Szarpnięcie cuglami albo powtórka z Platformy. Dwa scenariusze dla PiS na jesień

Agaton Koziński
Minister finansów Paweł Szałamacha to jeden z najbliższych współpracowników premier Beaty Szydło
Minister finansów Paweł Szałamacha to jeden z najbliższych współpracowników premier Beaty Szydło fot. Michał Dyjuk
Udostępnij:
Przetasowania w rządzie sprawią, że PiS odzyska utraconą za sprawą „misiewiczów” inicjatywę polityczną. Na jak długo? Będzie to zależało od tego, jak partia uczy się na własnych błędach.

Ostatnie dwa tygodnie mocno wstrząsnęły PiS. Wydawało się, że partia, która od wyborów utrzymuje stabilnie wysoką przewagę w sondażach nad konkurencją, ma w rękach wszystkie karty do tego, żeby umacniać swą pozycję i powiększać przewagę. Największego rywala, Platformę Obywatelską, mogła spokojnie grillować komisją sejmową ds. Amber Gold oraz obserwować, jak partia krwawi przy okazji afery reprywatyzacyjnej i odejść z jej struktur znanych posłów. Drugi przeciwnik, Nowoczesna, sam się osłabia kolejnymi wpadkami i lapsusami słownymi - w tym błędami przy rozliczeniu dotacji wyborczej, co skutkowało utratą subwencji budżetowej w wysokości 4,5 mln zł oraz trudną do zamaskowania rysą na wizerunku ugrupowania profesjonalistów znających się na zarządzaniu i liczeniu pieniędzy.

Każde z wyżej wymienionych wydarzeń miało potencjał do tego, by stać się tematem ostatnich dni, a nawet (afera reprywatyzacyjna) tygodni - i każdy z nich byłby dla PiS jak najbardziej na rękę, pracowałby na rzecz tej partii. Ale stało się inaczej Ekipa rządząca na własne życzenie dopuściła do sytuacji, w której sama stała się obiektem ataków opozycji i mediów. Chodzi o skandal związany z obsadą stanowisk w spółkach skarbu państwa. Problem został zdefiniowany przez Jarosława Kaczyńskiego i Joachima Brudzińskiego, którzy wprost mówili o dziwnych brudnych sieciach istniejących od kilku miesięcy wokół państwowych przedsiębiorstw i zapowiadali wypalenie ich „białym żelazem”. Choć skala problemu nie jest znana, ich słowa zabrzmiały bardzo poważnie, wpisały się one bowiem w istniejący w Polsce od dekad stereotyp partii rządzącej, która żeruje na spółkach skarbu państwa wyprowadzając z nich pieniądze. PiS, idąc do władzy, ostro piętnował tego typu praktyki i zapowiadał zerwanie z nimi - także fakt, że dopuścił do nich pod własnymi rządami, jest dla tej partii podwójnie druzgocące.

Kontrole CBA w spółkach skarbu państwa mają sprawić, że wśród nominatów PiS zniknie przekonanie, że mogą wszystko

Deską ratunku dla PiS jest fakt, że ta partia - ustami Kaczyńskiego i Brudzińskiego - sama zdefiniowała ten problem. Obiecując szybką korektę narosłych patologii PiS kupił sobie trochę czasu na naprawę sytuacji. Czy to mu się uda? Rozstrzygną o tym najbliższe miesiące. Sposób, w jaki PiS wykorzysta zbliżającą się polityczną jesień, będzie miał bezpośredni wpływ na wynik wyborów samorządowych w 2018 i parlamentarnych w 2019 r. Rysują się dwa scenariusze.

Szarpnięcie cuglami. Scenariusz dla PiS optymistyczny
Sam fakt, że „misiewicze zawłaszczyli państwowe przedsiębiorstwa” (by użyć zarzutów formułowanych przez opozycję), przez wyborców PiS na pewno nie jest postrzegany jako zbrodnia. Jarosław Kaczyński przed wyborami jasno mówił, że po przejęciu władzy zamierza doprowadzić do gruntownej wymiany elit w kraju - a więc także w spółkach skarbu państwa. Także zarzuty opozycji są w sumie komplementem dla PiS. Potwierdzają, że ta partia wywiązuje się z jednej z najważniejszych obietnic wyborczych.

Problem leży gdzie indziej - w tym, że nowi w spółkach zachowują się jak starzy, to znaczy są nieuczciwi, wyprowadzają pieniądze, tworzą klientelistyczno-korupcyjne układy. Tyle, że (przynajmniej do tej pory) nikt nikogo za rękę nie złapał, nie dowiódł czarno na białym, że takie praktyki mają miejsce. Na razie jedynym konkretem w tej sprawie są słowa Kaczyńskiego o „brudnej sieci”, rozwinięte przez Brudzińskiego, mówiącym w wywiadzie o Adamie Hofmanie jako o nowym „złotym chłopcu”. To wszystko, więcej szczegółów tej „afery” (cudzysłów na tym etapie konieczny) nie mamy, opozycja ani media też nie były w stanie ich dostarczyć. Jest tylko ogólne przekonanie, że coś poszło nie tak i niepokój przynajmniej części elektoratu, że partia, której zaufali, zachowuje się jak poprzednicy.
Fakt, że cała ta sprawa tonie w mgle niedopowiedzeń jest dla PiS największą szansą na odbicie. Do akcji wejdzie CBA, która rozpocznie kontrole w spółkach skarbu. Ta służba ma dar do spektakularnych działań, także pewnie szybko dostarczy dowodów na to, że PiS posiada zdolność samooczyszczania swych szeregów. Da to podwójny efekt. Po pierwsze, uspokoi wyborców. Po drugie, będzie wyraźnym sygnałem dla nominatów partyjnych do tego, że jeśli nie będą przestrzegać reguł, to zamiast cieszyć się z owoców wyborczego zwycięstwa zostaną złożeni na ołtarzu dbałości o polityczne standardy i zasady uczciwości. Jedna skuteczna akcja CBA może sprawić, że za chwilę każdy pracownik państwowej firmy będzie się bał wynieść do domu spinacz - tym bardziej nie przyjdzie nikomu do głowy zamawianie usług reklamowych w firmie kolegi z wojska.

Klimat samooczyszczenia i korekty błędów otworzy przed PiS szansę na wyjście z politycznego narożnika i przejęcie utraconej w ostatnim tygodniu inicjatywy. Wrażenie nowego otwarcia umocni jeszcze zapowiedziana na ten tydzień przez Beatę Szydło korekta rządowa. Stanowisko ministra finansów utraci Paweł Szałamacha, wyraźnie wzmocnione zostaną kompetencje Mateusza Morawieckiego. Wkrótce Zbigniew Ziobro przedstawi założenia reformy sądownictwa, jedną z najważniejszych zmian, którą PiS zapowiadał i której jej wyborcy bardzo oczekują. Te wszystkie czynniki sprawią, że wokół rządu zapanuje dobry klimat - podobny do tego, jak się nad nim unosił tuż po objęciu władzy. PiS dalej będzie najpoważniejszym kandydatem do zwycięstwa w najbliższych wyborach.

Jak Platforma. Scenariusz dla PiS pesymistyczny
Symptomatyczny dla PiS był dzień, gdy w europarlamencie trwała debata o stanie praworządności w Polsce. Ledwo przebrzmiały krytyczne wobec rządu słowa Janusza Lewandowskiego, europosła PO, gdy na konferencji Elżbieta Rafalska, minister rodziny, zapowiedziała podwyżkę najniższej emerytury do tysiąca złotych. Synchronizacja tych dwóch zdarzeń sugerowała jednoznacznie: rząd podwyżkami emerytur chce „przykryć” zarzuty zgłaszane w Parlamencie Europejskim. Tylko jeśliby taka interpretacja zdarzeń była prawidłowa, byłby to bardzo niepokojący sygnał. Wniosek z niego płynie jeden: PiS na krytykę z pozycji politycznych zamierza odpowiadać argumentami z gatunku socjalnych. Bardzo drogi sposób prowadzenia polityki - nie mówiąc już o tym, że nie daje żadnej gwarancji powodzenia.

Jeśli w ten sam sposób PiS zareaguje na problemy wokół spółek skarbu państwa, będzie to błąd, dający potężny zapas paliwa opozycji. Rywale PiS nie dość, że będą mogli swobodnie atakować rząd, to jeszcze będą to robić w sprawie działającej na wyobraźnię zdecydowanej większości Polaków, także wyborców PiS. Sprawa zawłaszczania państwa sprawdzi się dużo lepiej jako temat mobilizujący wyborców przeciw rządowi niż zawiły problem z Trybunałem Konstytucyjnym. Docelowo może się okazać takim samym problemem dla PiS, jakim dla Platformy okazała się afera taśmowa.

Nawet jeśli PiS uporządkuje sytuację w spółkach państwowych, wcale nie ma pewności, że nowy porządek będzie lepszy od starego. Wyraźnie widać, że partia ma problem z kadrami. Ludzie, którzy z jej poręczenia trafiają do pracy w podległych rządowi instytucjach i firmach, często są zwyczajnie przeciętni, a czasami wręcz słabi. Ściągając osoby o profilu takim jak Bartłomiej Misiewicz, a więc bez wykształcenia i doświadczenia, przypomina instalowanie min z opóźnionym zapłonem. Wcześniej czy później któraś wybuchnie - a wybuch może wywołać tak poważne straty, że żadne rządowe rekonstrukcje, czy działania prospołeczne przykryć ich nie zdołają.

PiS cały czas ma w ręku wszystkie karty do gry, nie musi się oglądać na rywali. Problem w tym, że ostatnie tygodnie pokazały, że wcale nie ma pewności, czy partia wie, jak tymi kartami grać. 10 miesięcy, jakie upłynęły od wyborów, to wystarczający czas, by reguły obowiązujące przy stoliku poznać. Ostatni dzwonek do tego, żeby przestać zajmować się sobą, problemami, które się same tworzy, a skupić na pogoni za Włochami - zgodnie z obietnicą Morawieckiego, który zapowiedział, że za 14 lat w Polsce się będzie żyło jak we Włoszech.

Wideo

Materiał oryginalny: Szarpnięcie cuglami albo powtórka z Platformy. Dwa scenariusze dla PiS na jesień - Polska Times

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

z
zeitung
a nie gazeta
s
sie odezwal
te co w 44-tym na bagnetach przybyl.
z
znow uderza
w opozycji tonek
C
Camilla
W Kukiz jest więcej Koriwna i Palikota, niż poważnego polityka. I on znajdzie się w PO, a co objawi czas
K’15 uznaje się za cichą frakcję PO, co i potwierdza Kukiza komentowanie PiSu, zamiast wszystkich innych
G
Gość
A więc, propagandę pozostaw na swoim compie i jej nie rozpowszechniaj. Zamartwia Cię kasa z budżetu?
To zajrzyj na legalny portal jakim jest: NBP.gov.pl. Po czym kliknij na zakładkę „Zadłużenie zagraniczne”
I cóż takiego tam ujrzysz i to nie w formie partyjnej propagandy... Ano, ujrzysz przebieg powstawania długu!
Zarazem Ci ułatwię to zadanie, stricto szkolnej logiki i matematyki:
-Jest 4 kw. 2007, więc rok przejęcia władzy przez PO a przy tym finansów państwa z poz. zadłużenia zagr.
Zadłużenie w tej dacie, stanowiło: 568.828 mln PLN (568 miliardy 828 miliony)
-Jest 4 kw. 2015, więc rok przejęcia władzy przez PiS a przy tym finansów państwa z poz. zadłużenia zagr.
Zadłużenie w tej dacie, stanowiło: 1.285.201 mln PLN (1 bilion 285 miliardy 201 miliony)

A teraz, @polesie44, wykonaj i kolejne szkolne wyliczenie i jakie nie wymaga matematyki na maturze:
-(1.285.201 - 568.828) = 716.373 mln PLN (716 miliardy 373 miliony)
-(716.373 mln PLN : 96 m-cy, czas władzy PO) = 7 462 218 750 PLN
Wniosek:
Formacja PO, @polesie44, zadłużyła kraj o 716 miliardy 373 miliony i m-cznie w kwocie 7 462 218 750 PLN
Należy i tutaj zaznaczyć, że wskazana kwota zadłużenia na 2007 rok (568 miliardy 828 miliony) pozostała
wygenerowana przez różne ekipy i w stosunkowo długim czasie, bo 18 lat. PiS w tym okresie rządził 18 m-cy!
G
Gość
(235 mandaty PiS - 9 mandaty Gowin) = 226 mandaty PiS
(226 mandaty PiS + 42 mandaty Kukiz’15) = 268 mandaty = nowa koalicja PiS & Kukiz’15
(268 mandaty : 460 mandaty)100 = 58,2609%
(226 mandaty PiS + 9 mandaty Gowin + 42 mandaty Kukiz’15) = 277 mandaty = koalicja PiS-Gowin & Kukiz’15
(277 mandaty : 460 mandaty)100 = 60,2174%

Jak widocznym, i wprost matematycznie, należy poczynić w PiS nie tylko rekonstrukcję rządu, ale czołówkę PiS wysłać na wieczorowe kursy: logiki, pojednania w team, psychicznej odporności, menadżerowania sensu stricto, czy też i inne.
Nie ma nigdzie tak, a przynajmniej w kapitalizmie, ażeby CEO koncernu nie zawierał rozlicznych spółek, jeśli one są dla firmy korzystne, ażeby CEO posiadał stan psychiki w stopniu dojrzewającej panienki, ażeby uczył się od nowa zawodu w trakcie jego wykonywania. Jeden Kukiz, i na czele koalicji, poczyni znacznie więcej i wiele szybciej jak też sprawniej, aniżeli postaci mobbingowana przez kolegów z szeregu.
I co, ww. scenariusz nie jest tym właściwym? Jeżeli nim nie jest, a nie musi, wtedy należy się i uzasadnienie stanowiska.

Nawiasem mówiąc, konkurencję PiS stanowi obecnie jedynie PO, jeśli ta zmądrzeje i pozostanie w jednym kawałku.
Jakiś Petru z zapleczem Unii Wolności nie jest konkurencją i dla PO, jeśli ta zmądrzeje i pozostanie w jednym kawałku.
p
pan anioł
co PO wprowadziło przez 8lat -
wiek emerytalny
podwyżka vat
vat na art dziecięce i tak dale i dalej ale wszyscy to dobrze znają jak inwestorów z kataru CO URATOWALI NASZE STOCZNIE TAK SKUTECZNIE ŻE NIEMCY przejeli nasze zlecenia
p
polesie44
Zawłaszczanie wszystkiego co można to jedno a nominowanie na stanowiska ludzi bez wiedzy i umiejętności to drugie najważniejsze zło. Daje to bardzo złe zarządzanie spółkami skarbu państwa nastawionymi na wykonywanie zadań politycznych - np. ratowanie za wszelką cenę nierentownych kopalń przez Energetykę. Zapłacimy za to wszyscy bo przecież nasz, państwowy budżet. Podwyżki cen energii, wody, paliw, żywności, leków - to efekt ostatnich 10 miesięcy.
G
Gość
z zamkniętym gronie towarzyszy KOD, ale nie w gazecie.
Dodaj ogłoszenie