Szczere wyznanie grzechów

Beata Sypuła
ing bank
Z Brunonem Bartkiewiczem, prezesem ING Banku Śląskiego, rozmawia Beata Sypuła

Mamy Wielki Tydzień. Czy bankowcy potrafią się zdobyć na szczere wyznanie grzechów wobec klientów?

Uczciwie musimy sobie powiedzieć, że najbardziej nagrzeszyły banki nie w Polsce, ale zagraniczne. Zabrakło prysznica zdrowego rozsądku, nie dostrzeżono w porę znaków ostrzegawczych. Choć istniały tam - nie były widziane i słyszane. Dlatego na Zachodzie potrzebne jest takie ciało, które będzie dostrzegało sygnały ostrzegawcze. My swój nadzór bankowy mamy od lat. Mimo to i nasze banki nie ustrzegły się błędów.

Co było najcięższym grzechem banków w Polsce?

Naszym, ING, błędem było to, że się złamaliśmy i w ostatnim momencie wprowadziliśmy kredyty hipoteczne we frankach szwajcarskich.

Poszliście za owczym pędem?

Raczej ulegliśmy presji klientów i analityków. Traciliśmy rynek, bo klienci uważali, że nasza oferta jest niekonkurencyjna. Analitycy twierdzili, że nie zarabiamy pieniędzy, które są do zarobienia. Twierdzili, że nasze uparte trzymanie się zasady, by klient zaciągał kredyt w walucie, w jakiej zarabia, jest pozbawiona racji. Wychodziliśmy na dziwaków, odszczepieńców. Po 5 latach takiego "masażu" złamaliśmy się. Dzisiejsza sytuacja pokazuje, że mieliśmy rację, utrzymując przez lata kredyty hipoteczne w złotym. To dla nas i dla mnie osobiście nauczka, żeby wierzyć w swoje zasady do końca.

Banki, które udzieliły kredytów we frankach szwajcarskich, zmuszają klientów do renegocjacji umów, czyli de facto do wyższych rat. Tłumaczą się, że muszą to robić, bo ceny nieruchomości spadły. Czy to zgodne z zasadami gry?

Nie jestem zwolennikiem takich działań wobec klientów, którzy wywiązują się terminowo z rat. Ponieważ sytuacja jest nadzwyczajna wobec ogromnego spadku wartości złotego, należy do sprawy podejść rozsądnie. To nie są łatwe czasy dla klientów, nie należy tego wymuszać i pokazywać swojej siły. Jeśli w dodatku takie praktyki odbywają się z naruszeniem prawa, czyli z pogwałceniem umów, to jest to niedopuszczalne. Jeśli jednak bank ma przed sobą wizję własnych kłopotów, wszystkiego się chwyta. Nie potępiam, ale mi się takie praktyki nie podobają, nawet jeśli są zgodne z umową. Nasz bank na pewno nie będzie tego robił.
Grzechów bankowych chyba było więcej, skoro SKOK posługuje się teraz hasłem: "Nie wińcie nas! Nie jesteśmy bankiem! ".

Nie lubię komentować działań konkurencji, ale wypowiem mój osąd: tak się nie robi! Do banków trzeba mieć zaufanie. To nie jest jeden twór, ale szereg instytucji, one różnią się między sobą. Nie traktujmy wszystkich banków jednakowo, skoro rozróżniamy producentów butów i sklepy. Dlaczego banki wrzucamy do jednego worka? Zresztą, SKOK-i powinny się zająć własnymi sprawami, jeśli już o tym mówimy.

A co do waszych grzechów...

Wszyscy wierzyli, że wzrost gospodarczy będzie trwał wiecznie, a kurs złotówki będzie się umacniał. Nie dopuszczali myśli, że dewaluacja, czyli osłabienie złotówki, będzie tak silne. Banki atakowane są powszechnie, tyle że nie za to, za co powinny odpowiadać, np. za nieetyczne praktyki sprzedażowe, które powinny być wyeliminowane, bo banki muszą być bardziej święte niż papież. Nie może też być mowy o niewłaściwym sposobie sprzedaży instrumentów, które przenoszą ryzyko na klienta, czyli np. o opcjach, kredytach we franku, funduszach inwestycyjnych, także w obcych walutach, polisach na życie z częścią inwestycyjną unit-linking.

Powinny zniknąć z rynku?

Żebyśmy się dobrze rozumieli: nie zabijajmy produktów, które są potrzebne i korzystne dla klienta, bo wszystko jest dla ludzi, ale świadomych wyboru. Takie produkty wymagają jednak specyficznego procesu sprzedaży. Klient ma rozumieć, co kupuje. Nie może być tylko poinformowany o ryzyku, ale rozumieć i podjąć świadomą decyzję.

Zdarzało się, że klienci otrzymywali kredyt, mimo że ich sytuacja materialna wcale ich do tego nie upoważniała i nie mieli wystarczającej zdolności kredytowej. Potem wpadali w spiralę zadłużenia...

Mamy miliony udzielonych kredytów. Działamy w wolnej gospodarce, w której każdy dąży do maksymalizacji zysku. Musi dochodzić do wypaczeń, to nieuniknione. Trzeba jednak takie przypadki minimalizować do zera.
Wyznanie grzechów mamy za sobą. A obietnica poprawy?

Wymaga wysiłku wielu osób, bo potrzebne są odpowiednie regulacje prawne, szkolenia personelu, metody motywacji pracowników takie, by nie posuwali się do wypaczenia etycznych zasad. Położyliśmy nacisk na komunikację z klientem. Unikamy prób sprzedaży tego, co nie jest dla danego klienta przeznaczone. By nie było ani śladu naturalnej przecież w gospodarce zabiegającej o zysk sprzedaży wymuszonej, nie pasującej do warunków gospodarczych.

Klienci proszą banki o uproszczenie wniosków kredytowych, bo ich nie rozumieją. Czy w ramach zadośćuczynienia za grzechy takie uproszczenie jest możliwe?

Uprościliśmy wnioski już w 2004 r. Chodzi o to, by klient wiedział, co podpisuje. Te banki, które kruczki stosują, zostały uderzone w najbardziej istotny punkt: wiarygodność.

Ludzie mają do banków żal, że wpakowały ich w trudną sytuację. Co z żalem za grzechy bankowców?

Skoro komuś potrzebny jest ten zły, to zapomnijmy o edukacji ekonomicznej obywateli, którzy nie będą nadal rozumieli, na czym polega rynek.

A jak się rozwija kryzys z pańskiej perspektywy?
Moja maksyma jest taka: wierzę, że będzie dobrze, ale szykuję się na niedobrze. Marzec jednak pokazuje, że niżej już nie spadniemy. Choć dobre wieści są niepopularne, uważam, że będzie dobrze. Damy sobie radę.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie