18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Rządziły za ladą PRL-u. Powrócą?

Magdalena Nowacka
"Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz" - PRL-owska rzeczywistość w filmach była tylko lekko przesadzona Kadr z filmu "co mi zrobisz, jak mnie złapiesz"
Kleiły kartki na cukier, rywalizowały przygotowując kiermasze, dawały "spod lady", reklamowały "noże, które nigdy się nie tępią". Ekspedientki epoki PRL-u. Spotkać je można było między innymi w PSS "Społem". Namówiliśmy je do wspomnień o tamtych czasach. Powód? Zapowiedź firmy, że znów zamierza zawojować polski rynek. Pisze Magda Nowacka

Pamiętacie, jak pani Irena (Alina Janowska), ciotka Anuli z serialu "Wojna domowa" próbowała dla niej zdobyć "Odprawę posłów greckich"? Pytała o nią nawet panią Jadzię, ekspedientkę z supersamu Społem (Danuta Wołyńska). "A dobre to?" zapytała pani Jadzia, proponując jednocześnie konfidencjonalnym szeptem w zamian serwolatkę (luksus PRL-u, wędzona kiełbasa z drobno krajanego mięsa wołowego i boczku).

Pani Jadzia ewidentnie należała do grupy ekspedientek, które łaskawie, "po znajomości", wyciągały spod lady drogocenny towar. I taki wizerunek ekspedientek kultowej marki PRL-u, jaką była sieć Społem, pozostał w pamięci wielu z nas. Po latach inwazji zachodnich marketów, "Biedronek" i "Tesco", którym spółdzielnie dzierżawiły lokale po dawnych placówkach, ta właśnie sztandarowa polska marka o 135-letniej tradycji chce znów zdobyć rynek i szykuje się do reaktywacji.

Czy uda się zrzucić opinię siermiężnego supersamu, jaka przylgnęła do spółdzielców w czasach PRL-u? Czas pokaże. Póki co Społem chce być bardziej widoczne w galeriach handlowych i zastanawia się nad rozwojem sieci dyskontów. I tak już się dzieje. Przykładem mogą być delikatesy Społem w Bytomiu, które zdecydowały się wejść do galerii "Agora" . - Myślę, że mają szansę - mówi 60-letnia Wiesława Majewska z Bytomia. - Rośnie nowe pokolenie, które nie pamięta burkliwych ekspedientek i chętnie chodzi do marketów. Im nie będzie przeszkadzała historia, która była różna. A starsi? Być może trochę z sentymentu też tu zajrzą - dodaje. Jej delikatesy w "Agorze" bardzo się podobają.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera
Zupełnie nie pachnie tu Społem z PRL-u. Ale... za drogo. Za to obsługa miła.

A jakie były ekspedientki, które mogliśmy spotkać w sklepach czterdzieści, trzydzieści lat temu? Miały burkliwe głosy, postawę "władczyni za ladą" i nie zawsze czas na obsłużenie klienta. Tak przynajmniej je pamiętamy. A jak to wyglądało z drugiej strony lady? Różnie. Nie ulega wątpliwości, że na samą pracę dawne ekspedientki Społem raczej dziś nie narzekają. Kwitła propaganda sukcesu, kto tu się dostał, praktycznie byka schwytał za rogi. Popracowałaby znowu w Społem Apolonia Kołatek ze Skoczowa. Kilka dni temu skończyła 82 lata. Całe swoje zawodowe życie związała z tą firmą. Zaczęła w niej pracować zaraz po II wojnie.

- U nas w Skoczowie Społem to była wielka potęga i wielka historia. Najciężej było tuż po wojnie. Rok 1945 albo 1946. Kleju nie było, ale kartki już wchodziły. Trzeba było po dniówce zostawać i je robić. Mąkę się mieszało z wodą i jakoś się kleiło. Kiedyś pracownicy zostawili te kartki na wierzchu. I szczury je rozszarpały. Wielka afera była, mówiono, że to specjalnie - opowiada pani Apolonia.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera
Od 1959 roku aż do 1981 pracowała jako kierowniczka w wytwórni wód gazowanych. - Przyjeżdżali z tych zakładów, po tę sztucznie zmineralizowaną wodę. Ale konkurencji jeszcze też takiej nie było. Dopiero jak coca-colę zaczęto produkować, wytwórnia upadła - wspomina.

Kogo przyjmowano wtedy w Społem do pracy? - Każdy pracownik musiał przejść praktykę. Nie to, co teraz. Przychodzą osoby, co o handlu pojęcia nie mają - podkreśla. A że wtedy ekspedientki jak hrabianki się zachowywały? Cóż, taka historia handlu.

O tym, że do praktyk przywiązywano dużą wagę i kwitła rywalizacja, wspomina pani Rita, mieszkanka Kuźni Raciborskiej. Trafiła do firmy PSS Społem jeszcze jako uczennica, właśnie na praktyki. Ponad dwa lata przepracowała w firmie w Raciborzu, potem w Rudzie Śląskiej.

- Najbardziej zapamiętałam konkursy i kiermasze. Sprawdzano nasze umiejętności. Każdy, a w zasadzie każda, bo w większości to były dziewczyny, starałyśmy się pokazać naszemu kierownictwu z jak najlepszej strony - wspomina pani Rita. Chociaż dodaje zaraz, że i teraz są takie, co od progu biegną i pytają, czy nie pomóc.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera
- Myślę, że tych różnic nie ma tak wiele - mówi pani Agnieszka z Siemianowic Śląskich. Kiedy wchodzimy do marketu, często spotykamy hostessy zachęcające np. do degustacji serków - podaje przykład. Jaka różnica między nimi a ekspedientkami Społem na dawnych kiermaszach? Przede wszystkim w... strojach. Obecne kolorowe, z nadrukami, często czapeczka z daszkiem. A dawniej zamiast niej bardzo (jeśli w ogóle) mało twarzowy czepek, który każdej z pań dodawał lat i równie brzydkie fartuchy. Klienci? A różni. - Na początku lat siedemdziesiątych i w osiemdziesiątych, brali, co było, zachwyceni, że jest. Potem już zaczęło się wybrzydzanie. Pamiętam, jak chleb już nie był na kartki, to przychodzili, nosem kręcili i każdy chciał inny. A to z wypieczoną skórką, a to z miękką skórką. Trzeba było mieć nerwy - wspomina.

Na pewno Społem, które chce się reaktywować, musi pomyśleć o dobrej, nowoczesnej reklamie i promocji. Kulisy dawnego medialnego wizerunku firmy, zdradza nam Maria Hałaś, przewodnicząca związków zawodowych w bytomskim Społem, z firmą związana od 1971 roku.

- W okresie ogólnej prosperity gierkowskiej była nawet nadprodukcja towarów! - mówi. - Robiliśmy wtedy wspólnie z "Dziennikiem Zachodnim" akcje reklamowe z hasłami w stylu "Każda dobra gospodyni kupuje i ma w spiżarni co najmniej 10 kilogramów cukru i mąki oraz kaszy" - dodaje. Pamięta, jak otwierano w Siemianowicach Śląskich Spółdzielczy Dom Handlowy "Tęcza".

- Jako pracownicy wiedzieliśmy, jakiego towaru możemy się spodziewać. Od rana się ustawialiśmy, aby zdobyć coś dobrego z importu. W dziale AGD można było wtedy dostać kuchenne noże ze Szwecji. Zapytałam ekspedientki, czy nie będzie problemu z ich ostrzeniem. A ona mi na to: "Te noże są tak dobre, że nie wymagają ostrzenia nigdy" - śmieje się pani Maria. O dziwo, nóż ma do dzisiaj. Koniec lat siedemdziesiątych to jednak koniec pełnych półek. Braki towaru znowu próbowano nadrobić reklamą.
- W tym czasie z towarem różnie bywało, więc jak już coś było, to pokazywało się w witrynach sklepowych - opowiada pani Maria. Jak więc rzucili cukierki, to na wystawie rozdawały je krasnale z królewną Śnieżką. Pamięta też, jak zatrudnione specjalnie fotografki, miały zrobić zdjęcie reklamujące polo-coctę, która była naszą swojską podróbką coca-coli. - Był pomysł, że szklanka z napojem ma być oszroniona. Nie mogliśmy sobie z tym poradzić. Próbowaliśmy maczać szklankę w glicerynie, ale nic z tego nie wyszło - opowiada pani Maria.

Lepiej poszło, kiedy kręcili film reklamowy (puszczany w kinie przed kroniką filmową. Nie myślcie, że dzisiejsze reklamy na dużym ekranie to przywilej współczesnych czasów - przyp. red.). Otwarto kolejny SDH. Jego wizytówką miały być garnitury z polskiej Elany. Pomysł był taki, że mężczyźni wejdą do wody w garniturach, a potem wyjdą, pokazując, że wcale się nie zniszczyły.

- Zmontowaliśmy reklamę "od tyłu" - śmieje się pani Maria. Wchodzili do wody, a na filmie wyglądało tak, jakby z niej wychodzili. Powszechne były kampanie reklamowe z okazji rozpoczynającego się roku szkolnego. Pani Maria pokazuje zdjęcia uczniów w fartuszkach i z tornistrami. Jako jeden z bohaterów w tej reklamie wystąpił jej syn.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera
Na przełomie lata i jesieni Społem organizowało kiermasze przy pomniku harcerzy w Katowicach. Na placu ustawiano wtedy czterometrową "Karolinkę" z rozłożonymi kieckami, których końce wyłożono skrzynkami owoców i warzyw. Kiedyś przygotowywali też reklamę związaną z oszczędzaniem. Wykorzystano postać złodzieja kradnącego portret Mona Lisy i banknoty 5-tysięczne. Plastykom wyszło super. Podróbki były tak dobre, że panowie wezwani zostali na milicję. Mieli pecha, bo krążyła informacja o fałszywych banknotach. Na szczęście uwierzono, że to tylko reklama.

- Społem? To moja młodość - mówi Natalia Borówka z Będzina. - Niech wróci na dobre. To trochę jak podróż w czasie - podkreśla.

Uprzejmi, ale bez uśmiechu i z brakiem wiedzy o towarach

Z Andrzejem Zabawą, trenerem ds. szkoleń obsługi klienta AVENHANSE Sp. z o.o. w Warszawie, rozmawia Magda Nowacka

Obecnie kładzie się spory nacisk na kontakt z klientem. A jak to wyglądało w latach 70. czy 80.?
Szkoleń dla sprzedawców, jak mają traktować klienta, nie było wiele. Jeśli już, to w ograniczonej formie. W szkole handlowej starano się przekazać, jak ten kontakt powinien wyglądać, ale rzeczywistość szybko tę wiedzę weryfikowała. Wpływ na to miał fakt, że w sklepach towaru praktycznie nie było. Klient nie wybrzydzał, bo nie miał wyboru. A ekspedient występował z pozycji "pana i władcy", który mógł, ale nie musiał sprzedać. Nie zwracał więc uwagi na kwestie uprzejmości, zachęcania, bo nie miał takiej potrzeby. Z drugiej strony klientowi puszczały nerwy po godzinach stania w kolejce. Wiedział jednak, że wyładowanie frustracji na ekspediencie może zaszkodzić bardziej jemu niż sprzedawcy. Panował specyficzny klimat społeczny z jednej strony "walki o moje" z drugiej "szukania znajomości". Wyjątkiem były małe sklepy, na wsiach. Tam pracowały osoby znane w swoim środowisku i tu kontakt z klientem był sympatyczniejszy, familiarny.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera
Dzisiaj towar wręcz wylewa się z półek, sprzedać go trudniej. Jak bardzo zmienili się w tej sytuacji sprzedawcy?
Myślę, że bardzo, zwłaszcza młodzi ludzie i w większych sklepach. Po pierwsze dlatego, że te dawne realia, kiedy nie było towaru, po prostu nie mieszczą się im w głowie. Teraz wszystkie firmy kładą nacisk na specjalne szkolenia obsługi klienta, wzbogacone o kursy z negocjacji czy psychologii. Ekspedient musi wiedzieć, w którym momencie przywitać klienta, kiedy i jak doradzić. Uprzejmość jest już na porządku dziennym.

Klient mniej zdenerwowany, towar na półkach, czyli idealna obsługa?
Nie do końca. Brakuje uśmiechu i umiejętności przekonania oraz doradzenia. Klient ma teraz problem nie z brakiem towaru, ale z jego wyborem. A współczesne ekspedientki nie zawsze potrafią wykazać się wiedzą w tym zakresie.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Mark.

Czy byly w najnowszej naszej historii kartki na chleb ?! Nie przesadzajmy!

Dodaj ogłoszenie