Rybnik. Lekarze ze szpitala: Przyjmiemy wypowiedzenia od dyrekcji. Sprawa dotyczy 46 specjalistów. Czy staną oddziały w WSS nr 3?

Aleksander Król
Aleksander Król
Lekarze ze szpitala w Rybniku: "Przyjmiemy wypowiedzenia od dyrekcji". Czy staną oddziały w WSS nr 3? Aleksander Król
Lekarze szpitala w Rybniku przyjmą wypowiedzenia, które wysłała im nowa dyrektor WSS nr 3 w Rybniku. Sprawa dotyczy 46 specjalistów, lekarzy z długim stażem. - Dostaliśmy wszyscy wypowiedzenia. To są wypowiedzenia z pracy, choć według pani dyrektor dotyczą one zakresu - różnicy w wynagrodzeniu wynikającej z niewypłacania za zejście z dyżuru. Natomiast nie mamy tu wyboru, bo w przypadku nie przyjęcia warunków tego wypowiedzenia jesteśmy zwolnieni z pracy. Decyzja nasza w większości jest jednoznaczna - my te wypowiedzenia najprawdopodobniej przyjmiemy - mówi Krzysztof Potera, lekarz z 38 letnim stażem od początku zatrudniony w szpitalu rybnickim, jednocześnie przewodniczący związku zawodowego lekarzy w WSS nr 3 w Rybniku.

Lekarze ze szpitala w Rybniku: "Przyjmiemy wypowiedzenia od dyrekcji". Czy staną oddziały w WSS nr 3?

Przypomnijmy, 46 lekarzy Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 3 w Rybniku otrzymało wypowiedzenia warunków pracy i płacy – jak podkreśla dyrekcja – tylko w zakresie – dotyczącym wypłacania tzw. zejścia z dyżuru, ale w praktyce oznacza to, że jeżeli lekarze nie podpiszą tego dokumentu, zostaną zwolnieni. Jak ostrzegają lekarze - 1 kwietnia może stanąć jedyna niecovidowa interna w regionie, połączona ze stacją dializ. Zawieszona może zostać też kardiologia.

- Dostaliśmy wszyscy wypowiedzenia. To są wypowiedzenia z pracy, choć według pani dyrektor dotyczą tylko zakresu - różnicy w wynagrodzeniu wynikającej z niewypłacania za zejście z dyżuru. Natomiast nie mamy tu wyboru, bo w przypadku nie przyjęcia warunków tego wypowiedzenia jesteśmy zwolnieni z pracy. Decyzja nasza w większości jest jednoznaczna - my te wypowiedzenia najprawdopodobniej przyjmiemy. Nie będziemy ich kontestować, dlatego, że nie wyrażamy zgody na zabieranie nam gratyfikacji za pozostawanie w szpitalu. To wcale nie jest duży pieniądz - mówi Krzysztof Potera, lekarz z 38 letnim stażem od początku zatrudniony w szpitalu rybnickim, jednocześnie przewodniczący związku zawodowego lekarzy w WSS nr 3 w Rybniku.

Wypowiedzenia wysłane przez nową panią dyrektor Ewę Ficę kilkudziesięciu lekarzom i przyjęcie tych wypowiedzeń przez specjalistów może doprowadzić do poważnych konsekwencji.

Jeżeli przyjmiemy wypowiedzenia, czyli nie przyjmiemy warunków pani dyrektor to de facto od 1 kwietnia możemy się spodziewać braku możliwości realizowania świadczeń przynajmniej w trybie dyżurów na oddziale wewnętrznym pierwszym i stacji dializ – mówi Krzysztof Potera.

Sytuacja będzie patowa z kilku powodów - lekarze nie będą mogli pracować w trybie nadgodzin, które wyrobili już wcześniej a ponadto lekarze, którzy przyjmą wypowiedzenia będą musieli wybrać zaległe urlopy, w efekcie nie będzie ich w szpitalu.

Idąc tym tym tropem, od 1 maja w związku z wypowiedzeniami dla specjalistów z oddziału anestezjologii i intensywnej terapii, możemy się spodziewać zagrożenia dla pracy bloku operacyjnego - wylicza Potera.

- Możemy się spodziewać braku możliwości realizowania świadczeń na oddziale pediatrycznym - świetnym oddziale zresztą, ale tam są koleżanki, które w tym momencie wypowiedziały klauzulę opt-out (jeszcze w trybie miesięcznym to wypowiedzenie trwa). Od 1 maja już nie będą miały obowiązku pracować więcej niż 48 godzin. To jest kolejny oddział – wylicza Potera.

Dodaje, że są również oddziały, które zatrudnione są częściowo osoby na kontrakcie, a częściowo na umowę o pracę. Te oddziały również będą miały na pewno duże problemy z dopięciem grafików.

Wreszcie jest oddział kardiologii, w którym cały czas trwają rozmowy. Może dojść do tego, że od 1 kwietnia zostaną pozbawieni 50 proc. - mówi Potera.

Oddział wewnętrzny ze stacją dializ mocno obciążony przez covid a lekarzom wręcza się wypowiedzenia

Jarosław Wajda, internista, nefrolog szef stacji dializ rybnickiego szpitala tłumaczy, że pani dyrektor podejmuje decyzję o zwolnieniu praktycznie wszystkich specjalistów w momencie, największego obłożenia oddziału wewnętrznego i obciążenia samych lekarzy, którzy zaangażowani są w walkę z COVID.

- W tym szpitalu przez praktycznie 20 lat istniały bardzo intensywnie pracujące oddziały internistyczne, które miały około 56 łóżek. Oczywiście, że obłożenie tych łóżek zawsze było większe, ale ludzie byli bezpiecznie tutaj obsługiwany. W chwili obecnej z powodu epidemii jeden z oddziałów został zlikwidowany i przekształcony na oddział leczenia covid. W związku z tym zostaliśmy pozbawieni jednego ogromnego oddziału chorób wewnętrznych. Lekarze, którzy zostali na tym oddziale, zostali obciążeni pracą podwójnie. Realizujemy szczepienia przeciw covid. Pod oddziałem chorób wewnętrznych znajduje się nierozerwalnie z nim związana jedna z większych na Śląsku stacja dializ, która liczy praktycznie ponad 80 pacjentów dializowanych. W ramach szpitala realizujemy nie tylko leczenie pacjentów z przewlekłą chorobą nerek, ale też realizujemy leczenie pacjentów, tak zwanych na ostro - mówi Wajda.

Tłumaczy, że część interny została przekwalifikowana na oddział leczenia covid. I ta jedna interna - 56 łóżkowa została dodatkowo obciążona nie tylko pacjentami z powiatu, ale zasięg leczenia pacjentów z chorobami wewnętrznymi sięga praktycznie pod Opole. - Nas nie dziwi to, że tu przyjeżdżają karetki spod Opola czy Bielska. W związku z tym lekarze pracujący na tym oddziale są nieprawdopodobnie obciążenie – mówi Jarosław Wajda.

- W takim momencie pani dyrektor podejmuje decyzję o zwolnieniu praktycznie wszystkich specjalistów - zauważa.

Wajda dodaje, że to są naczynia połączone – bo na oddziale są lekarze, którzy się kształcą. - To są rezydenci, którzy w nas mają kierowników specjalizacji. W związku z tym bez nas ci lekarze zostaną pozbawieni kierowników i niestety będą musieli szukać innych jednostek – mówi Wajda.

- Od 1 kwietnia, czyli już przyszłym tygodniu, my prawnie w związku z działaniami pani dyrektor, która jasno określiła swoje stanowisko, nie możemy zostać w nadgodzinach. Dlatego, że okres rozliczeniowy godzin nadliczbowych jest dwumiesięczny. W związku z tym my w marcu wypracowaliśmy lwią część - nawet trzykrotność tych godzin nadliczbowych. Dlatego 1 kwietnia interna i potężna stacja dializ jest pozbawiona lekarza w godzinach nadliczbowych - mówią lekarze specjaliści.

- Może nam pani dyrektor zaproponuje dodatkowych lekarzy. Natomiast wiadomo, że specjalistów nie ma. Tym bardziej dziwi fakt, że pani dyrektor podejmuje taką decyzję, by zwolnić specjalistów, gdzie na rynku pracy czas pracy każdego z nas jest tak ogromnie cenny - dodaje Wajda.

Lekarze z wypowiedzeniami zauważają, że jeżeli pracownik jest w okresie wypowiedzenia trzymiesięcznego w tym okresie musi zrealizować swój urlop zaległy czy bieżący proporcjonalnie do okresu wypowiedzenia. - Koledzy w dużej części mają te urlopy zaległe z roku albo dwóch. To pokazuje, że w momencie, kiedy nie będzie zgody na warunki pani dyrektor, lekarze są w okresie wypowiedzenia i muszą zrealizować urlop czyli nie ma ich po prostu w szpitalu - zauważa Potera.

Anestezjologia newralgiczna dla całego rybnickiego szpitala

Artur Szymura, szef Związku Anestezjologów tłumaczy, że "rewolucja, która czeka szpital" dotyka również jego oddziału, gdzie specjaliści prawdopodobnie będą się musieli zmierzyć z decyzją o przyjęciu wypowiedzenia.

- Spory odsetek naszej drużyny stanowią właśnie szkolący się, którzy bez specjalistów nie mają możliwości kontynuacji szkolenia. W związku z tym będą prawdopodobnie musieli migrować do innych ośrodków, które dysponują odpowiednią ilością specjalistów. To nie jest tak, że jeden specjalista może wszystkich szkolić. W tym momencie nie chciałbym być w skórze jakiegokolwiek szefa, który musi jakoś łatać grafik, bo po prostu nie będzie to możliwe - mówi Artur Szymura.

Jak zauważają lekarze specjaliści dział anestezjologii i intensywnej terapii w szpitalu jest newralgiczny - po odejść 7 lub 8 specjalistów z działu anestezjologii, skład, który pozostanie nie będzie w stanie już w żadnym stopniu funkcjonować jako lekarze znieczulający na bloku operacyjnym.

Konsekwencje decyzji pani dyrektor w stosunku do anestezjologii dotykają praktycznie całego szpitala, głównie pionu zabiegowego - mówią.

Przecież są pacjenci. My chcemy tym ludziom pomagać, my chcemy przyjmować. Każdy z nas to robi od wielu lat. Koledzy zostają po dyżurach, wbrew temu, co nakazuje ustawa. Za to była jakaś tam gratyfikacja. My naprawdę nie zarabiamy kroci. Nie ma żadnych kominów na etacie. Pan minister Szumowski był uprzejmy 2 lata temu podnieść wynagrodzenie zasadnicze brutto lekarza z 2 stopniem specjalizacji do 6850 zł. To jest wszystko. Netto to wychodzi w granicach około 5 na rękę bez dyżurów oczywiście. Tymi dyżurami lekarze się ratują, stąd nasze działania, które wcale nie zmierzają do tego, żeby doprowadzić do upadłości, do zaprzestania pracy szpitala. Wręcz przeciwnie.
Ale decyzje pani dyrektor doprowadzą do takiego stanu - mówi Potera.

Ile pieniędzy stracą lekarze z Rybnika gdy odbierze im się "zejścia z dyżurów"

Ile pieniędzy stracą lekarze, gdy - jak chce dyrektor Ewa Fica - zabierze się im "zejścia z dyżurów"? Trzeba zaznaczyć, że sprawa dotyczy lekarzy zatrudnionych w szpitalu na umowę o pracę, których uposażenie jest o wiele mniejsze od tych zatrudnionych w ramach umów cywilnoprawnych.

- To bardzo łatwo policzyć, to są pieniądze wynikające z wynagrodzenia zasadniczego. Tu nie ma żadnej hosztaplerki. Dzieli się to przez ilość godzin zatrudnionego – każdy proporcjonalnie ma wynagrodzenie w stosunku do tego ile godzin pracuje i to jest stawka godzinowa. Ta stawka to jest około 40 zł za godzinę - wylicza Potera.

Ja jestem zatrudniony na 3/5 etatu, nie muszę brać dyżurów – dostaję 3370 zł na rękę – mówi Potera.

Lekarze tłumaczą, że próba szukania banalnych oszczędności przez panią dyrektor jest takie deprecjonowanie ich pracy.

- Po prostu my wybieramy jedną z opcji przedstawionych przez panią dyrektor. Czyli wybieramy przyjęcie wypowiedzenia. Bo nie wybierzemy warunków, które ona postawiła, bo uważamy, że są, po prostu w tych czasach, nie do przyjęcia - dodają lekarze.

- Jak ja tutaj jestem - jest 13 pani dyrektor w szpitalu. Za czasów mojego stażu z wieloma dyrektorami rozmawiałem w różnym stylu, na różnym etapie zaciekłości bądź przyjaźni. Różnie to bywało, ale rozmawialiśmy. Natomiast tutaj nie sposób się doprosić o jakiekolwiek rozmowy. Listem poleconym do domu zawiadamia się o wypowiedzeniach.
To, co usiłował rzecznik prasowy szpitala powiedzieć, że decyzje są po konsultacji związkowych, jest nieprawdą - dodaje Potera.

Wyrok Sądu Najwyższego, na który powołuje się dyrektor Ewa Fica dotyczy tylko jednego szpitala. I nie jest obligatoryjny

Dyrektor Ewa Fica, podczas konferencji 23 marca tłumaczyła, wręczane lekarzom wypowiedzenie tzw. “zejścia z dyżurów”, za które dotąd były płacone pieniądze, wynikają z uchwały Sądu Najwyższego z 2014 roku gdzie - jak przekonywała - jest stwierdzone, że za zejście po dyżurze jest niezasadnym pobieranie wynagrodzenia, bo to jest czas niepracowania.

Nie przeocz

Inaczej sprawę widzą lekarze, którzy otrzymali wypowiedzenia.

- W 2014 doszło do posiedzenia Sądu Najwyższego w składzie siedmioosobowym. Zapadła wtedy uchwała na niekorzyść lekarzy, to znaczy stwierdzono, że (red. zejście z dyżuru) jest to jakby forma odpoczynku. Za to nie należy się wynagrodzenie. Jednakże ten wyrok czy ta uchwała Sądu Najwyższego sprowadza się do tego, że po pierwsze dotyczy tylko jednego szpitala, w sprawie, którego ten wyrok zapadł, bo w Polsce nie ma instytucji precedensu więc to nie jest precedensowy akt prawny, tak jak w Stanach - tłumaczy Potera.

Potera tłumaczy, że należy to rozumieć tak – wyrok zapadł dla jednego szpitala i w tym konkretnym szpitalu nieprawne jest to działanie, by wypłacać lekarzom “zejścia z dyżurów”. Natomiast jest to jedynie jakby wskazanie kierunku dla dyrektorów.

- Ponadto ta uchwała jeśli już – mogłaby zwalniać dyrektorów szpitali z obowiązku płacenia za ten czas powiedzmy nieprzepracowany, natomiast nie zabrania tego. Czyli wszelka forma sugestii, że popełniono jakieś przestępstwo, wykroczenie nie jest właściwa dlatego, że było to zgodnie z obowiązującym prawem – mówi Potera.

- Wszystko, co pani dyrektor teraz rozpętała dotyczy specjalistów, grona najbardziej doświadczonych, najstarszych lekarzy w tym szpitalu, którzy ten szpital tworzyli dzięki swojej pracy. I to nie jest tak, że schodzimy po dyżurach. To jest tak kolokwialnie powiedziane. Każdy z kolegów, który pełni dyżur, musi potem zostać, musi przedstawić raport, odbyć wizytę, dokumentację uzupełnić i tak dalej. Trwa to czasem godzinę, czasem 3, a czasem 4 godziny. To jest też czas przepracowany – mówi Krzysztof Potera.

Szef Związku Zawodowego Lekarzy tłumaczy jak funkcjonował wcześniej szpital w Rybniku. Tłumaczy, że ustawa o działalności leczniczej z 2011 roku wprowadziła w życie zapisy unijne dotyczące czasu pracy między innymi lekarzy. Chodzi o personel z wyższym wykształceniem medycznym, w tym lekarzy. Te zapisy mówią jednoznacznie, że lekarz może przepracować - tygodniowo 37 godzin 55 minut. Ten limit może być zwiększony bez jego zgody do 48 godzin w tygodniu. Jeżeli okres pracy ma być wyższy niż 48 godzin w tygodniu, ale nie wyższy niż 72 godziny, jest na to potrzebna specjalna zgoda. To unijny zapis – tzw. klauzula opt-out. Nie ma to nic wspólnego z jakimś naszymi wewnątrz szpitalnymi ustaleniami.

- W momencie, kiedy w naszym szpitalu sytuacja kadrowa jest jaka jest w zasadzie na wszystkich oddziałach, te klauzule opt-out były podpisywane w jednym celu - żeby szpital mógł funkcjonować, bo próbowaliśmy w jakikolwiek sposób zorganizować pracę. W trybie tylko ustawowym się nie da. Po prostu wpadlibyśmy w połowie miesiąca - mówi Potera.

- Doszliśmy do porozumienia z poprzednią panią dyrektor, że pracujemy biorąc większą ilość dyżurów. Co ważne po takim dyżurze nie możemy pracować dalej. Zakazuje nam tego właśnie ta ustawa. Nie możemy pracować - czyli ustawa nakazuje nam dyżurować, jednocześnie zakazuje pracować później - tłumaczy.

Zobacz koniecznie

Lekarze z Rybnika piszą do dyrekcji, marszałka i wojewody

Dziś (25 marca) lekarze napisali pismo do pani dyrektor, w którym przedstawiają to, co może się stać. Jednocześnie kończąc to pismo ponawiają prośbę o spotkanie, o spokojne przedyskutowanie tematu.

- Zaznaczamy, że nie chcemy niczego więcej, a jedynie chcemy po prostu utrzymać status quo. I przede wszystkim zależy nam na tym, by te działania pani dyrektor nie spowodowały zamknięcia szpitala. To ostateczność, ale słyszeliśmy ze źródeł z zaprzyjaźnionych szpitali, w których pani dyrektor była uprzejma wcześniej zarządzać, że niewiele brakowało. A takich doświadczeń w Rybniku naprawdę nie chcemy. Ucierpią z powodu tych działań mieszkańcy regionu - mówią lekarze.

- Wystosowaliśmy pismo odpowiednie do marszałka, wojewody śląskiego, władz miasta, starostwa powiatowego, izby lekarskiej. Poczekamy na efekty - dodają.

Musisz to wiedzieć

Komisja Europejska odwołuje zamówienie 300 mln szczepionek

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie