MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Rok temu w KWK Zofiówka doszło do wstrząsu i wypływu metanu. To była kolejna tragedia w kopalniach. Kosztowała życie 10 górników

Piotr Chrobok
Piotr Chrobok
Żadnego z górników, z którymi utracono kontakt nie udało się uratować.
Żadnego z górników, z którymi utracono kontakt nie udało się uratować. arc. DZ
Przez ponad 90 godzin akcji ratowniczej wszyscy mieli nadzieję, że przeżyła przynajmniej część górników. Bo warunki na dole choć były trudne, to wstrząs miał nie wyrządzić tak ogromnych szkód, jak mógł. Niestety, za każdym razem, gdy ratownicy docierali do któregoś z zaginionych, nie dawał oznak życia. To była kolejna górnicza tragedia. Równo rok temu doszło do wstrząsu w KWK Zofiówka. Przy tąpnięciu nastąpił wyrzut metanu. Katastrofa kosztowała życie 10 górników. Wydarzyła się zaledwie trzy dni po tragedii w KWK Pniówek.

Rok temu w KWK Zofiówka doszło do wstrząsu i wypływu metanu. Zginęło 10 górników

Był 23 kwietnia 2022 roku. Jastrzębie, Śląsk, a nawet Polska nie zdążyły się jeszcze otrząsnąć po tragedii, do jakiej doszło w KWK Pniówek - w której w wybuchu metanu zginęli górnicy i gdzie ze względu na bardzo trudne warunki, zdecydowano się przerwać akcję ratowniczą, zostawiając na dole 7 osób - a znów oczy całego kraju zwrócone były w kierunku kopalń. Podczas nocnej zmiany w jastrzębskiej KWK Zofiówka doszło do wstrząsu.

- W kopalni Borynia-Zofiówka Ruch Zofiówka w przodku D4a na poziomie 900 doszło do wstrząsu wysokoenergetycznego, połączonego z intensywnym wypływem metanu. W rejonie wypadku było 52 pracowników, 42 z nich wyszło o własnych siłach. Sztab akcji nie ma kontaktu z dziesięcioma pracownikami - przekazywało w pierwszym oficjalnym komunikacie dotyczącym wypadku biuro prasowe Jastrzębskiej Spółki Węglowej, do której należy kopalnia.

Nie było zniszczeń, więc do końca była nadzieja

Wówczas trwała już akcja ratunkowa. Na dół zjeżdżały kolejne zastępy ratowników, które miały odnaleźć zaginionych. Ratownicy szybko pokonywali kolejne metry. Warunki w kopalni były jednak trudne. Pogarszały się w miarę przybliżania się zastępów do czoła przodka.

- Akcja jest trudna ze względu na atmosferę, która jest w całym wyrobisku - mówił już po kilku godzinach akcji Tomasz Cudny, prezes JSW. - Nie ma jednak żadnych oznak wskazujących na zapłon czy pożar - dodawał jednocześnie, co pozwalało mieć nadzieję, że tym razem skończy się na strachu.

Natura znów okazała się silniejsza. Żaden z 10 górników nie przeżył

Niestety, tak się nie stało. Do pierwszych górników udało się dotrzeć jeszcze w trakcie pierwszej doby akcji ratunkowej, po ok. 15 godzinach od jej rozpoczęcia.

- Zastęp ratowniczy znalazł czterech poszkodowanych górników około 220 metrów od czoła przodka. Ratownicy musieli się jednak wycofać, bo kończył im się tlen w butlach. Kierownik akcji podejmie decyzję o wytransportowaniu poszkodowanych górników przez kolejne zastępy do bazy, w której znajduje się lekarz - informowała JSW.

Gdy kolejny zastęp przetransportował pierwszego z poszkodowanych górników do bazy, lekarz stwierdził jego zgon. Podobnie było z kolejnymi trzema osobami. Wówczas akcja była już też o wiele trudniejsza niż na początku. O ile w jej pierwszych godzinach ratownicy stosunkowo szybko pokonywali kolejne metry chodnika, o tyle później było o to coraz trudniej.

- Warunki w zagrożonym rejonie są trudne. Wysokie stężenia metanu, wysoka temperatura skutecznie spowalniają akcję ratowniczą - przekazywało biuro prasowe Jastrzębskiej Spółki Węglowej.

W trzeciej dobie akcji udało się dotrzeć do dwóch kolejnych poszukiwanych osób.

- 156 metrów od czoła przodka ratownicy odnaleźli kolejnych dwóch górników, z którymi stracono kontakt podczas wstrząsu. Po przetransportowaniu górników do bazy ratowniczej, obecny w niej lekarz stwierdził zgon obu pracowników. Tragiczny bilans wstrząsu w kopalni wzrósł do 6 ofiar śmiertelnych - podawała JSW.

Wciąż poszukiwano jeszcze wtedy czterech górników, którzy w chwili wstrząsu znajdowali się najbliżej czoła przodka. Po kolejnych godzinach udało się ich zlokalizować na podstawie lokalizatora w górniczych lampach. Przed ratownikami pojawiło się jednak rozlewisko wody. To na kilkanaście godzin wstrzymało postępy akcji, gdyż konieczne było jego usunięcie. Ostatecznie do czterech ostatnich poszukiwanych górników udało się dotrzeć po 90 godzinach akcji.

- Ostatnich czterech górników odnaleziono w zalewisku blisko czoła przodka. Trzech poszkodowanych jest transportowanych na powierzchnię, czwartego górnika ratownicy wyciągają z zalewiska spod przenośnika taśmowego - przekazało biuro prasowe JSW, które podało później komunikat o stwierdzeniu zgonu u wszystkich czterech osób.

Oficjalnie akcja ratunkowa została zakończona po czterech dniach od wstrząsu. Żadnego z 10 górników, z którymi utracono kontakt, nie udało się uratować.

Nie przeocz

Zobacz także

Musisz to wiedzieć

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Od jutra strefa buforowa na granicy z Białorusią

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni