Ślązak jest w każdym z nas [SPRAWDŹ, CZY MASZ GEN ŚLĄSKOŚCI]

Maria Olecha
Marzena Bugała
Udostępnij:
Mieszkają na całym świecie, pracują na wysokich stanowiskach, biegle mówią w wielu językach obcych, choć czasem zdradza ich pochodzenie twardy akcent. I klapsznity na drugie śniadanie. Bez względu na to, w jakim zakątku świata żyją - czy w USA, czy w Niemczech, Austrii, Argentynie lub w Meksyku - trzymają fason. Po pracy zrzucają garnitury i garsonki, a potem włączają śląską falę w internetowym radiu. Bo mają coś, co prof. Marek Szczepański nazwał genem śląskości.

Ślązacy, których spotkałam podczas imprez w ramach I Światowego Zjazdu Ślązaków, mówią, że to przede wszystkim kindersztuba, kultura, tradycja i szacunek dla ciężkiej pracy.

- To nasze znaki rozpoznawcze. Nie to, czy poradzymy godać, czy mówimy z akcentem, czy nie. Śląskość ma się we krwi na zawsze - uważa Józef Więcek, który ćwierć wieku temu wyjechał z żoną Danutą i dwiema córkami do USA. Mieszka w Darien koło Chicago.

Jestem za stary, aby zapomnieć o Śląsku

Pan Józef przyjechał w sobotę do katowickiego Spodka, by posłuchać próby bicia rekordu Guinessa w liczbie akordeonistów grających w jednym miejscu i czasie tę samą melodię. Uczestnicy I Światowego Zjazdu Ślązaków, któremu patronował "Dziennik Zachodni", spotkali się, by ten rekord pobić grając piosenkę "Szła dzieweczka do laseczka". Zebrało się jednak zbyt mało akordeonistów. Zaledwie 40.

ZOBACZ PROGRAM I ŚWIATOWEGO ZJAZDU ŚLĄZAKÓW

CZYTAJ WIĘCEJ O ŚWIATOWYM ZJEŹDZIE ŚLĄZAKÓW, ODWIEDŹ NASZ SERWIS SPECJALNY

- Nie udało się, ale to nie znaczy, że nie mamy żadnego rekordu - mówi poseł Marek Plura, który wraz z Henrykiem Grzonką, prezesem Polskiego Radia Katowice, był sędzią w próbie pobicia tego nietypowego rekordu. - Jestem pewien, że jeszcze nigdy aż tylu akordeonistów nie grało jednocześnie "Szła dzieweczka do laseczka" - uśmiecha się Marek Plura.

Wtóruje mu Józef Więcek: - Najważniejsze, że jesteśmy razem, że spotkaliśmy się. Jestem za stary, by zapomnieć, że jestem ze Śląska, że ta katowicka ziemia mnie wychowała. Może młodszym pokoleniom jest łatwiej poczuć się w Ameryce jak w drugim domu. Ja wciąż nie mogę - wyznaje Józef Więcek.

- Ale przecież mieszka pan w tej Ameryce od 25 lat, więc chyba dobrze się tam żyje! - oponuję.

- Owszem, nie mogę narzekać, moja śląskość w amerykańskim stylu życia jest nawet atrakcyjna. Na szczęście Chicago jest jak wielki kocioł narodowy, jak wieża Babel. Asymilacja była prosta i szybka.

Rolada i kluski śląskie na stole w Chicago

Renata Niezgoda w USA mieszka od 13 lat. Wyjechała z rodzinnych Mysłowic z tęsknoty za mężem, który pracował w Chicago.

- Pierwsze pięć lat małżeństwa to był trudny czas. Ja tutaj, z dzieckiem, mąż w Chicago. Widywaliśmy się dwa, góra trzy razy do roku. Tak się nie dało żyć. Dla mnie rodzina była najważniejsza, tak mnie wychowali rodzice - opowiada pani Renata. Jak mówi, pochodzi z tradycyjnej śląskiej rodziny. W niedzielę po mszy chodziła z rodzicami na obiad do babci. Do dzisiaj pamięta zapach babcinego rosołu i smak pysznych rolad, śląskich czarnych klusek i modrej kapusty.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera
- W moim chicagowskim domu śląskie tradycje są obecne. Obiad jest oczywiście śląski - uśmiecha się Renata Niezgoda.

Pokazałem Niemcom, jak pracują Ślązacy

Kiedy w 1968 roku Paul Schlager wyjeżdżał z rodzinnego Bytomia do Niemiec, nie sądził, że tam założy swój nowy dom. Tymczasem w Ratingen mieszka do dzisiaj. O powodach wyjazdu rozmawiać nie chce. Mówi krótko: - Wygnała mnie polityka. Nie chcę do tego wracać - ucina.

Jak wspomina, początki nowego życia w Niemczech nie były łatwe. - Musiałem pokazać Niemcom, że pracy się nie boję, nawet ciężkiej. Śląskie wychowanie mi bardzo pomogło, zahartowało mnie. W końcu udowodniłem im, że nadaję się na głównego inżyniera wentylacji w górnictwie - opowiada.

Dlatego z wielką radością pan Paul przyjął wiadomość o I Światowym Zjeździe Ślązaków. Nie mogło go na nim zabraknąć.

Rozdarci i zagubieni, bo Ojczyzna jest tutaj

Danuta Więcek, żona pana Józefa, przyznaje, że coraz poważniej rozważają z mężem powrót do rodzinnych Katowic. Zwłaszcza że stolica aglomeracji bardzo się zmieniła - na korzyść.

- To nie chodzi o to, że jest nam w Ameryce źle. Ale mamy śląskie serca. Tęsknota z wiekiem jest coraz większa - tłumaczy pani Danuta. Wie, że młodsza córka, Justyna, która mieszka na Florydzie, czuje się Amerykanką. I Stanów nie opuści.

- Miała dziesięć lat, kiedy wyjechaliśmy. Najbardziej się buntowała, ale, paradoksalnie, najszybciej się poczuła w Stanach jak w domu - uśmiecha się pani Danuta.

Dobry początek

Andrzej Stania, prezes Związku Górnośląskiego, który był głównym organizatorem I Światowego Zjazdu Ślązaków 2011:

Udało nam się w końcu coś, o czym mówiło się od dawna: zebraliśmy w jednym miejscu Ślązaków z całego świata po to, by się poznali, pobawili i zobaczyli, że naprawdę jest nas dużo! Pewnie, że mieszkańcy innych regionów Polski takie zjazdy robią od lat. Mamy sporo do nadrobienia, ale zaczęliśmy dobrze. Ten zjazd pokazał, że my, Ślązacy, jesteśmy bardzo podobni, że nie zmieniają nas czas, miejsce zamieszkania, nowa praca, inne otoczenie. Śląskość nas wyróżnia i odróżnia od innych ludzi. I bardzo dobrze, bo dzięki temu mamy swoją tożsamość, swoje zwyczaje, tradycje, gwarę. Jesteśmy inni, ale potrafimy się odnaleźć w obcych krajach, możemy tam żyć, pracować, aklimatyzujemy się całkiem dobrze, a jednocześnie nie zapominamy o swoich korzeniach. Spotykamy się po wielu latach, odwiedzamy rodzinne domy i żal ściska serce. Śląskości nie da się wymazać, ona w nas będzie na zawsze. Możemy być dumni z naszej historii. O tym, że w powstaniach śląskich walczyło i zginęło więcej osób niż w powstaniu listopadowym i styczniowym razem, podręczniki nie mówią. Dlatego my, Ślązacy, musimy o tym mówić głośno. I powinniśmy być z tego dumni. Not. MAO
*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

B
Bytom
Popieram, ja urodziłem się w Bytomiu, moi rodzice także, chociaż od strony dziadka jestem przyjezdny. Urodziłem się w bloku gdzie byli Polacy urodzeni od morza po tatry, byli Niemcy,Kresowiacy, typowi Ślązacy, a nawet żołnierz francuski który się zakochał, i od czasów plebiscytu kiedy tutaj przyjechał z poboru, pozostał do śmierci. Nigdy nie zapomnę francuskich przekleństw, gry w szkata ludzi z tylu regionów, nigdy nie zapomnę tej uprzejmości,przyjaźni, kiedy na ogródku razem robiliśmy wigilię. Teraz mieszkam daleko od mojego placu, od klopsztangi,tora,gelyndra, fiśli na których i w których człowiek spędził młodość, nauczył się tolerancji, i kultury. Nie zapomnę P. Reinharda który pozwolił mi jeździć na swoim motorze, nie zapomnę Pana Jeana(później Jana), który nauczył mnie (nieświadomie) francuskich przekleństw, nie zapomnę Pani Gertrudy która swoimi opowieściami potrafiłą zebrać wszystkich bajtlów z placu, tego mi nikt nie zabierze ... Kocham Śląsk, przaja Ślónskowi, Ich liebe Schlesien, każde z tych zdań jest bliskie mojemu sercu.
r
ryszar
Ty jestes SUPER wiecej takich !!!.
G
Gość
Urodziłem się w Zabrzu już po wojnie. Moi dziadkowie byli z kresów, mama z Borysławia a ojciec z spod Jasła -fajna mieszanka nowoprzybyłych na Śląsk. Wychowałem się na zakurzonych podwórkach koło Huty Zabrze. Tam na frajbadzie Stali ( już nie ma tam nic) uczułem się pływać. W Zabrzu skończyłem LO im. W.I.Lenina. Wyjechałem na studia do Wrocławia i teraz mieszkam w Karkonoszach. Nigdy nie zapomnę kolegów z którymi kopałem szmacinkę ,potem gumówkę ,aż wreszcie prawdziwą fuzbalkę z blazą. Gdziekolwiek byłem za granicą i spotkałem Ślązaków zawsze zaraz brataliśmy się i miło spędzali czas- głowę trzeba było mięc mocną. Wychowałem się w Zabrzu na styku trzech kultur: kresowiaków, Niemców i Ślązaków. I to było super fajne. Dlatego jestem tolerancyjny i otwarty od dziecka. Z tego jestem dumnu.
Dodaj ogłoszenie