził swoje odmienne zdanie niż ci Państwo i od razu stał się wrogiem nr1 na celowniku ojca 'tego dziecka' (jak nazywał swoje dziecko Pan Arkadiusz u redaktora Lisa). Gdy zabrakło mu argumentów w dyskusji usuwa cały wątek i po temacie - pozamiatane ;)
t
toja
To nie pisz tutaj, napisz na blogu albo na fb. Nie pisz tutaj. Jak nie jest w pełni rozumu to pisz do niego. albo na policję. a jak podali gdzie ktoś mieszka to zgłoś na policję. A jak będzie wyrok, to pójdziesz siedzieć położna, to i tak się wszyscy dowiedzą gdzie mieszka.
R
Redn
Jeżeli się rozchorujesz, to broń boże nie idź do lekarza. Aby Cię nie kusiło wykasuj numery lekarza z komórki. Lecz się poradami z internetu. Te są super i bezpieczne.
l
lisemin
SkutecznaLikwidacja.pl to firma skutecznie uzyskująca środki finansowe dla poszkodowanych w wyniku błędów medycznych, wypadków i zdarzeń losowych. Działamy na podstawie przedstawionej dokumentacji medycznej oraz po przeprowadzeniu własnych ustaleń faktycznych. Jeżeli zachodzi taka konieczność, nasi lekarze po osobistym zbadaniu osoby poszkodowanej ustalają uszczerbek na zdrowiu.
a
ada
dziecko jest potrzebne, o tak gra na ludzkich uczuciach i kasę wyciągną...
a
aquarius
A kogo oskarzac za to, ze lekarz podjal debilna decyzje bo nie chcilo mu sie tylka ruszyc? No jasne Pana Boga bo mogl w koncu zadbac o to, zeby " pan" dochtor w drodze do pracy poslizgnal sie na skorce od banana i dziecko moze byloby ok. Biedni biedni lekarze wyprowaja sobie zyly dla niewdziecznych pacjentow a ci.... tylko medza. Zaraz zaczne plakac nad ich losem.
a
artur
bardzo szkoda mi tej małej dziewczynki - ale co czeka ja za zycie (warzywko) czy nie nalezy ulzyc jej w tym cierpieniu (zycie jest okrutne dla takich dzieci) i pewnie sama kiedys za pare lat nie bedzie chciala zyc.
mowi sie ze powinna walczyc ale czy to ma sens patrzenie jak cierpi. W tym przypadku powinna byc wsrod aniolkow . bo szkoda patrzec jak cierpi a medycyna w polsce jej nie pomoze.
a
ana
a tacy co pija i cpaja i niewiadomo co jeszcze robia maja i rodza zdrowe dzieci pod tym względem sprawiedliwość jest żadna zdrowiej lila
w
wwww
aa
I
Iza
Gdyby nie zaniedbanie personelu względem pacjenta, nie byłoby zapewne tyle rzeczy do wyjaśniania.. Tyle uchybień do udowodnienia.. Tak dużo dzieci w tym kraju cierpi tylko dlatego, że np nie zrobiono na czas cc, że komuś się nie chciało.. Ja rozumiem, że praca lekarza, to ciężka praca, trudny kawałek chleba. Ale zbyt odpowiedzialna, by ją sobie lekceważyć. I takiej postawie trzeba powiedzieć STOP.
I
Iza
Na pewno personel nie miał na celu uśmiercić nikogo.. ale zadziała rutyna i brak opieki nad pacjentką. Gdyby Pani Monika odpowiednią pomoc otrzymała i gdyby personel zrobił co mógł, wtedy można mówić o nieszczęśliwym przypadku, o tym, że takie rzeczy się zdarzają.. choć pewna jestem, że wtedy taka sytuacja nie miałaby miejsca i dziś Lilunia byłaby zdrowym dzieckiem. Oczywiście nic nie można stwierdzić na pewno, można tylko gdybać.. ale chociaż wtedy można by było mieć pretensje do losu, nie do ludzi. A i ludziom pewnie byłoby łatwiej, choćby dlatego, że mieliby czyste sumienie, że zrobili co się dało, by to dziecko uratować..
I
Iza
Panie Arkadiuszu, całym sercem jestem z Wami i Malutką, życzę dużo zdrowia i wytrwałości w walce o ukaranie winnych.. bo powinni zostać ukarani. Ja jestem przekonana o tym, że stan Waszej córeczki to zaniedbanie ze strony personelu!!!
Z naszych składek dostają wynagrodzenia! Tak nie powinno być, że musimy dodatkowo opłacać prywatne położne, wizyty w prywatnych gabinetach.. ale realia są inne.. rozumiem, że nie każdego stać na to, ale do tych, którzy mogą.. życie Wasze i Waszego dziecka zależy od Was, nie można liczyć na innych, niestety..
W moim przypadku - dzięki temu, że tak się bałam porodu i komplikacji - uparłam się, by wynająć prywatnie położną do porodu - być może dzięki tej decyzji, wychowujemy dziś zdrowego synka!! Ciąża książkowa, czułam się świetnie, wszystkie wyniki jak najlepsze.. poród rozpoczął się również jak należy. W domu ok 1 w nocy odeszły mi wody. Zadzwoniłam do mojej położnej, powiedziała, żebym przyjeżdżała do szpitala. Wraz z mężem pojechaliśmy na oddział. Moja położna już tam na nas czekała. Był to duży komfort dla mnie. Od progu miałam osobę, którą już znałam i która z uśmiechem na ustach (nie za karę, że musiała w nocy do mnie podejść), błyskawicznie przeprowadziła mnie przez proces przyjęcia. Gdzieś w międzyczasie była załatwiana papierologia, a priorytetem były badania - KTG i pomiar ciśnienia (dokładnie nie pamiętam co jeszcze, pierwszy raz w ogóle byłam w szpitalu). Po zbadaniu stwierdziła, że do porodu jeszcze daleko, a mnie poleciła spróbować się przespać, gdyż później może już nie być kiedy.. a w razie czego, ona będzie tuż obok. Noc minęła, rano obchód i badanie już lekarza.. poród postępował, więc przeniesiono mnie na salę porodową, gdzie przez cały czas moja położna monitorowała tętno dziecka!! Ani na chwilę ode mnie nie odchodziła!! Skurcze nasiliły się, zaczęło dziać się coś niedobrego.. zmienił się wyraz twarzy mojej położnej i powiedziała, że musi na chwilę wyjść, ale mam się nie martwić, zaraz wróci. A wróciła już nie sama, z lekarką, która prowadziła moją ciążę. Dalej wszystko potoczyło się bardzo szybko.. Panie wyjaśniły mi, że przy moim skurczu spada tętno dziecka i nie możemy czekać, trzeba "szybko urodzić".. zdecydowały, że na cc za późno, że przygotowanie do zabiegu zajmie za dużo czasu, że synek może być niedotleniony. Decyzja - vacuum. Nie wiem nawet kiedy na salę weszło więcej osób, ale w momencie było przy mnie jeszcze dwóch lekarzy i jeszcze jedna położna. Synek za chwilę był na świecie i dostał 10 pkt Apgar!! Okazało się, że owinął się pępowiną wokół szyi. Wiem, że w takim wypadku liczy się każda minuta i dzięki fachowej opiece jaką otrzymałam - moje dziecko nie urodziło się w zamartwicy, nie miało niedotlenienia mózgu.
Nie żałuję ani jednej złotówki, choć wiem, że takie traktowanie pacjenta powinno być standardem, nie przywilejem..
O
Olka
Nie mogę się z tobą zgodzić, tak powikłania są różnego rodzaju, ale ttych wynikających z zaniedbań i lenistwa nie można usprawiedliwiać!!!!Już dość wykorzystywania przez szpitale niewiedzy pacjentów i ich rodzin. Stan w jakim znajduje się to maleństwo jest wynikiem złej pracy położnej i szpitala!Do tak olbrzymiego nieodtlenienia nie powinno dojść na oddziale położniczym, co innego gdyby pacjentka zwlekała z przybyciem do szpitala, ale tak nie było!Po to jesteście żeby nieść pomoc.To są błędy lekarzy i położnych, i nie mam tu na myśli nawet tych którzy mają tak wielkie obliczenia, że nie są w stanie zapewnić odpowiedniej opieki, wiemy jak jest.Bywają sytuacje w których jedna położona ma 10 osób którymi ma się zająć, prosze państwa to nie z filmu science-fiction, to realia polskich szpitali.Tylko kobietę która w trakcie pracy użytkowałka prywatny telefon i zabawiała się w najlepsze na jednym z portali społecznościowych.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie