Task Force-50: Oko w oko z terrorystami. Sekrety polskich sił specjalnych

Monika Krężel
Jedna z operacji w Afganistanie. W szyku ubezpieczonym sekcja komandosów z Lublińca podchodzi do obiektu
Jedna z operacji w Afganistanie. W szyku ubezpieczonym sekcja komandosów z Lublińca podchodzi do obiektu arc Task Force-50
O tej spektakularnej akcji w Afganistanie doniosły największe agencje światowe. Odbito tam zakładników przetrzymywanych przez terrorystów samobójców. Ale nikt nie doniósł, że zrobili to komandosi z Lublińca. Pisze o tym Monika Krężel.

Żołnierze z Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca byli już na niejednej misji: w Kambodży, Bośni, Macedonii, Pakistanie, Kongo, Iraku. Ale dopiero w Afganistanie utworzyli samodzielny oddział znany jako "Task Force-50".
Zaczęli podlegać międzynarodowemu dowództwu sił specjalnych, które kierowało działaniami wszystkich oddziałów komandosów działających w Afganistanie. Mogli więc pokazać, co potrafią. I szybko okazało się, że Lubliniec należy do czołówki jednostek specjalnych ścigających talibów!

- Od kilku lat prawie stuosobowe ekipy komandosów jeżdżą do Afganistanu - mówi Jarosław Rybak, który wydał właśnie kolejną książkę o sukcesach lublinieckich komandosów. - Co pół roku na misję udaje się tam kolejny zespół. Zwykle niechętnie opowiadają o tym, co robią na misjach. Ale ja znam tę jednostkę od 1997 roku, wiele napisałem o działaniach polskich "specjalsów". Więc wiem o nich więcej niż inni dziennikarze - dodaje Rybak.

Talibowie planują atak na gubernatora

Tak właśnie było w przypadku operacji, w której Polacy pierwszy raz musieli walczyć z samobójcami obwieszonymi kilogramami materiałów wybuchowych! Ta "robota" wzbudziła uznanie w najbardziej elitarnych jednostkach specjalnych na świecie.

Jest styczeń 2012 roku. Talibowie planują atak na gubernatora prowincji Paktika w Afganistanie. To strategiczna prowincja, przez nią biegną szlaki przemytu m.in. narkotyków szmuglowanych na Zachód.

Talibowie długo przygotowywali się do tego zamachu. Uczestników szkolono za granicą, w tajnych ośrodkach terrorystów, a zamach mieli przeprowadzić samobójcy.

Plan był taki, że opanują siedzibę gubernatora, gdy odbywać się w niej będzie narada z wszystkimi najważniejszymi VIP-ami. Następnie wezmą ich do niewoli, a potem razem z pojmanymi wysadzą się w powietrze. Napastników rozpoznano jednak na jednym z punktów kontrolnych w mieście. Policjanci zaczęli do nich strzelać, ale talibowie wtargnęli do najbliższego budynku i zabarykadowali się w nim. To był dwupiętrowy, spory urząd.

- Zastrzelili kilku ludzi, pozostałych związali - mówi Jarosław Rybak. - Afgańczycy wspierani przez Amerykanów kilka razy szturmowali obiekt, ale bezskutecznie. I wtedy poprosili o pomoc komandosów z Lublińca - dodaje.

W operacji brało udział ośmiu Polaków i szkolona przez nich od kilku miesięcy grupa afgańskich antyterrorystów. To dlatego, że żołnierze NATO nie mogą przeprowadzać najmniejszej akcji bez udziału miejscowej policji lub wojska.

Napastnik miał na sobie kamizelkę samobójcy

W operacji odbicia zakładników brali udział ludzie z "Task Force-50". - Byliśmy już na korytarzu. Ucichł huk kolejnego wybuchu, gdy powietrze przeszył przeraźliwy wrzask: "Allah Akbar!". Długowłosy, niezbyt wysoki mężczyzna z drobnym wąsem pod nosem wyskoczył z pokoju. Wcześniej nie strzelał, przyczaił się i chciał nas jak najbliżej dopuścić - opowiada jeden z komandosów. Jak się okazało, napastnik miał na sobie kamizelkę samobójcy, wypełnioną kilkoma kilogramami plastiku, a w ręce trzymał telefon komórkowy. Taki telefon zwykle służy do detonowania ładunku.

Komandosi zaczęli strzelać. Terrorysta zginął na miejscu. Z martwej dłoni wypadł telefon, widać było, że komórka nawiązuje połączenie. Ratownicy błyskawicznie się wycofali, ale na szczęście nie doszło do eksplozji.

Operacja trwała kilkanaście minut. Udało się uwolnić wszystkich zakładników, żaden z lublinieckich żołnierzy ani afgańskich antyterrorystów nie został ranny. Szczegóły operacji opisał Jarosław Rybak w książce "Task Force-50. Operacja "Sledgehammer".

- Dobrze, żeby Polacy wiedzieli, że mamy żołnierzy na najwyższym światowym poziomie. Że w razie czego ktoś będzie nas ratował bez względu na to, w jak wielkich opałach się znajdziemy - kończy Rybak.



*HALLOWEEN 2013 - POMYSŁY NA PRZEBRANIA i IMPREZY W WOJ. ŚLĄSKIM
*GRZYBY JADALNE i TRUJĄCE. JAK JE ODRÓŻNIĆ? [ZOBACZ NA ZDJĘCIACH]
*KATOWICE, SOSNOWIEC, BĘDZIN i CZELADŹ Z LOTU PTAKA [ZOBACZ ZDJĘCIA]
*KALENDNARZ LINDNER 2014, CZYLI MODELKI W TRUMNACH [ZDJĘCIA 18+]

Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie