Rok temu zmarł Krzysztof Penderecki. Moje wspomnienie o wujku. "Bał się ciemności i nigdy nie chciał być sam"

Krzysztof Korwin-Piotrowski
Zdjęcie zostało wykonane w zakrystii bazyliki w Mikołowie, po koncercie, o którym autor pisze w tekście. Na fotografii, oprócz kompozytora, są: jego siostra Barbara, autor tekstu oraz jego siostry Dorota i Monika, a także Kasia (córka Moniki) Józef Ćwiek
W pierwszą rocznicę śmierci Krzysztofa Pendereckiego mistrza wspomina Krzysztof Korwin-Piotrowski. - Przez całe życie wstawał około 5, 6 rano i komponował. Pisał zwykle do obiadu, a po południu już tylko coś poprawiał. Nie przeszkadzał mu domowy ruch, jeżeli się głośno nie mówiło, a w zasadzie lubił obecność domowników. Bał się ciemności i nigdy nie chciał być sam - wspomina swojego wujka związany ze Śląskiem krytyk teatralny i recenzent.

Otrzymałem imię na jego cześć. Zostałem ochrzczony w 1968 roku w pięknym neogotyckim kościele św. Jadwigi w Dębicy, gdzie 35 lat wcześniej przyjął chrzest brat mojej mamy Barbary Pendereckiej-Piotrowskiej. Obraz z tym kościołem, namalowany przez mojego pradziadka Roberta Bergera, wisiał w centralnym miejscu w mieszkaniu babci Zofii Pendereckiej, przy ulicy Manifestu Lipcowego 10/36, gdzie co roku spędzaliśmy sporą część wakacji.

Pamiętam, jak po pogrzebie babci wujek powiedział, że chciałby zatrzymać ten obraz. I umieścił go w swoim gabinecie w dworze w Lusławicach.

Pradziadek był dyrektorem banku w Dębicy i nauczycielem w szkole, a po godzinach malował obrazy akwarelą lub pastelą. Poprosiłem w Krakowie studentkę ASP, aby wykonała nam kilka kopii i dzięki temu mamy ten obraz w naszych domach: mama Barbara, ja i moje rodzeństwo. Kiedy babcia była starsza, a ja studiowałem teatrologię na UJ, przyjeżdżałem do niej co 2 tygodnie na weekendy i chodziliśmy rano na msze do tego samego kościoła. A kiedy dystans stawał się dla niej zbyt uciążliwy, jeździliśmy tam taksówką.

Głęboko wierzący

Wujek był człowiekiem głęboko wierzącym, ale dość często krytykował księży i błędy popełniane w polskim Kościele. Nie akceptował głupoty i udawania. Równocześnie spotykał się chętnie z mądrymi duchownymi, z którymi mógł porozmawiać o wierze w sposób bliski filozofii. Znał Biblię doskonale, na niej oparł wiele swoich utworów religijnych, począwszy od „Pasji według świętego Łukasza”, którą częściowo pisał na stole u babci w Dębicy. Z drugiej części stołu mama kąpała w wanience moją siostrę Kasię. Obok stało pianino, na którym czasem grał (teraz ten instrument jest w Żorach u mojej mamy).

Dzięki „Pasji” wujek stał się sławny na całym świecie, ponieważ jako pierwszy kompozytor z Bloku Wschodniego, znany już i ceniony awangardzista, nagle zwrócił się do chrześcijańskiej tradycji Europy, nawiązując do Bacha i pokazując swoją odwagę wobec partyjniaków, odrzucających wiarę jako „opium dla ludu”.

Pamiętam, jak siedziałem z wujkiem przy jego wielkim stole w jadalni, w domu na Woli Justowskiej w Krakowie, kilka tygodni przed jego śmiercią. Rozmawialiśmy jak zwykle trochę o rodzinie i różnych sprawach, a w pewnym momencie zapytałem go o Credo.

Miał skomponować całą mszę, ale zaczął od wyznania wiary i na tym skończył. Credo ma kilkadziesiąt minut i stało się samodzielnym dziełem. Powiedziałem: „To twoje Credo zawsze robi na mnie ogromne wrażenie, chyba największe z twoich wszystkich utworów”. A wujek odpowiedział: „Bo napisałem to wyznanie wiary ze szczerością, jakby było moją modlitwą. Jest intymne, a równocześnie wielkie. To jest na pewno jeden z moich najlepszych utworów i chyba najlepsze Credo, jakie powstało w historii muzyki”.

Znał wartość swojej pracy

Wujek znał wartość swojej twórczości, dlatego nie czytał krytyków, zwłaszcza polskich, którzy czasem go atakowali za jego utwory.

Otrzymał aż 5 amerykańskich nagród Grammy, które są uznawane za najważniejsze wyróżnienia muzyczne na świecie. Znany i ceniony od Japonii i Chin po USA i Australię, był doktorem honoris causa ponad 40 uczelni. Taką sławę spośród polskich kompozytorów zdobył jeszcze tylko Chopin.

Potrafił być prześmiewczy, szyderczy, ironiczny. To chyba najmocniej widoczne jest w jego operze „Ubu Rex” (Król Ubu), która była wystawiana w różnych krajach i wszędzie wywoływała spore wrażenie. Podobnie było w Polsce, po inscenizacjach Lecha Majewskiego w Teatrze Wielkim w Łodzi, Krzysztofa Nazara w Operze Krakowskiej, Krzysztofa Warlikowskiego w Operze Narodowej, Janusza Wiśniewskiego w Operze Bałtyckiej i Waldemara Zawodzińskiego w Operze Śląskiej. Ta ostatnia inscenizacja z 2016 roku bardzo przypadła wujkowi do gustu - nawet powiedział po premierze ze sceny, że to jest najlepsza wersja tej opery.

