Rzemieślników najbardziej boli to, że zapewnienia rządu nie są realizowane - mówi nam prof. Jan Klimek z katowickiej Izby Rzemieślniczej

Monika Chruścińska-Dragan
Monika Chruścińska-Dragan
Prof. Jan Klimek, prezes zarządu Izby Rzemieślniczej oraz Małej i Średniej Przedsiębiorczości w Katowicach
Prof. Jan Klimek, prezes zarządu Izby Rzemieślniczej oraz Małej i Średniej Przedsiębiorczości w Katowicach Mat. Izby Rzemieślniczej w Katowicach
- Obietnice jeszcze nie są spełniane, nie wiem, gdzie są te miliardy, o których się mówi, na pewno jeszcze nie trafiły do firm - mówi nam prof. Jan Klimek, prezes Izby Rzemieślniczej oraz Małej i Średniej Przedsiębiorczości w Katowicach, która wystosowała do premiera Mateusza Morawieckiego dramatyczny apel o podjęcie dialogu z przedsiębiorcami i przyspieszenie realizacji pakietu pomocowego.

Jakich rozwiązań w Tarczy Antykryzysowej najbardziej rzemieślnikom i małym firmom brakuje?

Prof. Jan Klimek: My wszystkie zapewnienia rządu dotyczące pomocy przedsiębiorcom przyjmujemy z otwartymi ramionami. Bardzo ucieszyła nas informacja na samym początku, że będziemy zwolnieni z opłacania ZUS przez trzy miesiące, jest to spora ulga. Tym co boli rzemieślników najbardziej jest to, że zapewnienia rządu nie są realizowane. Nasi przedsiębiorcy skarżą się, że żadnego finansowego wsparcia jeszcze nie otrzymali, a to, które jest im obiecywane, jest zdecydowanie za małe. Proszę postawić się w sytuacji fryzjera, który ma dwa salony, w których zatrudnia obecnie 9 osób. Ten fryzjer od ponad miesiąca nie ma żadnego dochodu, a pracownikom musi wypłacić wynagrodzenie, zapłacić za czynsz i inne opłaty. Może uda mu się przetrwać miesiąc, może półtora i co dalej? Rozmawiamy z naszymi przedsiębiorcami, póki co zdecydowana większość nie otrzymała żadnych pieniędzy, wszystko finansują ze swoich zasobów. Obietnice jeszcze nie są spełniane, nie wiem, gdzie są te miliardy, o których się mówi, na pewno jeszcze nie trafiły do firm.

Najbardziej poruszyło mnie to, że ja jako prezes Katowickiej Izby Rzemieślniczej oraz Małej i Średniej Przedsiębiorczości w Katowicach apelowałem do kolegów-rzemieślników, żeby nie zwalniali pracowników, tylko utrzymywali firmy, ponieważ pomoc rządu musi nadejść. Tym bardziej, że byliśmy o tym zapewniani. W tym momencie rzemieślnicy mówią do mnie: panie prezesie, my pana posłuchaliśmy i z tego nadal nic nie wynika.

Ile jeszcze rzemieślnicy i mali przedsiębiorcy są w stanie wytrwać w zawieszeniu?
JK: Z naszych badań wynika, że 9,2 proc. mikrofirm i firm rodzinnych miało pieniądze na utrzymanie działalności przez miesiąc. Ten czas minął, więc tych firm już powinno nie być. Ok. 60 proc. firm powiedziało, że są w stanie przetrwać około trzech miesięcy, które miną w połowie maja. Jeśli do tego czasu nie nadejdzie realna pomoc, kolejne firmy zaczną zwalniać pracowników. Śląscy przedsiębiorcy nabyli umiejętności kognitywnych, znajdywania rozwiązań w sytuacjach nieprzewidywalnych. My to umiemy robić, ale ten kryzys nas przerasta. Dlatego na końcu apelu napisałem w imieniu całego śląskiego rzemiosła: Panie Premierze, stoimy nad przepaścią. Słowa nas nie uratują, potrzebujemy realnej pomocy. Proszę wyciągnąć do nas rękę”. My tej pomocnej dłoni teraz naprawdę potrzebujemy, jak rzadko kiedy. Niebezpieczne jest to, że z każdym dniem maleje wiara w to, że firmy możemy utrzymać. A przecież generalnie małe i średnie przedsiębiorstwa tworzą ok. 67 proc. PKB w Polsce. Na Śląsku mamy bardzo dużo firm rodzinnych i ich właściciele są szczególnie zżyci ze swoimi biznesami. Oni nie schodzą z pokładu, tylko będą trwali do końca na stanowisku. Ale są jakieś granice wytrzymałości.

Czy te granice już zostały przekroczone?
JK: Dla wielu już tak, część próbuje sobie radzić jak tylko może. Obecnie przedsiębiorcy wykorzystują swoje oszczędności, często chowane właśnie na „czarną godzinę”, by przetrwać. W wielu przypadkach są to oszczędności ich życia, co będzie jak one się skończą? Będziemy mieli urzędy pracy pełne bezrobotnych byłych przedsiębiorców i ich pracowników. W takiej sytuacji rząd powinien przejąć na siebie ciężar odpowiedzialności za te firmy. Dopłaty powinny odbywać się szybko i na czas, ogromna biurokracja kompletnie nie pomaga. Stosy dokumentów i zaświadczeń, w sytuacji, gdy walczymy o przeżycie są niedopuszczalne. Również sektor bankowy musi wyjść naprzeciw takim firmom, niejedna będzie się musiała ratować wsparciem, bo 5 tysięcy złotych w wielu przypadkach nie załatwia sprawy.

Czy jest dialog między stroną rządzącą a przedsiębiorcami?
JK: Ten dialog obserwuję w telewizji i w radiu, ale nie czuję go. W moim mniemaniu rzadko kiedy, jak właśnie teraz powinna się zebrać – może zrobić to na odległość – i współpracować Rada Dialogu Społecznego, która skupia przedstawicieli związków zawodowych, pracodawców i rządu. Współpraca jest funkcją trzech czynników – zaufania, wspólnoty interesów i komunikacji. Jeśli my apelujemy do premiera w tak drastycznym tonie, to znaczy, że zabrakło zaufania. Brakuje też odpowiedniego zarządzania zmianą. Zmiana to tez funkcja trzech czynników. Pierwszym jej czynnikiem jest niezadowolenie. Potem trzeba mieć nowy model w umowie, albo nową ideę i pracę, którą trzeba wykonać. My na razie mamy tylko niezadowolenie. Trzeba wypracować jeden model, najlepszy dla gospodarki. Ja myślę, że tu należałoby sięgnąć po autorytety naukowe – ekonomiczne, medyczne, prawne. Dzisiaj musimy sięgnąć po ludzi, którzy wspomogą cały proces wychodzenia z trudnej sytuacji.

Czy jest szansa, że jako gospodarka wyjdziemy z tego kryzysu obronną ręką?
JK: Myślę, że nie tylko polska, ale i światowa gospodarka zderzyła się z górą lodową. Pytanie teraz jak sobie inne gospodarki poradzą i jak Polska sobie poradzi. Czy to będzie góra, która nas pogrąży i utopi jak Titanica, czy trochę podziurawi okręt, ale jakoś z tego wybrniemy i popłyniemy dalej. My jesteśmy teraz w momencie, kiedy mamy podziurawiony okręt i potrzebna jest pomoc.
Kryzysy się zdarzają. Lekkie – co 11-13 lat, głębokie – co 30-40. Kryzys to jest zagrożenie, ale i szansa. Czasem trzeba się cofnąć, aby wziąć większy rozbieg. Podejrzewam, że inne kraje, kiedy minie kryzys postawią na nowe technologie, nowe procesy. Oczywiście niektóre branże cofną się o 10-15 lat, ale pewne pójdą do przodu. Ostatnie lata w Polsce były czasem wzrostu gospodarczego, wielokrotnie słyszeliśmy, że jako kraj radzimy sobie bardzo dobrze. Trzeba jednak pamiętać, że w czasach prosperity, należy oszczędzać, bo po latach tłustych zawsze przychodzą lata chude. Dziś przedsiębiorcy wykorzystują swoje oszczędności, by ratować firmy. Mam nadzieję, że nasz rząd też ma odłożone zasoby, by uratować z zapaści gospodarczej nasz kraj.

Obejrzyj dokładnie

Zobacz koniecznie

Bądź na bieżąco i obserwuj

Ćwiczenia WOT w pasie przygranicznym z Białorusią

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie