Roobens z Bytomia wydaje słownik śląskiej godki. "Śląsk ze swoim poczuciem humoru i dystansem ratuje ten smutny kraj"

Szymon Bijak
Szymon Bijak
Roobens z Bytomia wydaje słowniczek polsko-śląskich zwrotów "GODEJ." Łukasz Droździk (lukaszdrozdzik.com)
Mateusz Ledwig znany internautom w całej Polsce jako Roobens był z Bytomia, czyli autor memów po śląsku, postanowił wydać książkę "Godej". To słownik z polsko-śląskimi zwrotami ułatwiającymi życie. - Stwierdziłem, że chcę tą książeczką pomóc trochę każdemu, kto ma zranione serduszko, podejść do tego rozrywającego duszę tematu z „jajem” i dystansem. Warto się pośmiać z samych siebie - mówi w rozmowie z "Dziennikiem Zachodnim".

Roobens z Bytomia w rozmowie z "DZ": Uważam, że życie jest za krótkie, aby się zamartwiać

Pięć lat temu postanowił założyć fanpage na Facebooku "Roobens z Bytomia", który dziś ma oddane grono odbiorców. Ponad 130 tys. "lajków" - to liczba polubień na tym portalu społecznościowych. Na Instagramie wcale nie idzie mu gorzej - prawe 55 tys. obserwujących również robi wrażenie. Mateusz Ledwig, bo o nim właśnie mowa, pochodzi z Piekar Śląskich. Skończył IV Liceum Ogólnokształcące w Bytomiu. Jak sam mówi, to właśnie w tym miejscu zakręcił się na punkcie gwary śląskiej.

I to do tego stopnia, że obrazy Petera Paula Rubensa postanowił połączyć ze śmiesznymi zwrotami i hasłami po śląsku. Jak się okazało: to był strzał w dziesiątkę. Jego memy, które udostępnia w mediach społecznościowych, bawią każdego, jak Polska długa i szeroka: Ślązaka i gorola, mieszkańców Śląska, Zagłębia i innych regionów kraju, bez względu na to, czy dana osoba poradzić godać, czy wręcz przeciwnie.

Mateusz jednak nie poprzestał wyłącznie na memach. Rozwinął swoją linię ubrań, a teraz postanowił... napisać książkę. Za moment światło dzienne ujrzy jego słowniczek zatytułowany "Godej" z polsko-śląskimi zwrotami ułatwiającymi życie.

"Jest bardzo specyficzny, każda litera alfabetu to jedno słowo, z opisem i przykładem użycia. W tej książeczce wszystkie słowa odnoszą się do relacji w związku, tej trudnej, obecnej, albo zakończonej, z... EX" - czytamy w jego zapowiedzi.

***

Motywem przewodnim wydanej przez ciebie książki „Godej. Potoczny słowniczek polsko-śląskich zwrotów ułatwiających życie” są relacje w związku. Dlaczego akurat one?

To wydarzyło się tak bardzo spontanicznie, jak większość przepięknych momentów w moim życiu. Miałem potrzebę, aby ten słowniczek był precyzyjny i pasujący do tego, co aktualnie dzieje się w moim życiu. Myślę, że trudne relacje i rozstania są tymi, które każdy z nas przeżył, przeżywa obecnie, albo ma to jeszcze przed sobą (śmiech). Stwierdziłem, że chcę tą książką pomóc trochę każdemu, kto ma zranione serduszko, podejść do tego rozrywającego duszę tematu z „jajem” i dystansem. Warto się pośmiać z samych siebie, a przede wszystkim, ze swojego byłego/byłej, jak to często powtarzam w swojej książce, bo to pomaga przetrwać.

Patrząc na to, jak prowadzisz swoje media społecznościowe, widać, że masz właśnie takie podejście do życia. Starasz się myśleć pozytywnie.

Uważam, że życie jest za krótkie, aby się zamartwiać. To jest totalnie bezsensu, problemy z natury są trudne, więc po co jeszcze sobie dodatkowo dowalać?

Wydanie książki to było twoje marzenie z czasów dzieciństwa?

W sumie zawsze chciałem napisać książkę. Od momentu, jak jeden z bohaterów serialu „M jak miłość”, nie pamiętam już jego imienia, w gospodarstwie agroturystycznym, co wieczór, pisał na komputerze powieść, czułem, że to zrobię. Wyobrażałem sobie wówczas, że ja siadam przy laptopie i po nocach piszę. Zbierałem się do tego przez lata, a zrobiłem w chwilę, poleciałem za uczuciem.

Słowniczek jeszcze na rynku się nie ukazał, ale na twojej stronie internetowej trwa przedsprzedaż. Zainteresowanie jest duże?

Miałem cichą nadzieję, że moim odbiorcom się to spodoba. Pozytywny oddźwięk, szczególnie jeśli chodzi o pracę kreatywną, zawsze jest czymś bardzo ciepłym i miłym. Byłem jednak w szoku, że już na samym początku przedsprzedaży „Godej” zamówionych zostało kilkaset sztuk. Okazało się w pewnym momencie, że serwery naszej platformy internetowej padły i strona się zawiesiła. Zainteresowanie jest bardzo duże. Bardzo mnie to cieszy, że moi obserwatorzy mają do mnie takie zaufanie, że chcą już mieć w rękach książkę, a z drugiej strony, nie ukrywam, jest to trochę stresujące dla mnie jako autora.

Mówisz o sobie, że nie jesteś ekspertem w kwestii godki śląskiej, ale widzę po sobie, że chociaż nie posługuję się nią zupełnie - to dzięki chociażby twoim memom, które niesamowicie bawią - staje mi się ona trochę bliższa.

No tak, nie lubię się nazywać ekspertem, bo nim nie jestem. Jestem „userem”, użytkownikiem śląskiej godki. Ja używam godki w sposób potoczny – taki, jak piszemy ze znajomymi na Facebooku, mieszając nasze życie z naszą kulturą. Godka jest bardzo ciekawa, chociażby przez swoją różnorodność. Zupełnie inaczej mówi się w Piekarach Śląskich, skąd pochodzę, a inaczej np. w Rybniku.

Przed nami premiera twojego słowniczka, ale nie mogę cię nie zapytać: czy masz w planach kolejne książki? Myślisz już o tym?

Zdradzę, że tak. Dwie już nawet piszę. Jedna będzie kontynuacją „Godej”, a druga zupełnie inna – nie będzie po śląsku, ale za to będzie o relacjach, uniwersalnych, ale śląskich, no bo o mnie.

Napisałeś „Godej”, tworzysz memy, masz swoją linię ubrań. Ostatnio zostałeś ambasadorem prywatnego akademika, który powstanie w Katowicach. Jak znajdujesz czas na tyle zajęć?

Staram się dbać o higienę pracy. Nauczyłem się efektywnie zarządzać swoim czasem. U mnie istotne jest planowanie, choć paradoksalnie wiele rzeczy związanych z Roobensem dzieje się spontanicznie. Jak coś poczuję, to od razu się za to zabieram. Tak właśnie było ze słowniczkiem. Wstałem rano i… zacząłem pisać. Nienawidzę nudy i biernego odpoczynku.

W ubiegłym roku wsparłeś gastronomię, czyli gałąź gospodarki, która mocno dostała przez pandemię koronawirusa. Na twoim instagramowym koncie każdy restaurator mógł zgłosić swój lokal i otrzymać darmową promocję. Duży był odzew z ich strony?

Muszę przyznać, że bardzo duży. Starałem się, aby nie pominąć żadnej restauracji. Promowałem duże lokale z Katowic, do których sam chodziłem, jak i mnóstwo mniejszych, rodzinnych knajp. Nikogo nie faworyzowałem, tylko udostępniałem tzw. „czas antenowy” na Instagramie wszystkim chętnym. Właściciel jednego z gruzińskich barów napisał nawet do mnie, że dzięki akcji specjalnie do nich przyjechała dziewczyna z Wrocławia, żeby zjeść pyszne mięsko i własnoręcznie robiony sos selerowy. Uważam, że trzeba wykorzystywać swojego zasięgi w mediach społecznościowych do dobrych rzeczy. Ta akcja wyszła bardzo naturalnie, gdyż obok śląskiej godki, ludziom najbardziej kojarzę się z jedzeniem (śmiech). Zaczęło się od tego, że oglądałem konferencję prasową premiera Morawieckiego o kolejnych wprowadzanych obostrzeniach. Gdy ponownie zamknięto gastronomię, mocno się zdenerwowałem. Zabolało mnie również, że w knajpach czy restauracjach pracuje dużo studentów, moich znajomych. Oni mają bardzo trudno w Polsce. Są dopiero na początku swoich zawodowych karier, a w naszym kraju nie ma porządnego wsparcia dla studentów. Bardzo doceniam wszystkie osoby, które studiują - nieważne czy dziennie czy zaocznie i jednocześnie pracują, więc irytuje mnie, gdy dosyć bezzasadnie zabiera im się możliwość normalnego rozwoju.

Wywołałeś temat studencki, to wróćmy do prywatnego akademika w Katowicach. Skąd pomysł, żeby zostać jego ambasadorem?

Nie mogę powiedzieć, że przeżyłem typowo studenckie życie, bo na studiach już pracowałem. Trochę mi tego zabrakło. Kiedy więc dostałem propozycję, można powiedzieć, powrotu do czasów studenckich, to aż serce, płuca, wszystko podskoczyło mi z radości. Współpracuję z BaseCamp Student od dłuższego czasu, a kiedy rozpoczęła się inwestycja w Katowicach, z ogromną radością przyjąłem propozycję współpracy. BaseCamp Student to marka, pod którą mogę się podpisać obiema rękami, bo jej różnorodność, jakość i usługi są totalnie tożsame z wyznawanymi przeze mnie wartościami. Standard tych akademików jest w cenie, która może nie jest niska, ale w porównaniu do cen wynajmu kawalerki w budynku komunalnym, to się zdecydowanie bardziej opłaca. Masz tam swój pokój, mały apartament, w którym możesz przebywać sam, ale kiedy tylko chcesz, możesz poznać wielu nowych przyjaciół z 733 pokoi! Mogę powiedzieć, że akademik w Katowicach to będzie prawdziwa petarda. Nie mogę się już doczekać, kiedy wejdę tam do środka. W sumie, sam chciałbym tam zamieszkać i poczuć ten „vibe”.

Porozmawiajmy trochę o memach, które tworzysz. Dzięki swojej uniwersalności, mimo użycia śląskiej godki, trafiają do wielu odbiorców.

Na tym właśnie mi zależy. Jestem ze Śląska, tu się wychowałem i dla mnie jest czymś naturalnym, że godom również w towarzystwie osób, które nie są stąd. Moi znajomi, którzy nie mieli do czynienia z godką, sami zresztą wtrącają słówka typu: fest czy pieronie. Stało się to dla nich naturalne. Zresztą, ja lubię mieszać to, co jest typowo śląskie z „polskimi” słowami. Uważam na przykład, że sos do rolady świetnie smakuje z frytkami. Mam w ogóle wrażenie, że Śląsk z tym poczuciem humoru i dystansem ratuje cały ten smutny kraj.

Podobno Ślązacy są zbyt tradycyjni. Rolada musi być z kluskami śląskimi, a sos do rolad je się z roladą, a nie jak powiedziałeś - z frytkami. A ty pokazujesz, że tak nie jest.

Uważam, że te stereotypy są kompletnie nieprawdziwe. Ślązacy są bardzo otwarci i niezwykle tolerancyjni. Czuję, że mamy bardzo duży szacunek do odmienności drugiego człowieka. Nasza prawdziwość jest czymś pięknym. Jesteśmy także wyjątkowo bezpośredni – często ludzie mogą to odbierać jako negatywną cechę, a ja to bardzo cenię. Na Śląsku mamy nadal silne poczucie wspólnoty, doskonale się tu odnajduję.

Mieszkałeś przez lata w Warszawie, ale wróciłeś do Katowic. Gdy ktoś przeprowadzi się z większego, bądź mniejszego miasta, chociażby w naszym regionie, do stolicy kraju, to już tu raczej nie wraca. Ty zrobiłeś inaczej. Dlaczego?

Też tak myślałem. Jeszcze kilka miesięcy przed przeprowadzką do Katowic, po 10 latach mieszkania w Warszawie, w ten sposób stawiałem sprawę. Wychodzę teraz z założenia, że jeśli poczuję np. chęć zamieszkania we Wrocławiu, to to zrobię, ale jeśli po tygodniu stwierdzę, że źle się tam czuję, to wracam. Nie przywiązuje się do swoich wyborów. Często jest nam głupio przed nami samymi, ponieważ podjęliśmy jakąś decyzję i boimy się z niej wycofać. To tak jak z relacjami. Ludzie tkwią w bezsensownych relacjach z przyzwyczajenia. Mam nadzieję, że jeśli ktoś przeczyta mój słowniczek i z 30 zwrotów, dajmy na to... 15 - pasuje do ich obecnej relacji w związku, to może zastanowi się, że warto zrobić krok wstecz, aby pójść dwa kroki naprzód.

Wracając do memów. Nie obawiasz się, że kiedyś pomysły na nie ci się skończą albo formułą się wyczerpie?

Szczerze mówiąc, myślałem już o tym kiedyś, jak to będzie w przyszłości. Roobens ma już pięć lat, ja prawie 30, a pomysłów coraz więcej. Ja zresztą muszę sam w swojej głowie przebierać i decydować, które pomysły wcielę w życie, bo mógłbym się ostro zajechać (śmiech).

Pandemia zresztą dopisała kolejne rozdziały, które możesz wykorzystać w opisywaniu rzeczywistości za pomocą memów.

Pandemia w ogóle sprawiła, że ja się bardzo uspokoiłem. Dotarłem do sedna siebie. Zrozumiałem, co lubię, a także czego nie chcę już nigdy robić. To było dla mnie ważne. Może to bardzo brzydko zabrzmi, ale ja się naprawdę ucieszyłem, gdy pierwszy raz musieliśmy zostać w domu. Z prostego powodu: dostałem w łeb i poczułem, że mój organizm tyle razy mi mówił, że powinienem zwolnić, a teraz nie mam wyjścia. Nagle ze spotkań biznesowych, które trwały 2 godziny, zamienia się w to 15-minutowy „call”. Odzyskałem mnóstwo czasu. Dla mnie zawsze ważna była niezależność, takie poczucie że mogę robić to, co chcę, nie będąc przywiązanym do miejsca. Możliwość pracy z ludźmi online jest rzeczą, której nie chciałbym zmieniać. I tego nie zrobię. Nie chcę mieć biura.

A nie uważasz, że – mimo wielu możliwości kontaktu za pomocą mediów społecznościowych czy telefonu – przez pandemię kontakty międzyludzkie zostały osłabione?

Szczerze mówiąc, uważam że właśnie pandemia je zacieśniła. Przewartościowałem sobie, z kim naprawdę chcę mieć kontakt. Czy przyjaźnie i znajomości są nadal aktualne. Praca z ludźmi online jest cudowna, bo możesz z kimś połączyć się od razu, nie czekając aż ta osoba dojedzie na miejsce. Taka praca to przyjemność. Jeśli chodzi o prywatne relacje i spotkania z przyjaciółmi, z którymi również pracuję, to wówczas nie poświęcamy czasu na sprawy zawodowe. Paradoksalnie, ja bardzo lubię spędzać czas sam ze sobą, choć pewnie w testach osobowości wyszłoby mi, że jestem ekstrawertykiem. Dni, takie jak dzisiaj, gdy spotykam się na sesji zdjęciowej z innymi, są niezwykle interesujące, ale nie potrzebuję takiej dynamiki codziennie, lubię zwolnić. Życie jest sinusoidą – trochę „poweru”, trochę odpoczynku. Przez kilka lat egzystowałem w tak ostrej dynamice, nie chciałbym już tak. Moja znajoma kiedyś powiedziała mi, że jestem jak rakieta – podpalam się i lecę. Potrzebuję jednak takich momentów, kiedy ta rakieta jest zaparkowana i czeka na nowe wyzwania.

Nie przeocz

Tyle rzeczy udało ci się osiągnąć. Masz jeszcze jakieś marzenia?

Mam dużo marzeń. Dążę do czegoś, co jest bardzo niepopularne, ale uważam, że idealnie uszyte na miarę współczesnego świata – do braku stabilizacji w życiu, by móc sobie zawsze pozwalać na czerpanie radości z chwili. Zrozumiałem w tym roku dosyć dosadnie wyświechtane powiedzenie, które wszyscy doskonale znamy: „życie jest tylko jedno”. Niezależnie od tego, w co wierzymy, czy w życie po śmierci czy w reinkarnację, to nie pamiętamy raczej naszego poprzedniego życia. Nie bójmy się podjąć ryzyka. Jak chcesz mieszkać – dajmy na to – w Azji, to tylko w tym życiu możesz tego na pewno doświadczyć. Jeśli to jest twoje marzenie – zrób to, bo nie wiadomo czy kiedyś jeszcze Ci się to uda.

"Godej." można zamawiać w TYM miejscu.

Musisz to wiedzieć

Bądź na bieżąco i obserwuj

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Co przepisów tyn kery był wydany jeszcze za komuny czy tyn kery dodawano do DZ w 90 tych latach. Oba były do d.. y ze względu na pisownia śląsko, jedyni jeszcze mom

Dodaj ogłoszenie