Sensacja w Będzinie. Na strychu kamienicy znaleziono żydowskie księgi modlitewne, zabawki, naczynia. Skarby przetrwały dziesięciolecia

Piotr Sobierajski
Piotr Sobierajski

Wideo

Nie widać jej od strony ulicy Modrzejowskiej w Będzinie. Schowana jest głębiej, ale jak się właśnie okazało przez dziesięciolecia skrywała bezcenne dziś skarby. Chodzi o kamienicę, oficynę pod numerem 46 – przed II wojną światową numerem 48 – gdzie pracownicy, którzy remontują poddasze znaleźli żydowskie modlitewniki i inne mające ogromną wartość historyczną przedmioty codziennego użytku.

Będzin. Modlitewniki, buty, zabawki na strychu kamienicy

Co zatem wydarzyło się na poddaszu?

- Pracownicy natrafili na kartki z zapisami hebrajskimi. A potem, po podzieleniu całości poszycia dachowego na fragmenty, odnalazły się księgi i ich fragmenty, takie jak Talmud, Tora, Humesz – mówi Adam Szydłowski, badacz dziejów i historii zagłębiowskich oraz będzińskich Żydów.

- Część tych ksiąg była zmielona, część w stanie bardzo złym, ale wiele z nich zachowało się w całkiem dobrym stanie. Te ostatnie pozbawione były okładek ze skóry, które wykorzystywane były do wyrobu innych przedmiotów codziennego użytku. Oprócz ksiąg znalezione zostały także m.in butelki, buty, lampy, fragmenty mebli, półki, zabawki. To wszystko zostało złożone do kilkunastu kartonów, będzie zbadane, a potem, mam nadzieję, że chociaż w części wyeksponowane, bo to unikatowe świadectwo przeszłości Będzina – dodaje.

Co znaleziono na strychu kamienicy? Zobaczcie zdjęcia
Kliknij "ZOBACZ GALERIĘ"

Dla pracowników, remontujących kamienicę, w której dziś mieszczą się mieszkania komunalne, to mogło być zaskoczenie, ale dla Adama Szydłowskiego oczywiście nie.

- Będzin był zamieszkały do 1939 roku przez 27 tysięcy osób wyznania mojżeszowego, więc można się było tego spodziewać. Historia miasta po 1945 roku wskazuje również na kilka cudownych znalezisk skarbów, czyli ksiąg, ale wielu będzinian odnalazło też złoto, srebro, naczynia liturgiczne. To znalezisko wpisuje się w dzieje Będzina, potwierdza jego wielokulturową przeszłość – podkreśla Adam Szydłowski.

Znalezione fragmenty ksiąg modlitewnych wykorzystane zostały do uszczelnienia dachu, stropu przez nowych lokatorów, którzy zjawili się tutaj po 1943 roku, kiedy to miejscowi Żydzi zostali stąd wysiedleni.

- Dla nowych mieszkańców te księgi nie przedstawiały żadnej wartości. Nie mogli nawet nic przeczytać. Wykorzystano więc to, co najlepsze, czyli skórę, a reszta została spożytkowana do izolacji. Tak, jak używano przed wojną do izolacji właśnie papieru. Co często były przyczyną ogromnych pożarów. Płonęły strychy, całe domy. Dzisiaj pracownicy wyjmując właśnie tą całą zaprawę pomiędzy stropem a pomieszczeniem strychu odciążają go, bo to było bardzo ciężkie i nakładają nowe elementy, które pozwolą przedłużyć żywot pewnie temu dawnemu, prywatnemu domowi modlitwy rodziny Londnerów, popularnie nazywanym gołębnikiem – podkreśla Adam Szydłowski.

Takie znalezisko potwierdza też fakt, że Żydzi liczyli, że kiedyś wrócą do swoich domów. Dlatego zostawiali tu m.in. przedmioty użytkowe, księgi modlitewne, ubrania, a często także schowane gdzieś złoto czy srebro.

Nie przeocz

Zew Londner nie doczekał tego sensacyjnego odkrycia

Kamienica i oficyna należały przed II wojną światową do majętnej, kupieckiej rodziny Londnerów. Najbardziej znanym jej przedstawicielem był Zew Londner oraz jego brat Mosze. Przyjeżdżali do Będzina bardzo często. Przeżyli Holocaust. Byli razem w bloku śmierci w Auschwitz Birkenau. Cudownie zostali ocaleni przez swojego ojca. Była także siostra Idka.

- To właśnie Zew najczęściej przyjeżdżał do Będzina. Wrócił tu zaraz po wyzwoleniu Auschwitz, ale nie został wpuszczony do swojego mieszkania. Dopiero po 1989 roku, kiedy Polska przywróciła stosunki dyplomatyczne z Izraelem, zaczął odwiedzać to miejsce. Można go było spotkać na podwórku ze swoimi kolegami z wojska. Był bowiem jednym z pierwszych pilotów eskadry będzińskiej, w tworzącym się wówczas państwie Izrael. Potem pracował w tajnych służbach, był też dyplomatą – opowiada Adam Szydłowski.

- Zew Londner nie oczekiwał zwrotu kamienicy. Najbardziej zależało mu na polskim obywatelstwie. Niestety, nie doczekał, ani obywatelstwa, ani tego sensacyjnego odkrycia na dachu swojego domu.

- Nie chodziło mu o mury, mieszkanie. Obywatelstwo polskie byłoby dla niego największym zaszczytem. Pod koniec swojego życia często bywał tutaj na podwórku. Ta ludzka życzliwość była już znacznie większa niż w latach wcześniejszych. Szkoda, że to odkrycie nastąpiło teraz, bo całą rodzinę bardzo by to ucieszyło. Był dobrym będzinianinem, dbającym o pamięć. Poinformowałem natomiast o tym wydarzeniu jego córkę. Była wzruszona – opowiada badacz dziejów będzińskich Żydów.

Co dalej ze znaleziskiem?

- Obecnie znalezisko zostało zabezpieczone i częściowo przekazane do Muzeum Zagłębia w Będzinie. Dokumenty muszą zostać szczegółowo przejrzane pod kątem stanu ich zachowania i wówczas zapadnie decyzja, co do ich konserwacji – informuje Kinga Wesołowska-Bodzek, rzecznik prasowa Urzędu Miejskiego w Będzinie.

Zobacz koniecznie

Musisz to wiedzieć

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Był w tajnych służbach Izraela o których opowiada byle pierdoła . . .

Napiszcie to w super expresie albo w cieniach i blaskach.

Dodaj ogłoszenie