Dzieło na bazie dramatu Alfreda Jarry’ego „Ubu Król czyli Polacy” jest wciąż bardzo aktualne, ponieważ pokazuje mechanizmy władzy, przedstawia dyktatora, który prowokowany przez swoją żonę (karykaturę Szekspirowskiej Lady Makbet) zabija króla i przejmuje koronę. Szybko okazuje się wyjątkowo głupi, bezduszny, chytry i niemoralny. Ubica mówi: „Jeśli nie każesz ludowi rozdać mięsiwa i złota, obali cię w ciągu dwóch godzin”. Ubu: „Mięso dobrze! Złoto nie!”. Bardior: „Ojcze Ubu, jeśli nie rozdasz pieniędzy, lud nie zechce płacić podatków”. Ubu: „Och, w takim razie zgromadźcie trzy miliony, upieczcie sto pięćdziesiąt wołów i baranów”. Potem jest scena, kiedy król rzuca złoto ludowi, obiecującemu płacić podatki. Im bardziej Ubu rośnie w siłę, tym większym staje się tyranem: wtrąca do więzień niewinnych ludzi, morduje ich i kradnie ich majątki.

Pamiętam premierę w Operze Śląskiej oraz wspaniałą parę śpiewaków: Annę Lubańską w roli Ubicy i Pawła Wundera jako Ubu. Spektakl otrzymał Złotą Maskę jako najlepsze przedstawienie na Śląsku.

Tego dnia, gdy było wręczenie Złotych Masek, jedliśmy z wujkiem obiad w Krakowie. Bardzo się cieszył z tej nagrody i chętnie pojechał na uroczystość, która odbyła się w Teatrze Polskim w Bielsku- Białej w poniedziałek 27 marca 2017 roku - dokładnie w Międzynarodowym Dniu Teatru.

Wujek nie przepadał za fetami, ale kiedy było to związane z jego muzyką i sukcesem, to nie trzeba go było długo namawiać. Kierownikiem muzycznym spektaklu był Jurek Dybał, którego wujek bardzo cenił i lubił. Jurek jest dyrektorem Międzynarodowego Festiwalu im. Krzysztofa Pendereckiego - Poziom 320 w Zabrzu, który odbywa się od 2013 roku.

Związki z NOSPR-em, Mikołowem, Śląskiem

Bardzo silne były jego związki z NOSPR-em, już od czasów WOSPRiTV - od początku lat 70. Nagrywał z tą orkiestrą płyty, debiutował w Katowicach jako dyrygent. Był przewodniczącym rady programowej NOSPR-u i to on przekonał prezydenta Katowic Piotra Uszoka do konieczności budowy nowej sali koncertowej w Katowicach, która powstała według projektu Tomasza Koniora. I jest dziś jedną z najlepszych sal tego typu w Europie.

Pamiętam, jak wujek chętnie przyjeżdżał też na Mikołowskie Dni Muzyki, gdzie dzięki dyrektorom - prof. Władysławowi Szymańskiemu (obecnemu rektorowi Akademii Muzycznej w Katowicach) i Gerardowi Piszczkowi - festiwal miał bardzo wysoki poziom. Zawsze panowała tam serdeczna, wręcz rodzinna atmosfera. Prowadziłem tam różne koncerty, ale na wiele lat zapamiętam finał XXV festiwalu, kiedy wujek dyrygował orkiestrą NOSPR w Bazylice św. Wojciecha, a ja byłem zaproszony jako prowadzący.

Po koncercie rozmawialiśmy w zakrystii. Wujek był bardzo zadowolony i docenił mnie jako komentatora. Był dość oszczędny w pochwałach. Zwykle, kiedy mu się podobało, najwyższym objawem akceptacji było powiedzenie: „Świetnie, gratuluję” i poklepanie po ramieniu. Jako perfekcjonista chciał, aby wszystko, co jest związane z jego twórczością, było na najwyższym poziomie.

Perfekcjonista

Przez całe życie wstawał około 5, 6 rano i komponował. Pisał zwykle do obiadu, a po południu już tylko coś poprawiał. Nie przeszkadzał mu domowy ruch, jeżeli się głośno nie mówiło, a w zasadzie lubił obecność domowników. Bał się ciemności i nigdy nie chciał być sam. Nigdy też nie schodził do piwnicy. Lubił tradycyjne polskie i włoskie jedzenie. Chętnie pił espresso. Interesował się tym, co dzieje się w Polsce i na świecie. Często oglądał TVN24, aby być na bieżąco. Jego śmierć, mimo iż chorował dość długo, była dla nas wszystkich ogromnym szokiem, a świadomość, że do dziś nie może się odbyć państwowy pogrzeb w Krakowie, jest okropna.

Zmarł rok temu, 29 marca 2020 roku w swoim domu na Woli Justowskiej. Na pogrzeb jego brata Czarka - tragicznie zmarłego w Ameryce Południowej - również czekaliśmy, ale nie rok, tylko sześć tygodni. Grób rodzinny znajduje się na cmentarzu w Dębicy. Tam są też pochowani rodzice i dziadkowie Krzysztofa Pendereckiego.

***

O autorze
Krzysztof Korwin-Piotrowski - dyrektor artystyczny Fundacji ORFEO i Festiwalu im. Bogusława Kaczyńskiego, redaktor naczelny portalu muzycznego ORFEO, krytyk teatralny, recenzent i komentator muzyczny, reżyser i scenarzysta filmów i spektakli, wykładowca akademicki

Bądź na bieżąco i obserwuj

Rusza kanał TV dla seniorów, Antena HD

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie