Szczyt UE: Jean-Claude Juncker będzie następcą Barroso. Czy to zapowiedź kryzysu w nowej Komisji?

Agaton KozińskiZaktualizowano 
Po raz pierwszy szef Komisji Europejskiej zostanie wybrany bez poparcia wszystkich członków UE. To zły znak. Afera taśmowa może pokrzyżować polską strategię walki o stanowisko w nowej Komisji.

Claude Juncker nowym przewodniczącym Komisji Europejskiej - takie konkluzje ma przynieść trwający w czwartek i piątek szczyt Unii Europejskiej. W ten sposób dobiegnie końca historia z wyborem następcy José Manuela Barroso. Ale jednocześnie rozpocznie się kolejna - tym razem dotycząca jego legitymizacji do pełnienia tego urzędu. Wszystko dlatego, że ten wybór nie będzie jednomyślny. Po raz pierwszy w historii Unii Europejskiej szef najważniejszej unijnej instytucji nie zostanie bowiem wybrany przez wszystkich przywódców krajów członkowskich, lecz zostanie zatwierdzony w głosowaniu. Wprawdzie traktat lizboński przewiduje możliwość wyłonienia przewodniczącego KE w sytuacji, gdy poprze go kwalifikowana większość przedstawicieli państw członkowskich (czyli dwie trzecie), ale ten tryb zawsze traktowano jako ostateczność.

Polska chce ważną tekę gospodarczą w nowej Komisji Europejskiej. Afera taśmowa może jednak zmienić te plany

Teraz nie było wyboru. David Cameron, premier Wielkiej Brytanii, robił wszystko, by nie dopuścić do tego, żeby Junkcer został szefem KE. Początkowo wydawało się, że w tych staraniach będzie go wspierać Angela Merkel, ale niemiecka kanclerz od kilku tygodni konsekwentnie opowiada się za tym, żeby to jednak Junkcer pokierował pracami Komisji. Cameron pozostał osamotniony - i ostatecznie zdecydował się, by doprowadzić do głosowania. Nie ma szans na to, by zebrać blokującą większość (a więc znaleźć poparcie przynajmniej ośmiu państw - na razie stronę Camerona zdają się brać jedynie Węgrzy), pozostaną więc Brytyjczykom bierny opór i manifestacyjne głosowanie przeciwko Junckerowi.

Ale nawet jeśli przeciwko byłemu premierowi Luksemburga zagłosują jeden czy dwa kraje, to i tak natychmiast zacznie się dyskusja o jego słabym umocowaniu na szczycie unijnej hierarchii - właśnie dlatego kraje unijne tak długo walczyły o to, by wybór Junckera został dokonany jednomyślnie. To się jednak nie uda (stan wiedzy na czwartek wieczór) - i na pewno stanie się to w przyszłości przyczynkiem do wielu dyskusji o słabej KE.

Już słychać głosy, że przeforsowanie Junckera będzie kolejnym krokiem w kierunku wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. "Brytania i Europa dążą do rozwodu" - pisze Clive Crook, ceniony komentator portalu Bloomberg View. Ale w tym zamieszaniu nie chodzi tylko o to, czy Brytyjczycy dalej będą należeć do Wspólnoty - ostatnio nieustanie powracające napięcia na linii Londyn - Bruksela sprawiają, że coraz mniej krajów płakałoby, gdyby Brytyjczycy rzeczywiście podjęli decyzję o wystąpieniu. Bardziej chodzi o to, że przeciwników Junckera jest więcej. Zarzuca mu się, że zbytnio opowiada się on za federalistycznym modelem Europy i z tego powodu sporo stolic patrzy na niego niechętnym okiem. Nie na tyle, by otwarcie rzucić mu wyzwanie i przyłączyć się do brytyjskiego buntu - ale kadencja Komisji trwa pięć lat, więc będą miały wystarczająco dużo czasu, by sypać piach w szprychy i komplikować najróżniejsze decyzje.

Także Polska była niechętna Junckerowi. Rząd Tuska przede wszystkim sprzeciwiał się procedurze jego wyłaniania. Gdy jednak okazało się, że spitzenkandidaten (czyli kandydaci wysuwani przez europejskie rodziny polityczne w czasie kampanii eurowyborczej) mają być utrzymani, dość szybko zaakceptowaliśmy jego kandydaturę. W sumie nie było powodów, by tego nie robić. Polska bowiem - przynajmniej od czasu, gdy Tusk zadeklarował, że nie zamierza starać się o stanowisko szefa KE dla siebie - wolała skoncentrować się na walce o ważne dla nas portfolio w Komisji. Naszym oficjalnym kandydatem był Radosław Sikorski, który od pewnego czasu przymierzany jest do fotela szefa unijnej dyplomacji (teraz jest nim Catherine Ashton). Jednak miała to być jedynie zasłona dymna przed naszymi realnymi ambicjami, które koncentrowały się na najważniejszych tekach gospodarczych: rynku wewnętrznego, konkurencji, ewentualnie energetyki. Do tego fotela przymierzani byli - według spekulacji - Janusz Lewandowski, Jan Krzysztof Bielecki czy Piotr Serafin.

Na razie zapadła jedna decyzja personalna. Od 1 lipca polskim eurokomisarzem ds. budżetu będzie Jacek Dominiak, obecny wiceminister finansów. Zastąpi on w tej roli Lewandowskiego, który zdobył mandat europosła. Ta zmiana jest czysto techniczna, ale też można ją potraktować jako sygnał naszej strategii negocjacyjnej. W 2009 r., kiedy kształtowała się poprzednia Komisja Europejska, Polska wzięła stosunkowo mało istotną tekę budżetową - jednak wyznaczony na to stanowisko Janusz Lewandowski wykonał świetną pracę, rozszerzając zakres kompetencji swego urzędu i przeforsowując korzystny dla Polski projekt budżetu UE na lata 2014-2020. Jednak nic dwa razy się nie zdarza. Trudno się spodziewać, by w Brukseli przy podziale poszczególnych tek ponownie pozwolono, by Polska - wstawiając do KE doświadczonego polityka - znów zdobyła w niej większe wpływy niż wynikające z istniejących schematów. Nie można wykluczyć, że pozostałe kraje członkowskie, zgadzając się na to, by Polska wzięła ważną tekę gospodarczą, jednocześnie postawią warunek - nie może tego stanowiska objąć polityk wagi ciężkiej (jak Bielecki czy Lewandowski), lecz powinien to być ktoś o słabszym temperamencie politycznym, będący bardziej typem urzędnika. Taki profil ma Dominiak, ale także Piotr Serafin, obecny minister ds. europejskich.

Sytuację zmieniła także trwająca od ponad tygodnia w Polsce afera podsłuchowa. Przed nią Donald Tusk całkowicie wykluczał możliwość przeprowadzki do Brukseli. Nie można jednak wykluczyć, że widząc słabe notowania własnej partii, uzna, że jednak warto spróbować nowych wyzwań. Wprawdzie szefem Komisji Europejskiej już nie zostanie, ale ciągle nieobsadzony pozostaje fotel szefa Rady Europejskiej (dziś jest nim Herman Van Rompuy). - Ze wstępnych ustaleń wynika, że obsadzą go socjaliści. Ale gdyby Tusk jednak zechciał przenieść się do Brukseli, to Merkel na pewno go poprze i zdecyduje się zerwać obecne ustalenia, byle tylko został on następcą Van Rompuya - mówi mi jeden z polskich dyplomatów.

Także Tusk ma cały czas plan B na wypadek, jeśli nie będzie chciał walczyć w wyborach krajowych w 2015 r. Gdyby jednak nie zamierzał z niego korzystać, to może zmienić też kolejność priorytetów w walce o polską tekę w KE. Ujawnione taśmy z rozmową Sikorskiego z Jackiem Rostowskim pozostawiły słabe wrażenie. Wydaje się, że odwołanie z rządu obecnego szefa MSZ jest przesądzone - ma na to naciskać prezydent Komorowski. Niewykluczone, że Tusk zdecyduje się więc zintensyfikować starania o stanowisko dla niego w KE. - Tym bardziej że dobrych kandydatów na gospodarcze teki w Komisji jest w Europie wielu, poważnych kandydatów na następcę Ashton natomiast nie widać. To podnosi notowania Sikorskiego - mówi nasz rozmówca. Decyzji w tej sprawie możemy się spodziewać nawet za tydzień.

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Materiał oryginalny: Szczyt UE: Jean-Claude Juncker będzie następcą Barroso. Czy to zapowiedź kryzysu w nowej Komisji? - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3