To on znalazł wrak i szczątki Marcina z Zabrza po 17 latach od zaginięcia. Marcel Korkuś, płetwonurek do zadań specjalnych

Danuta Pałęga
Danuta Pałęga
Marcel Korkuś - polski płetwonurek ekstremalny, jaskiniowy, podróżnik, eksplorator oraz instruktor nurkowania IANTD. Dwukrotny rekordzista Guinnessa w nurkowaniu wysokogórskim. Odkrywca najwyżej położonego jeziora na świecie - Cazadero (5990 m n.p.m.). Najbardziej skuteczny płetwonurek i biegły sądowy w dziedzinie poszukiwań podwodnych zaginionych osób.
Marcel Korkuś - polski płetwonurek ekstremalny, jaskiniowy, podróżnik, eksplorator oraz instruktor nurkowania IANTD. Dwukrotny rekordzista Guinnessa w nurkowaniu wysokogórskim. Odkrywca najwyżej położonego jeziora na świecie - Cazadero (5990 m n.p.m.). Najbardziej skuteczny płetwonurek i biegły sądowy w dziedzinie poszukiwań podwodnych zaginionych osób. Marcel Korkuś / archiwum prywatne
Tym odkryciem żyła cała Polska. To właśnie on na początku lipca 2022 odnalazł w Odrze samochód i szczątki zaginionego przed 17 laty Marcina z Zabrza. Każdego dnia przeczesuje dna rzek i jezior w całej Polsce w poszukiwaniu śladów po osobach zaginionych. Mówi, że to jego życiowa misja. Rozmawiamy z Marcelem Korkusiem, płetwonurkiem i biegłym sądowym do zadań specjalnych.

Na początek zapytam bardzo standardowo, ale myślę, że to kluczowa informacja, rzutująca na Twoje aktualne działania na rzecz poszukiwania osób zaginionych w wodzie. Skąd zamiłowanie do nurkowania?
Marcel Korkuś: To wynik zamiłowania do sportów wodnych, byłem ratownikiem Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Mając uprawnienia młodszego ratownika, musiałem zdobyć kolejny patent, żeby podwyższyć swoje kwalifikacje i uzyskać uprawnienia ratownika wodnego. Zdecydowałem się na zrobienie kursu nurkowania. Wcześniej miałem okazję podglądać inne osoby, które nurkowały i zawsze pragnąłem tego spróbować. Tym bardziej, że wydawało mi się to ciekawe i dawało nowe możliwości zobaczenia tego, co jest pod wodą, a także poznania nowych osób, które tym się pasjonują. Szczerze mówiąc, na początku nie myślałem, że będę wykorzystywał nurkowanie do poszukiwania osób zaginionych, to wynikło dopiero z czasem.

A więc jak to się stało, że zacząłeś poszukiwać zaginionych nurkując?
M.K: W zasadzie nastąpiło to w tym samym roku, kiedy ukończyłem swój pierwszy kurs płetwonurka. Dzięki niemu mogłem nurkować do 18 metrów. W ramach funkcjonowania systemu KSRG (Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego), WOPR, do którego należałem, jako jednostka zajmująca się ratownictwem wodnym, był dysponowany do takiego rodzaju zdarzeń na wodzie, które również wiązały się z poszukiwaniem osób, które utonęły. Praktycznie już po ukończeniu kursu, w te same wakacje, brałem udział w 3 lub 4 akcjach poszukiwawczych. Byłem wtedy naprawdę młodą osobą, miałem może 13 lub 14 lat. Uczestniczyłem w poszukiwaniu zarówno dorosłych osób, jak i młodych. Pamiętam, że jedna z sytuacji dotyczyła dwójki dzieci, mogli mieć po 9 lat. Okazało się, że utonęli razem. Jeden z tych chłopców zaczął się topić i wciągnął pod wodę również swojego kolegę.

To musi być trudne, żeby w tak młodym wieku oglądać, mimo wszystko, takie drastyczne sceny.
M.K: Myślę, że nawet z czasem, nie jest to coś, do czego można się przyzwyczaić i po prostu się uodpornić. Człowiek, mimo udziału w wielu takich akcjach, zawsze wchodzi pod wodę w zupełnie obce sobie środowisko. Każde działania związane z poszukiwaniami są przecież realizowane w różnych warunkach, na różnych akwenach, gdzie często są to zbiorniki, których w ogóle się nie zna. Nie wiesz, czego możesz się spodziewać pod wodą. Czy kryją się tam jakieś żyłki, zaczepy, powalone drzewa. Niestety, takie są stawy, glinianki, jeziora czy rzeki w Polsce, gdzie widoczność dla płetwonurka jest ograniczona, a czasem sięga zaledwie paru centymetrów.

Twoje pierwsze ujawnienie zaginionego w wodzie. Mógłbyś coś o nim opowiedzieć?
M.K: Mój pierwszy wyjazd do osoby, która, jak się później potwierdziło, straciła życie w wodzie, zakończył się tak, że po przyjeździe na miejsce okazało się, iż ciało unosiło się na powierzchni wody i nie było konieczne nurkowanie w celach poszukiwania. Zbiornik był płytki, a lato upalne i to właśnie przez to ciało znacznie szybciej wypłynęło na powierzchnię wody.

Zawsze nurkujesz sam?
M.K: W przypadku nurkowań w wodzie o ograniczonej widoczności ciężko mówić o jakimkolwiek partnerstwie. Jednak zgodnie z dobrą praktyką nie powinno się nurkować samemu. W nieprzyjaznych warunkach pod wodą, realizowanie nurkowania w zespole jest często mocno utrudnione i może dojść do sytuacji jego rozbicia lub braku możliwości pomocy w sytuacji awaryjnej osobie, z którą nurkujemy. Jeśli nie ma warunków, które umożliwiają prowadzenie działań w zespole dwóch płetwonurków, wykorzystuje się linę, kablolinę wraz z łącznością, wtedy na powierzchni znajduje się osoba, która w sytuacji awaryjnej jest w stanie płetwonurka wyciągnąć spod wody. Wymagania MSWiA nakładają na płetwonurków grup wodno-nurkowych posiadanie płetwonurka zabezpieczającego, który czeka na brzegu i w sytuacji zagrożenia będzie w stanie pomóc temu, który znajduje się pod wodą.

A wymagany sprzęt?
M.K: Nurkowanie w zakresie bezpieczeństwa publicznego wymaga odpowiedniej konfiguracji sprzętu, który różni się od rekreacyjnego. Poprawna konfiguracja ma na celu m.in. to aby płetwonurek miał opływową sylwetkę i jak najmniejsza ilość elementów wyposażenia, która od niego odstaje, co minimalizuje ewentualną możliwość zaczepienia się o cokolwiek pod wodą. Niektóre elementy wyposażenia powinno się dublować lub nawet potroić. Płetwonurek realizując samodzielnie nurkowanie musi być w stanie poradzić sobie sam pod wodą z każdą zaistniałą sytuacją awaryjną. Dlatego również powinien posiadać dwa źródła wyporności, minimum dwa różne przyrządy tnące, odpowiednią konfigurację zarządzania gazem. Można wykorzystywać maski pełnotwarzowe, w których możliwe jest zamontowanie łączności, żeby móc się porozumiewać z powierzchnią oraz drugim płetwonurkiem. Wtedy płetwonurek, za pomocą sonaru może być także naprowadzany na wytypowane obiekty podwodne.

Jak wyglądają procedury, kiedy nurkujesz i odnajdujesz kogoś zaginionego? Co wtedy robi się w pierwszej kolejności?
M.K: W większości działania, które realizuję, są działaniami na prośbę służb lub osób prywatnych. Mam tutaj na myśli najczęściej rodziny zaginionych. Ich jest znacznie więcej. Dzieje się tak zapewne z powodu tego, że działania realizowane przez Straż Pożarną są prowadzone do pewnego momentu i w przypadku nieznalezienia osoby taka rodzina jest pozostawiona sama sobie, a sprawa wciąż jest niewyjaśniona. Wtedy szukają pomocy płetwonurka, który dysponuje sonarem i byłby w stanie odnaleźć zaginioną w wodzie osobę. Jeśli chodzi o sytuację odnalezienia kogoś, zgodnie z procedurami i dobrą praktyką, takie ciało nie powinno być wydobywane na powierzchnię do momentu uzgodnienia wydobycia z policją i prokuratorem, prowadzącym daną sprawę. Płetwonurek ciało znajdujące się pod wodą powinien zabezpieczyć, miejsce oznakować i czekać na dalsze instrukcje, które otrzyma od służb. W odpowiednich warunkach podwodnych powinna zostać także stworzona dokumentacja. Niestety, w naszym kraju procedury i szkolenia nie są tak rozwinięte jak za granicą, i często poprzez niewłaściwe działanie służb następuje utrata ewentualnych materiałów dowodowych, a ciało jest wydobywane na powierzchnię niezabezpieczone. Ogólnie mówiąc, termin kryminalistyki podwodnej w naszym państwie po prostu nie funkcjonuje w praktyce.

A zdarzyła Ci się kiedyś taka sytuacja, że szukając jakiejś konkretnej osoby zaginionej natrafiłeś na zupełnie inną?
M.K: Zazwyczaj staram się przygotować do każdych poszukiwań i wytypować obszar, związany z zaginięciem danej osoby. Często poszukiwania realizowane są na różnych akwenach i nie mam konkretnej informacji, na którym się skupić albo czy w ogóle brać pod uwagę wodę. Dlatego czasem zdarzają się takie sytuacje, że następuje przeszukiwanie wielu akwenów w obszarze zaginięcia. Przywołam ostatnią sytuację, kiedy odnalazłem na dnie Odry samochód, który przebywał pod wodą 17 lat. W tej sytuacji rzeczywiście było tak, że realizowałem poszukiwania za mężczyzną z Częstochowy, który zaginął 5 lat wcześniej. Ten obszar był przeze mnie wyznaczony jako obszar rzeki, gdzie zaginiony mógł dojechać samochodem i gdzie mógł się znajdować w rzece. To jest kwestia czasu aż tego mężczyznę z samochodem uda mi się znaleźć. Nigdy też nie chcę rodzinie odbierać nadziei, ale wydaje mi się, że minął tak długi czas, samochód nigdzie nie został odnaleziony, a znając tło całej sprawy, wydaje mi się, że czynnikiem który miał wpływ na zaginięcie mężczyzny z Częstochowy mogła być depresja. Te poszukiwania realizuję od 2 lat. Podczas przeczesywania sonarem wytypowanego odcinka rzeki natrafiłem na zupełnie inny samochód, którym poruszał się Marcin Sakowicz, zaginiony 17 lat wcześniej. Schodząc pod wodę, nigdy nie wiem, czego mogę się spodziewać. Każde zejście pod wodę jest jedną wielką niewiadomą, ponieważ sonar pokazuje mi kształt i wymiary. W tej sytuacji, schodząc pod wodę, zobaczyłem, że samochód bardzo długo pod nią przebywał, był całkowicie obrośnięty muszelkami małż. Zawsze staram się bardzo szczegółowo sprawdzić każdy wrak samochodu. W tym nie było przedniej szyby. Spędziłem sporo minut pod wodą, żeby ściągnąć tablice rejestracyjne i znaczki samochodu. Chciałem wyjść z pod wody z dowodem, gdyż często moje wcześniejsze działania wyglądały w ten sposób, że wychodziłem z wody, informowałem policję i był kompletny brak odzewu oraz pomocy ze strony służb. Spotykałem się nawet z takimi sytuacjami, że policja mówiła mi, że jeżeli sam na własny koszt wydobędę takie auto, to wtedy dopiero się zainteresują i przyjadą. Rok temu, kiedy sam wydobyłem 5 samochodów, zadzwoniłem na policję i dopiero wtedy przyjechali. Nie zawsze jest możliwość zweryfikowania auta w środku, ponieważ może być zamulone albo stać do góry kołami. Nie powinno się wybijać szyb, żeby nie utracić dowodów rzeczowych i ewentualnych szczątków. Nie ma często fizycznie takich możliwości żeby wrak zweryfikować pod wodą i zupełnie wykluczyć chociażby obecność szczątków ludzkich. Mam samochody, które również zgłaszałem policji i do tej pory nie zostały one wydobyte. Myślę, że sytuacja z samochodem Marcina może da do myślenia służbom i przekona je, że tego typu działania są potrzebne. Tym bardziej, że wiele rodzin wciąż czeka na odpowiedź co stało się z ich bliskimi. Nie można wykluczyć, że przykładowo, nawet gdy samochód jest pusty, to w bagażniku nie znajdują się ludzkie szczątki lub pomimo kradzieży nie został on użyty do innych działań przestępczych.

Kiedy odnajdujesz zatopione wraki i sprawdzasz szyby, czy mogą one sugerować przyczynę zatopienia? Czy tego kompletnie się z sobą nie łączy?
M.K: Jeśli samochód stoi dłuższy czas pod wodą, a szyby są brudne, to nawet po ich przetarciu nie ma często możliwości określenia, co się znajduje w środku. Również trzeba wziąć pod uwagę to, że wiele osób, które zatonęły wraz z samochodem, nie znajdują się na miejscu pasażera lub kierowcy, tylko należy ich szukać na tylnej kanapie. Z tego względu, że osoba, która nie potrafi pływać lub nie jest w stanie się wydostać przechodzi na tył samochodu, gdzie wciąż może znajdować się „poduszka” powietrzna do oddychania.

Potencjalnie, jeżeli znajdujesz samochód, który ma wybitą przednią szybę, czy to może o czymś świadczyć, na przykład że został zepchnięty do wody albo wpadł w nią z impetem? Czy nie jest to powiązane?
M.K: Wracając do sprawy Marcina Sakowicza, uważam, że działania policji zostały źle zrealizowane ze względu na to, że szyba samochodu również powinna zostać odnaleziona w rzece. Nie można wykluczyć, że to właśnie na niej znajdują się ślady istotne do wyjaśnienia sprawy do końca. Można stwierdzić w jaki sposób ta szyba była wybijana, czy posiada dodatkowe uszkodzenia spowodowane przez osoby trzecie. Należy pamiętać, że jeśli samochód tonie, powinniśmy wybijać szybę boczną, ponieważ szyba przednia jest laminowana i trudna do rozbicia.

Jak typujesz miejsca, kiedy kogoś poszukujesz? Wybierasz najbliższe zbiorniki, gdzie taka osoba potencjalnie może się znajdować?
M.K: Myślę, że każda sytuacja jest inna. Jednak w przypadku samobójstw, większość osób, jeśli chodzi o wodę, jest znajdowana w promieniu około 25 kilometrów, gdy poruszają się samochodem. Choć nie ma na to reguły. Na przykład Marcin Sakowicz przejechał samochodem od domu około 70 kilometrów. Tutaj kluczowym dowodem na pewno jest portfel, który został odnaleziony w samochodzie. Zaginiony w tym dniu miał udać się do banku, celem wpłacenia czesnego za studia swojej żony. Policja miała dużo szczęścia, że mimo nieprawidłowo wydobytego wraku samochodu, kołami do góry bez zabezpieczonych szyb, szczątki ludzkie czy wspomniany portfel nie zostały utracone. A portfel jest jednym z istotnych dowodów, gdyż można, nawet mimo upływu czasu, sprawdzić czy wciąż znajdują się w nim pieniądze i stwierdzić, czy zaginięcie Marcina nie miało na przykład tła rabunkowego.

Czy miałeś taką sprawę, która ciągnęła się bardzo długo, ale finalnie udało Ci się ją rozwiązać?
M.K: Myślę, że jeszcze takie przede mną. Są poszukiwania, które cały czas realizuję i są związane z zaginięciem osób sprzed wielu lat. Przykładowo, na pewno w najbliższych dniach czy tygodniach, będę realizował poszukiwania za chłopakiem, który zaginął 26 lat temu i jest to pewne, że znajduje się gdzieś w wodzie.

Oby udało się do niego dotrzeć i pozwolić rodzinie poznać prawdę. Nurkowanie i poszukiwanie osób zaginionych to zatem Twoja misja. Szacunkowo, ile osób już udało Ci się odnaleźć?
M.K: Nurkowanie i poszukiwania zaginionych to nie jest moje główne zajęcie i moja praca. Robię to dodatkowo, a zupełnie czym innym się zajmuję na co dzień. Nie prowadzę swoich własnych statystyk, nie liczę osób, których szukałem. Są też takie poszukiwania, gdzie osób nie udaje się odnaleźć. Bardziej te liczę i pamiętam, bo ciągle nie dają mi spokoju. Często poszukiwania wiążą się z własnym zaangażowaniem emocjonalnym. Poznaję historie zaginionych osób, rozmawiam z ich rodziną. Ciągle pamiętam, że ci bliscy zaginionego na mnie liczą. Czuję się też czasem przez to bezradny, bo poszukiwania nie przyniosły efektu i ciągle zastanawiam się co jeszcze mógłbym zrobić, aby dotrzeć do prawdy i przynieść jej oczekującym ukojenie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Ostrzał Kijowa. W trakcie operacji na sercu dziecka zabrakło prądu

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie