Szelest wytwornych ortalionów i śląski gust

Grażyna Kuźnik
Lata 80. Kolekcja "Dandys" archiwum dz
To nieprawda, że na Śląsku nie potrafiliśmy się ubrać. W salonie Mody Śląskiej w Katowicach o kremplinę i bistory nikt nie pytał. Ortaliony miały zakaz wstępu na półki. Podobnie jak białe buty. O modzie PRL-u - pisze Grażyna Kuźnik

Pół wieku temu w Polsce pojawił się ortalion. Zaszczepiła go tutaj włoska firma, której nazwa zaginęła w niepamięci. Cienki płaszczyk całkowicie opanował kraj. Trafił nawet do literatury. Był wstępem do wielkiej fali sztucznych, niemnących się, nieprzewiewnych tkanin, która zalała polskie szafy w kolejnych latach. Jej uwieńczeniem była kremplina.

Stolica uważała, że szczególnie przyjęła się w woj. śląskim, skąd wywodziło się spore grono dygnitarzy lat 70. Chodzi o tzw. gust śląski. Jerzy Antkowiak, jeden z twórców Mody Polskiej, w filmie dokumentalnym TVP tłumaczył, na czym polega. Najlepiej prezentowała go Stanisława Gierkowa, która chętnie nosiła zestaw: biała torebka, białe szpilki, niebieska sukienka z krempliny, apaszka. Na głowie trwała ondulacja.

Jednak mieszkanki naszego regionu miały kłopoty z zakupieniem jakichkolwiek tkanin w kolorze niebieskim. "Dziennik Zachodni" już w sierpniu 1967 roku pisał, że "hurtowa dystrybucja działa mechanicznie według rozdzielnika - co błękitne do województw wschodnich, co różowe do województw zachodnich", a tymczasem "powinna wymieszać dostawy".

- Z tym śląskim gustem to nieprawda - mówi Marianna Sokołowska, była długoletnia kierowniczka męskiego salonu Mody Polskiej w Katowicach. - To złośliwość. Ludzie u nas byli dobrze ubrani, bo mieli pieniądze. W moim salonie odbywały się pokazy najnowszej mody na europejskim poziomie. Byliśmy na czasie. Garnitury, koszule, krawaty sprowadzaliśmy z Austrii, Szwajcarii i Anglii, nigdy nie sprzedałam nic z bistoru.

Modę Polską założyła w latach 50. projektantka Jadwiga Grabowska. Jej ubrania nie odbiegały od tego, co nosiło się w Paryżu, Mediolanie czy Londynie. Firma prowadziła około 60 salonów mody w całym kraju, w najlepszych czasach zatrudniała około 2 tys. osób. W jej sklepach sprzedawano ubrania specjalnie projektowane w krótkich seriach, na przykład przez Grażynę Hase, Barbarę Hoff czy Jerzego Antkowiaka. Odzież i kosmetyki sprowadzano także z zagranicy.

Sokołowska zaczynała pracę w Modzie Polskiej w latach 60., kiedy królowały ortaliony. Ludzie na ulicach stale w nich chodzili, ale do jej największego w Katowicach salonu na Dyrekcyjnej, gdzie było 280 metrów kw. powierzchni, ortaliony nie docierały.

- Nasi klienci, dyrektorzy kopalń, lekarze, kupowali rzeczy z najlepszej wełny. Mnie ortaliony się nie podobały i ich nie sprowadzałam - przyznaje Marianna Sokołowska.
*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera
A co z inną opinią, krążącą po kraju, że "chłopak śląski jest w d... szeroki, a w barach wąski"?
- Protestuję, to potwarz - denerwuje się pani Marianna. - Najpopularniejsza była sylwetka B. To taka najlepsza, harmonijna sylwetka, ani dla grubasów, ani dla chudzielców.

W Modzie Polskiej kupowała finansowa elita. Reszta uganiała się za okazjami. Kolor płaszczyka z ortalionu był nieważny, bo brało się to, co można było zdobyć. Ortaliony przywożono z rzadkich zagranicznych delegacji, przysyłali je krewni z zagranicy, dostarczali marynarze, którzy umieszczali je w komisach. Czasem pojawiały się niespodziewanie w sklepach. Tam osiągały niebotyczne ceny.
Nic dziwnego, bo ortalion można było założyć nawet do teatru, robił dobre wrażenie w prawie każdej sytuacji. Nie bez przyczyny mówiło się: strój narodowy to płaszcz ortalionowy. W zgrabnym ortalioniaku siadał na skuter Tadeusz Łomnicki w "Niewinnych czarodziejach" Andrzeja Wajdy.

Świadczy też o tym list do kultowego wtedy, kreującego modę i obyczaje tygodnika "Przekrój", czytelnik pytał: "Czy ortalion jest wyłącznie na deszcz, czy można go nosić także na inne okazje?" Dowiedział się: "Jako odzież uniwersalna ortalion wydaje się odpowiedni w każdych okolicznościach z wyjątkiem ślubu, bo mógłby swoim szelestem zakłócić ceremonię". Poważna to odpowiedź, a może ironia umęczonych szelestem ortalionów redaktorów?

Ach, ten szelest. Trafił nawet do zakazanego w PRL poematu Janusza Szpotańskiego "Cisi i gęgacze", w którym cisi to ubecy, a gęgacze to inteligencja. Z powodu tego utworu w 1967 roku autor został aresztowany i skazany na trzy lata więzienia za to, jak określił Władysław Gomułka, że "ział sadystycznym jadem nienawiści do naszej partii".

Szpotański tak opisywał towarzystwo donosicieli: "W ubranku z cedetu, w koszulce z PeKaO, szeleszcząc wytwornym ortalionem, wkraczają do kawiarń, na bale, do klo - te ciche, te smutne bataliony". Przy okazji warto przypomnieć, że cedet to największy warszawski dom towarowy w PRL, który działał od lat 50. do 1975 roku. W kraju istniały mniejsze pedety, czyli Powszechne Domy Towarowe. Ubrać się tam można było raczej na szaro.
*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera
"Dziennik Zachodni" buntował się przeciwko "dotychczasowej tradycji ubierania nas na szaro-buro" i domagał się kolorów pastelowych, ale zaznaczając, że "dla amatorek kolorowych tkanin ważne jest jeszcze, aby barwniki odporne były na słońce i wodę".

Podpowiadaliśmy także czytelniczkom, jak zdobyć barwną, modną sukienkę. Wystarczy użyć w tym celu tkanin przeznaczonych na zasłony, takich z dużym, wyraźnym wzorem i oddać materiał krawcowej do uszycia. Do takiej sukienki, twierdziliśmy, "pasują pantofle domowe, byleby ładne". Czyżby chodziło po prostu o papucie? Byliśmy chyba zbyt praktyczni.

Ortaliony zaczęły powoli wychodzić z mody, pewnie nie tylko dlatego, że polubili je smutni panowie. A społeczeństwu spodobała się kremplina. Była to wytłaczana odmiana bistoru z włókna syntetycznego, rzekomo niezniszczalna. Podobno najbardziej pożądane odmiany występowały w kolorze lilaróż lub seledynowym.

Nie mieliśmy własnej krempliny, ale cieszyliśmy się z rodzimej produkcji. "Dziennik Zachodni" donosił latem 1967 roku, że "przemysł nareszcie przeniknął tajemnice anilany". Nawet takie materiały nasz najweselszy barak, jak nazywano PRL, potrafił wykorzystać z szykiem. Chwaliliśmy się w naszej gazecie, że Moda Polska odniosła wielki sukces. Na Międzynarodowej Wystawie Mody w Moskwie zajęła pierwsze miejsce, pokonując 26 konkurentów. Tyle że przezornie nie podaliśmy, z jakich to krain pochodzili nasi rywale.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
malina

jesli chodzi o bistor , albo krempline , to w latach 80-tych byly z niej produkowane bluzki w lódzkiej " OLIMPII". dziwilam sie , ze cos takiego jeszcze jest produkowane , bo ja np. tego nie lubilam i nie kupowalam ( tylko rzeczy z wlókien naturalnych). Ale okazalo sie , ze na metkach byl stempel HOLANDIA , czyli byl to eksport do Holandii , co mnie dziwilo , ze tam ludnosc takie rzeczy kupuje.

a
ada

czyzby bylo 26 krajów socjalistycznych w swiecie w 1967 roku ?

p
propaganda

Stanislawa G. to imie i miejce urodzenia jest b..........obce bardzo................ obce !!!

o
oberszef

same fajne "slaskie" nazwiska ......

Dodaj ogłoszenie