Rządowa umowa społeczna ze związkowcami to nie to samo co sprawiedliwa transformacja całego regionu

Materiał informacyjny sponsorowany przez Grupę EPL w Parlamencie Europejskim

DZ: 1 maja, jak co roku, będziemy obchodzić kolejną rocznicę naszego wejścia do Unii Europejskiej w 2004 r. Negocjacje w sprawie członkostwa we Wspólnocie rozpoczął - jako ówczesny premier Polski - Jerzy Buzek. Jaka dziś refleksja przychodzi mu do głowy - po tych 17 latach w UE?

JB: 17 lat - kiedy to minęło?! (śmiech). A zupełnie serio - to w pewien sposób niezwykłe, że już za rok osiągną pełnoletniość Polki i Polacy, którzy całe swoje życie - od dnia narodzin - spędzili wyłącznie w kraju będącym członkiem Unii. Osoby, które dzisiaj są już pełnoletnie, ale mają po 20-21 lat, również zresztą kompletnie nie pamiętają innej Polski - i innej Europy. To już są całe roczniki - w zasadzie miliony ludzi - dla których PRL, zimna wojna i Żelazna Kurtyna to prehistoria, a i cała transformacja lat 90-tych i początku XXI w. znana jest wyłącznie z podręczników. To dobrze, to cieszy, choć niesie to też zupełnie nowe - i całkiem poważne - wyzwanie.

Jakiego rodzaju to wyzwanie?

Mówiąc w największym skrócie: jak komunikować się, jak przekonywać do swoich racji, jak trafiać z programem wyborczym do kogoś, kto zupełnie nie pamięta, jak wyglądała Polska przed wejściem do Unii Europejskiej, kto raczej słabo pamięta ostatnie rozszerzenie Unii (o Chorwację - w 2013 r.), za to - pamięta doskonale wychodzenie z niej Wielkiej Brytanii rok temu? To jest pytanie, na które odpowiedź trzeba znaleźć szybko, bo najpóźniej w 2023 r. osoby te po raz pierwszy mogą zagłosować w wyborach parlamentarnych, a w 2024 r. - w wyborach europejskich. I żeby nie zostać odebranym jak Prezydent, który oskarżył nagle na Twitterze młodzież, że jakoby lekceważy lub nie zna twórczości Krzysztofa Krawczyka: to także dzięki młodym ludziom poparcie dla naszego członkostwa w UE oscyluje wokół rekordowych 90%. Problemem nie jest młodzież lecz ci politycy, dla których cyniczna antyunijna propaganda, określanie Unii „wyimaginowaną wspólnotą”, szczucie i dezinformowanie o niej są jedynymi sposobami funkcjonowania w życiu publicznym.

Walka z dezinformacją i tzw. fake newsami o UE w regionie to zadanie, które Komisja Europejska stawia Punktom Informacji Europejskiej „Europe Direct”. Jednym z nich zostało parę tygodni temu Stowarzyszenie „Pro Silesia”, które otrzymało dotację na prowadzenie takiej placówki w województwie śląskim w latach 2021-2025. Pan wspierał ich w Brukseli w ich staraniach.

Robiłem to z pełnym przekonaniem - i cieszę się bardzo, że się udało. To dobra wiadomość zarówno dla Unii, jak i całego regionu. W ostatnich latach Stowarzyszenie wyrobiło sobie w Brukseli solidną markę - doceniana jest jego aktywność na poziomie unijnym, doświadczenie i rozbudowany network. Jeden z ojców założycieli Stanów Zjednoczonych, Benjamin Franklin, mawiał: „Powiedz mi, to zapomnę. Naucz mnie, to może zapamiętam. Zaangażuj mnie, to się nauczę”. „Pro Silesia” nie tylko sama jest zaangażowana w szeroko rozumiane współtworzenie projektu europejskiego, ale i - doskonale angażuje do tego obywateli, m.in. przez informację, edukację, debaty. Przewodnicząc komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii Parlamentu Europejskiego (ITRE) wiele razy miałem przyjemność współpracować ze Stowarzyszeniem przy projektach, których tematyka jest dziś w centrum sztandarowych programów Komisji Europejskiej: Europy Cyfrowej i Europejskiego Zielonego Ładu. Zawsze byłem pod wrażeniem profesjonalizmu, pracowitości i europejskiej pasji całego zespołu „Pro Silesii”.

Samo wdrażanie Zielonego Ładu w ostatnich tygodniach przyśpiesza - państwa członkowskie i Parlament Europejski porozumiały się odnośnie ostatecznego kształtu Prawa Klimatycznego. Oznacza to, że cel redukcji emisji CO2 dla Unii Europejskiej na 2030 r. zostanie podniesiony do 55%, za to do neutralności klimatycznej w 2050 r. zobowiązana będzie UE jako całość, a niekoniecznie - pojedyncze kraje członkowskie. Jak Pan ocenia te ustalenia?

Od początku się za nimi opowiadałem. Jeżeli bowiem na serio myślimy o skutecznym ratowaniu naszej planety - a ja innego sposobu myślenia nie dopuszczam, to niezbędne jest stawianie sobie celów bardzo ambitnych, ale i - mających realne szanse na realizację. Cele 60% lub nawet 65% na 2030 r., których domagała się część koleżanek i kolegów w Parlamencie Europejskim, miały - niestety - mało wspólnego z realizmem, za to sporo - ze swoistym populizmem klimatycznym. Jest on podobnie nieodpowiedzialny i szkodliwy jak twierdzenie, że w ogóle nic nie należy robić, bo przecież żadnych zmian klimatu nie ma.
Musimy pamiętać, że chcemy ograniczać emisje CO2 i globalne ocieplenie, a nie - konkurencyjność naszych gospodarek czy miejsca pracy naszych obywateli. I - co równie ważne - konieczne jest branie pod uwagę, że państwa i regiony w Unii mają różne punkty startowe, możliwości i zasoby jeśli chodzi o ich działania na rzecz klimatu.

Prawo Klimatyczne w swojej obecnej formie to uwzględnia?

Tak - i mówię to z satysfakcją, bo mocno o to zabiegałem. Cel 55% w 2030 r. - a więc już za 8,5 roku - to ogromne wyzwanie. Zapisy, które dzisiaj mamy, dają jednak szansę każdemu - w tym Polsce i województwu śląskiemu - na sprawiedliwą i efektywną transformację. Ale jest jeden podstawowy warunek: trzeba się do niej zabrać od razu i na serio. Jeśli ktoś ma nadzieje, że przejedziemy „na gapę”, to jest w wielkim błędzie.

Słychać jednak obawy, że brak obowiązku osiągnięcia do 2050 r. przez każdy kraj neutralności klimatycznej sprawi, że na przykład Polska nigdy jej nie osiągnie. Co by Pan na to odpowiedział?

Nawet analizy przygotowywane przez ośrodki związane z rządem, takie jak Polski Instytut Ekonomiczny pokazują, że mamy szansę osiągnąć tę neutralność w 2056 r. Tylko - tak jak powiedziałem: samo się to nie zrobi.
Być może kluczowe jest zrozumienie - przez władze, ale i obywateli - że tu nie chodzi o jakiś abstrakcyjny cel, którym mityczna Bruksela pęta nam ręce. W polskich realiach chodzi tu też na przykład - nijako „przy okazji” - o walkę ze smogiem. Według Europejskiej Agencji Środowiska, na 100 miast z najgorszym powietrzem w Europie, co trzecie jest polskie. Powtarzam: co trzecie! A w opublikowanym kilka tygodni temu prestiżowym piśmie medycznym „The Lancet Plenary Health” rankingu 10 europejskich miast najbardziej zagrożonych śmiertelnością w wyniku smogu, 5. miejsce zajmuje Metropolia Śląska, 7. - Jastrzębie-Zdrój i 9. Rybnik. Czy to naprawdę wymaga jeszcze jakiegoś komentarza?

A co z połową polskiej puli w ramach Funduszu Sprawiedliwej Transformacji? W lipcu Premier Morawiecki pozwolił, by te pieniądze zostały Polsce zabrane - o ile nie zadeklaruje włączenia się w realizację unijnego celu neutralności klimatycznej. A na razie - jako jedyne państwo w UE - tego nie robi. Pan - jako pomysłodawca i współtwórca tego Funduszu - od początku bije na alarm.

I nadal to robię, bo po pierwsze - chodzi aż o 8 mld zł, które w ciągu tylko kilku najbliższych lat stracimy w wyniku tej zupełniej niezrozumiałej, szkodliwej decyzji polskiego premiera. Co najmniej ¼ tej kwoty, ok. 2 000 mld zł, mogło trafić na Śląsk i do Zagłębia. I po drugie - i tu dochodzimy do sedna sprawy: to nie są środki zabierane Jerzemu Buzkowi czy Mateuszowi Morawieckiemu - one są zabierane mieszkańcom naszych regionów i miast górniczych. To dramatycznie mniej pieniędzy dla Bytomia, Rudy Śląskiej czy Mysłowic na wspomnianą już walkę ze smogiem, rozwój odnawialnych źródeł energii czy ekologicznego transportu miejskiego, na rewitalizację zdegradowanych terenów pokopalnianych i tworzenie tam nowych miejsc pracy, na nową infrastrukturę społeczną dla młodzieży i seniorów.

Jest jeszcze szansa, aby te środki uratować?

Tak, zadbaliśmy o to w trakcie negocjacji ostatecznego kształtu Funduszu pod koniec ubiegłego roku. Uczestniczyłem w nich jako sprawozdawca mojej komisji ITRE - udało się wywalczyć jeszcze kilkanaście miesięcy na zmianę decyzji przez Polskę. Nie było to proste, bo wielu chciało te pieniądze zabierać od razu. Tłumaczyłem jednak, że w ten sposób za skandaliczne działania polskich władz zapłacą mieszkańcy regionów górniczych - ten argument spotkał się, na szczęście, z dużym zrozumieniem.

Na koniec, Panie Premierze, pytanie o podpisaną przez rząd ze związkami zawodowymi w środę umowę społeczną, regulującą zasady zamykania kopalń węglowych do 2049 r. Czy widzi Pan szansę na jej notyfikację w Brukseli?

Nie wchodząc w szczegóły zapisów tego porozumienia - bo nie one są tutaj, tak naprawdę, najważniejsze - osobiście mam dwa poważne problemy z tą umową.

Po pierwsze - górnikom i ich rodzinom, ale i całej opinii publicznej, rząd i związkowcy próbują wmawiać, że podpisano coś o jakimś historycznym znaczeniu. Z całym szacunkiem, ale bez akceptacji Komisji Europejskiej dla szeregu zawartych tam rozwiązań, cały ten dokument jest wart niewiele więcej niż papier, na którym go wydrukowano. A szanse na to, że taka zgoda się pojawi, są w zasadzie żadne: wspieranie wydobycia w nierentownych kopalniach byłoby bowiem, z punktu widzenia unijnego prawa, formą niedozwolonej pomocy publicznej. Mam wrażenie, że i rząd i związki zawodowe doskonale to rozumieją - ale zawsze to Komisję Europejską można będzie obwinić za to, że porozumienie nie wejdzie w życie. To jest cyniczne, krótkowzroczne, skrajnie nieodpowiedzialne.

A drugi problem, który widzi Pan w tej umowie?

Jest on może nawet istotniejszy: to porozumienie jest prezentowane - nie do końca wiadomo na jakiej podstawie - jako gwarancja sprawiedliwej transformacji całego Śląska. Mówili o tym otwarcie związkowi liderzy - i mają prawo do swojego zdania. Ale już rząd nie ma prawa tak tego przedstawiać. Próbując spełnić zrozumiałe oczekiwania 83 tysięcy górników - nieudolnie, z opóźnieniem, po festiwalu składanych im w ostatnich latach obietnic bez pokrycia - zupełnie ignoruje na przykład ok. 400 tysięcy osób związanych pośrednio i bezpośrednio z szeroko rozumianą branżą górniczą i całym jej łańcuchem dostaw. Tych ludzi władza nie widzi, nie rozmawia z nimi, nie ma im niczego do zaoferowania. Trudno tu zatem mówić o jakiejkolwiek transformacji, a już tym bardziej - że jest ona sprawiedliwa.

Dodaj ogłoszenie