Sophie Daull „Camille, moja ptaszyna". RECENZJA: poruszające pożegnanie matki ze zmarłą córką

Maria Olecha-Lisiecka
Maria Olecha-Lisiecka
„Nie możesz zabronić ptakom smutku, by latały nad twoją głową, ale możesz zabronić im, by uwiły gniazdo w twoich włosach". To chińskie przysłowie jest mottem książki francuskiej aktorki Sophie Daull. „Camille, moja ptaszyna" to jej debiut. To przejmująca, poruszająca opowieść o tym, jak matka żegna się ze swoją zmarłą 16-letnią córką. Nie jest to jednak lament matki pogrążonej w żałobie. To raczej próba pożegnania się z ukochanym dzieckiem i pogodzenia się z okrutnym losem.

Camille poznajemy jako 16-latkę. Mieszka z rodzicami w domu pod Paryżem. Lubi teatr, kino, wspólne wypady z przyjaciółmi. Jest towarzyska, pogodna, mocno związana z matką. Jest jedynaczką. Jej mama, Sophie Daull, jest aktorką.

Camille prawie nigdy nie choruje. Kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia dostaje wysokiej gorączki. Potwornie bolą ją mięśnie. Lekarze zalecają, aby podawać tylko lek przeciwgorączkowy. Uspokajają, że to grypa.

Ale gorączka nie spada, Camille jest w malignie cztery dni. I nagle, w Wigilię Bożego Narodzenia, umiera wskutek tejże czterodniowej gorączki. Zrozpaczeni rodzice, każde na swój sposób, próbują sobie poradzić z jej śmiercią. Żadne jednak nie ma żalu do Boga. W tej książce w ogóle problem zachwiania wiary, tak częsty przecież w literaturze poruszającej kwestie życia i śmierci, nie występuje. Bo i Bóg tutaj nie występuje.

Matka, Sophie Daull, autorka książki „Camille, moja ptaszyna” zaczęła pisać tę opowieść po śmierci Camille, aby poradzić sobie z ogromną traumą, przepełniającym ją żalem, goryczą i wszechobecnym smutkiem. Pisała, żeby nie zapomnieć Camille, aby zatrzymać jej „szczere, proste, jasne spojrzenie”. Poczuć jej bliskość, przywołać spędzone wspólnie chwile.

Autorka wprost pisze, że to nienormalne, aby rodzice opłakiwali śmierć swoich dzieci. To jest tak nienaturalna sytuacja, że nawet nie ma określenia na matkę/ojca, którzy stracili dziecko. Można zostać wdowcem/wdową po śmierci żony/męża, sierotą po stracie rodziców. A kiedy umiera dziecko? Daull z goryczą pisze, że człowiek staje się żywym trupem.

Jednak autorka nie chce zatracić się w smutku. Książka jest raczej próbą pogodzenia się z losem, ukojenia bólu i próbą zachowania w pamięci najpiękniejszych chwil spędzonych z jedynym dzieckiem. Sophie Daull pisała, żeby utrzymać się na powierzchni, żeby każdego dnia przeżyć jeszcze kilka godzin w towarzystwie 16-letniej córki, która zmarła.

Książka jest rodzajem pamiętnika, w którym matka opisuje walkę z chorobą swojej córki. To niemal dziennik śmierci, bardzo intymny, bowiem w całości skierowany do Camille. Wzruszający, emocjonalny, prawdziwy. Akcja dzieje się na dwóch płaszczyznach. Pierwsza to czas, kiedy odchodziła Camille. Drobiazgowo opisany, pełen emocji. Druga to czas rzeczywisty, kiedy to dowiadujemy się, że Sophie Daull poradziła sobie ze śmiercią córki. Ale wciąż prowadzi z nią dialogi w myślach.

Sophie Daull, francuska aktorka teatralna. „Camille, moja ptaszyna” to jej debiut. Książkę wydało Wydawnictwo Czarna Owca, 2017, 164 strony.

ZOBACZ KONIECZNIE: NASZA RAMÓWKA
DZISIAJ POLECAMY PROGRAM KATARZYNY KAPUSTY Z CYKLU TU BYŁAM

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie