Serial "Rezydencja", czyli tęsknota za "Dynastią"

Ola Szatan
Najbardziej elektryzujący tercet rodem z "Dynastii", czyli Krystle Carrington, Blake Carrington oraz Alexis Carrington-Colby mat. prasowe
Kiedyś zachwycaliśmy się przepychem "Dynastii". Teraz mamy własną... "Rezydencję". Czy serial o rodzimych miliarderach i nieprzyzwoicie drogich willach ma szansę na sukces, zwłaszcza w czasach, gdy luksus jest już bardziej dostępnym dobrem? O serialu pisze Ola Szatan

Czyniła prawdziwe spustoszenie na ulicach, przy okazji jednocząc całe rodziny, które z wypiekami na twarzy co tydzień zasiadały przed ekranem telewizora. W cień odchodziły problemy dnia codziennego, a na przypalony kotlet czy cieknący kran naturalną reakcją było machnięcie ręki. Liczyła się tylko ona. "Dynastia" - jedna z najpopularniejszych w historii telewizji wysokobudżetowych oper mydlanych, która w samych Stanach Zjednoczonych (w telewizji ABC) emitowana była raz w tygodniu przez 9 sezonów i to w porze najwyższej oglądalności.

Świat przepychu, luksusu, wielkich pieniędzy, interesów, o jakich pomarzyć mógł zwykły śmiertelnik, przyciągał przed telewizory także miliony Polaków.

Teraz "lepszego świata" możemy posmakować za sprawą nowego polskiego serialu obyczajowego "Rezydencja", naszpikowanego czołowymi polskimi gwiazdami i pięknymi krajobrazami, który od początku września emitowany jest na antenie TVP1. Jeszcze na długo przed emisją pierwszego odcinka pojawiły się głosy, że to "polski odpowiednik Dynastii". Czy tak jest w rzeczywistości?

W "Rezydencji" punktem zaczepienia jest historia bardzo bogatej rodziny, w której nagle, oprócz pieniędzy i wpływów, zaczynają liczyć się emocje. A to wszystko za sprawą zwyczajnej młodej kobiety, która trafia do imperium zarządzanego przez... jej ojca. O czym nie wie żadne z nich. - Odnaleziona po latach córka, zakazana miłość, bunt, rozpacz, wielkie nadzieje i szaleńcze, wyniszczające uczucia - zazdrość, nienawiść i wciąż żywa rana w sercu sprzed lat. Przed bohaterami otwiera się puszka Pandory z emocjami - tak serial zapowiadali jego twórcy.

Mieszkającą w pięknej rezydencji rodzinę Podhoreckich tworzą zamożni rodzice - Urszula (Grażyna Szapołowska) i Jan (Jerzy Zelnik), ich dwaj dorośli synowie: Marek (Jan Wieczorkowski) oraz Łukasz (Sambor Czarnota), a także nastoletnia córka Maria (Klaudia Halejcio). Marek to lekkoduch i żeglarz, niedbający o rodzinny majątek. Potrąci samochodem Basię Kochanowską i... zakocha się w niej. Nie wie, że dziewczyna jest jego siostrą. Basia (Anna Cieślak) to z kolei młodziutka dziennikarka. Idealistka, która chce walczyć z ogromnym holdingiem, by ocalić plac zabaw na Żoliborzu. Jest społecznicą, która zaniedbała swoje życie uczuciowe. Do czasu, gdy spotka Marka Podhoreckiego....

Skupmy się jednak na parze głównych bohaterów. Urszula to zadbana i atrakcyjna absolwentka malarstwa, która nie waha się użyć mało czystych zagrań, by ocalić dobre imię rodziny. Zaś Jan Podhorecki jest właścicielem imperium kosmetycznego. Chociaż niegdyś zakochany był w innej kobiecie - Elżbiecie Kochanowskiej, to swoją żonę Urszulę uważa po prostu za dobrą towarzyszkę jego uporządkowanego życia. Coś Wam to przypomina?

Dla wielu Urszula Podhorecka bliska jest słynnej Alexis, natomiast Jan to po prostu Blake Carrington. - Czy Jan Podhorecki to "polski Blake Carrington"? Ja bym go tak nie nazwał. Inne realia i pieniądze nie te, nawet w porównaniu z polskimi miliarderami - powiedział Jerzy Zelnik, odtwarzający rolę Jana. - Poza tym "Rezydencja" nie jest kopią amerykańskich produkcji w rodzaju "Dynastii". To opowieść w realiach życia ludzi zamożnych, ale w Polsce - dodaje.

Alexis w bohaterce kreowanej przez Szapołowską nie widzi Łukasz Wiśniewski, jeden z reżyserów "Rezydencji", który uczestniczył w pracach nad serialem od samego początku: jeszcze na etapie castingów i kompletowania obsady.

- Urszula nie jest zepsutą przez pieniądze kobietą, nie jest czarnym charakterem. To postać wielowymiarowa, która wplątuje się w intrygę, ale kieruje się przede wszystkim miłością do bliskich. Jeśli szukać "polskiej Alexis", to bardziej w siostrze Urszuli: Annie Żurowskiej, którą kreuje Katarzyna Figura. To ona reprezentuje skupioną na sobie, cyniczną postać - mówi Łukasz Wiśniewski.

Szapołowska i Figura niezależnie od losów ich bohaterek bardzo szybko stały się największą atrakcją serialu. Pikanterii dodawały spekulacje plotkarskich portali o rzekomej wzajemnej niechęci obu aktorek. A tymczasem okazało się, że nikt nikomu oczu nie wydrapywał, nie wyrywał włosów z głowy, nie było też "gwiazdorki". - Spotkania Kasi Figury i Grażyny Szapołowskiej odbywały się przy moim udziale. I bardzo miło wspominam tę współpracę - stwierdza Maciej Żak, kolejny z reżyserów.

- Udało nam się złapać dobry kontakt. Na początku było oczywiście pewne napięcie, bo nie znaliśmy się, wcześniej nie pracowaliśmy razem. A potem przegadywaliśmy sceny, wzajemnie wymieniając się pomysłami. To było prawdziwe spotkanie na szczycie. Dwie gwiazdy naprawdę wielkiego formatu, ale też wielki profesjonalizm w podejściu do pracy - podkreśla Żak.

A praca nad tym serialem rzeczywiście jest wyjątkowa. Kilku reżyserów (poza Łukaszem Wiśniewskim i Maciejem Żakiem w składzie znaleźli się Mirosław Gronowski i Maciej Dejczer, który zakończył już pracę nad produkcją), a każdy z nich odpowiedzialny za coś innego.

- Tu nie ma zasady, że dany reżyser robi konkretny odcinek. Każdy reżyser pracuje z częścią ekipy, ja na przykład wyłącznie z rodziną Podhoreckich. W takich serialach jak ten nagrywa się bardziej "obiektami", czyli załóżmy, że przez tydzień siedzimy w rezydencji i kręcimy sceny związane z tym obiektem, które trafią do pewnej ilości odcinków - mówi Maciej Żak.

Na planie zdjęciowym ekipy spędzają po 12-14 godzin. W całym tygodniu wolny jest tylko jeden dzień - to czas, gdy można złapać chwilę oddechu, albo... oddać się innym zobowiązaniom, zwłaszcza w przypadku rozchwytywanych aktorów.

Plenery odgrywają w tym serialu ważną rolę. Przede wszystkim tytułowa rezydencja, która naprawdę istnieje. To odrestaurowany z duchem epoki dworek, który mieści się pod Warszawą.
*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera
- Gdybyśmy realizowali ten serial w wielkiej hali, to pewnie byłoby wygodniej, ale z drugiej strony hala zabiera oddech. Szukając tytułowej rezydencji znaleźliśmy 26 domów wokół Warszawy. I powiem szczerze, nie wiedziałem wcześniej, że można TAK mieszkać - opowiada z uśmiechem Łukasz Wiśniewski. - Dopiero Paulina Szpila, nasza scenografka, znalazła fantastyczne "domy bogatych", które posłużyły za obiekty w serialu. Paulina tylko jeszcze je "dosmaczyła" - wylicza.
"Rezydencja" emitowana jest na antenie telewizyjnej Jedynki trzy razy w tygodniu: od wtorku do czwartku o godz. 21.35. Już drugi odcinek (nadany 8 września) zgromadził przed telewizorami 2,6 mln widzów. Co ciekawe, "Rezydencję" śledzą głównie kobiety, widzowie w wieku 40-44 lata i po 50. roku życia, a także mieszkańcy wsi, małych i średnich miast.

Ale nie liczmy na to, że "Rezydencja" towarzyszyć nam będzie przez kolejne lata. Ma bowiem ograniczoną ilość odcinków.

- W sumie rozpisanych jest 116 odcinków. To już nie te czasy wielkich tasiemców. Teraz wiele seriali kończy się po jednym czy dwóch sezonach. Chyba że jest większe zapotrzebowanie ze strony widzów - podkreśla Wiśniewski.

O tym, czy publiczność pokocha "Rezydencję", podobnie jak wcześniej "Dynastię", przekonamy się niebawem.

- Dobrze, gdy postać oprócz tego, że jest bogata, jest także kontrowersyjna i da się ją polubić. Pamiętajmy, że bogaci też mają duszę, problemy, niekomfortowe sytuacje, tragiczne losy. Jeśli to się dobrze napisze, a aktor to dobrze zagra, to naprawdę nie ma znaczenia, czy postać jest bogata, czy biedna. Ale generalnie cały świat uwielbia oglądać komfort - stwierdziła Grażyna Szapołowska w jednym z ostatnich wywiadów.

"Dynastia" na wielu działała jak magnes. Natomiast "Rezydencji" szacuję umiarkowany sukces

Z Krzysztofem Łęckim, socjologiem z Uniwersytetu Śląskiego, rozmawia Ola Szatan

Pana zdaniem jest sens w tworzeniu serialu o bogaczach, gdy bogactwo dzisiaj jest już na wyciągnięcie ręki?
Prawdziwa bomba to raczej na pewno nie będzie. Ale osobiście szacuję umiarkowany sukces serialu "Rezydencja". W kraju, w którym funkcjonowali polscy Beckhamowie, w którym chciał rządzić polski Zapatero, gdzie Polska chciała być drugą Japonią, albo drugą Irlandią - to druga "Dynastia" na pewno ma szansę zafunkcjonować w umysłach sporej części publiczności. Warto też podkreślić, że za czasów "Dynastii" dla człowieka mieszkającego w zwykłym M3, ten serial, który zabierał nas do innego świata mógł zdecydowanie poszerzać wyobraźnię. Zwłaszcza, jeśli ktoś tej wyobraźni nie posiadał... W obecnych czasach takich obiektów, jakie widzimy w "Rezydencji" już nie brakuje, więc będzie trudniej.

A pan należał do tej licznej grupy oglądającej kultową "Dynastię"?
Oczywiście, że tak! Nie mówię, że regularnie i każdy kolejny odcinek, ale jeśli akurat siedziałem przed telewizorem w trakcie emisji "Dynastii" to nie wyłączałem odbiornika, ani nie przeskakiwałem na inny kanał, tylko śledziłem co się dzieje.

Fabuła tak mocno pana wciągnęła?
Przede wszystkim byłem ciekawy, jaką głupotę mogą jeszcze wymyślić scenarzyści "Dynastii" (śmiech). Czy może w pewnym momencie pojawi się Azjata, który okaże się rodzonym bratem tego głównego starszego bohatera... No i zapomniałem jego nazwiska...

Chodzi panu o ojca rodu Blake'a Carringtona?
O, dokładnie tak! Dziękuję. A poza tym atutem tego serialu były też złe kobiety. Przede wszystkim wspaniała Alexis. To dzięki niej, a raczej Joan Collins - aktorce odtwarzającej jej postać - "Dynastia" na wielu działała jak magnes.

Rezydencja mogła być na Śląsku?

Co łączy "Rezydencję" ze Śląskiem? Scenografka serialu, Paulina Szpila, która pochodzi z Pyskowic koło Gliwic. Gdy zaczęła szukać obiektów, które mogłyby "zagrać" w serialu, pod lupę brane były różne miejsca, nie tylko w Warszawie. - Nie ukrywam, że myślałam o Śląsku, bo tu jest sporo pięknych dworków z efektowną oprawą. Na drodze stanęły nam ograniczenia ekipy. W "Rezydencji" gra elita polskiego aktorstwa, której wywiezienie poza Warszawę, byłoby niesłychanie trudne. Ale liczę na to, że Śląsk w końcu doczeka się także swojego momentu - mówi Paulina Szpila.
*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie