MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Tajemnicza pieczątka. Felieton Marka Szołtyska

Marek Szołtysek
Fragment legitymacji strażnika granicznego z 1939 roku z tajemniczą „sowiecką” pieczątką.
Fragment legitymacji strażnika granicznego z 1939 roku z tajemniczą „sowiecką” pieczątką. arc
Miałem prawie pięć lat gdy zmarł mój dziadek Franciszek. Dobrze go pamiętam jako człowieka wyjątkowo spokojnego a jego portret w mundurze z medalami wisi do dzisiaj w moim domu. Bo dziadek był polskim strażnikiem granicznym i służył m.in. w Przyszowicach i Knurowie na granicy polsko-niemieckiej, która tam przebiegała w latach 1922-1939. Właśnie z tą jego służbą graniczną i z napadem komunistycznej Rosji na Polskę -17 września 1939 roku - wiąże się pewna moja historyczna zagadka. Właściwie jej jeszcze nie rozwiązałem. Chodzi o pewną tajemniczą pieczątkę. Ale po kolei…

Gdy 83 lata temu hitlerowskie Niemcy napadły na Polskę, to mój dziadek i inni strażnicy graniczni mieli trwać na stanowiskach jak długo się da, potem ewakuować się na wschód Polski i czekać na rozkazy. Dlatego już pod koniec sierpnia dziadek całą rodzinę przeprowadził z mieszkania służbowego do krewnych, a sam 1 września 1939 roku ruszył na rowerze ze strażnicy w Knurowie-Krywałdzie na Tychy, Kraków i dalej na wschód Polski. Tam jak wiadomo 17 września wkroczyła Armia Czerwona. Wówczas dziadek dostał się do rosyjskiej – czy jak się wtedy powszechnie mówiło – do sowieckiej niewoli. I tu się zaczyna ciekawa sprawa, bo zgodnie ze szczegółowymi ustaleniami niemiecko-rosyjskimi związanymi z Paktem Ribbentrop-Mołotow, okupanci zgodzili się na powroty uciekających przed frontem ludzi do swych miejscowości rodzinnych. Krótko mówiąc mój dziadek miał dwie możliwości: albo zostać w niewoli rosyjskiej albo wracać na Śląsk – czyli na ziemie zajęte przez Niemców. Nie było to podyktowana względami humanitarnymi Niemców czy Rosja. Chodziło o względy ekonomiczne, by mieć ludzi do pracy. Dziadek zdecydował się wrócić na Śląsk. Najpierw ukrywał się w rodzinie aż ostatecznie wzięto go na roboty przymusowe w Gliwicach i ostatecznie trafił do obozu w Auschwitz. Ale gdzie tu jest tajemnica?

Wiele lat po śmierci dziadka, gdy dostałem od babci na pamiątkę jego zdjęcia i dokumenty, to zauważyłem dziwną pieczątkę. W dziadkowej legitymacji służbowej nr 857/1 wydanej przez Śląski Inspektorat Okręgowy Straży Granicznej w Katowicach jest jego zdjęcie, stemple potwierdzające ważność dokumetu oraz tajemnicza filetowa pieczątka o średnicy 3,5 cm. Częściowo można odczytać jej treść: „Komitet przyjaźni i pomocy ze Związkiem Sowieckim”. O co tu chodzi? Byłem za mały by o tym z dziadkiem rozmawiać a po latach nikt z rodziny nie wie o co chodzi. Skąd się wzięła? Na dzisiaj ustaliłem, że ową pieczątkę wbili dziadkowi do jego legitymacji najprawdopodobniej w momencie, gdy w październiku 1939 roku z niewoli rosyjskiej zdecydował się wrócić na ziemie okupowane przez Niemców – czyli do domu na Śląsk. Być może gdyby tej decyzji nie podjął, to by go Rosjanie zabili w Katyniu?

Nie przeocz

Zobacz także

Musisz to wiedzieć

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Strefa Biznesu: Ceny złota na nowym, historycznym poziomie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni