Tomasz Maszczyk: To jest dopiero pierwsza fala imigrantów. Będą kolejne

Redakcja
Uchodźcy z Syrii na Węgrzech
Uchodźcy z Syrii na Węgrzech Tomasz Maszczyk
Uchodźcy przychodzą całą dobę. Są z nimi wolontariusze, także z Polski - Agata Pustułka rozmawia z Tomaszem Maszczykiem, śląskim dziennikarzem Radia Zet, który relacjonował z Węgier marsz Syryjczyków.

Pierwszy Syryjczyk, którego spotkałeś?
43-letni mężczyzna, zrozpaczony, bo gdzieś w tłumie zniknął jego kilkunastoletni syn. Był przerażony, nikt nie potrafił mu pomóc. Podobno chłopiec wsiadł do jakiegoś busa i gdzieś odjechał. Nie wiadomo gdzie, bo panował chaos. Nie chciał się przedstawić. Bał się, że informacja dotrze w jakiś sposób do żony, do Syrii, i wydarzy się tragedia. Mam nadzieję, że się w końcu odnaleźli.

W telewizji wśród imigrantów widzimy właśnie mężczyzn, w różnym wieku. Polacy nie rozumieją, czemu to oni, a nie ich żony, dzieci, w pierwszej kolejności nie uciekły z kraju?
Mężczyźni stanowią taką forpocztę. Idą na pierwszą linię, szukają spokojnego miejsca do życia. To im przypisana jest rola przywódcy i obrońcy. Mają dojechać do Niemiec, Belgii, Norwegii i potem ściągnąć tam rodzinę. Ale kamery łapały najczęściej obrazki przy samej granicy. Nie pokazywały kobiet, dzieci i całych rodzin, które koczowały w minimiasteczku namiotowym obok granicy w polu.

Czy spotkałeś wśród imigrantów kogokolwiek, kto chciał przyjechać do Polski?
Może dwie osoby. Ale im było wszystko jedno, byle być dalej od bomb i od Węgier, bo tam nie chcieli zostać. Młody Syryjczyk mówił mi, że on do Polski nie chce. Tam nie ma żadnych przyjaciół, nie zna języka. Musiałby zaczynać wszystko od zera. W Niemczech ma znajomych. Chciał jechać do Polski 62-letni Syryjczyk. Był chrześcijaninem. Może tutaj trafi razem ze swoim przyjacielem. Spał tylko dwie godziny w ciągu sześciu dni. Na twarzach wielu tych osób widać ponadludzki wysiłek. Niektórzy nie wytrzymują i trafiają do szpitali w Serbii.

Jak wyglądała pomoc dla uchodźców od wewnątrz?
Węgrzy organizowali wodę, bułki. Tylko w węgierskiej telewizji widziałem, jak policjanci rzucają bułki w tłum zgromadzony w jakiejś sali gimnastycznej. W obozie dla uchodźców, w którym byłem, na szczęście nie doszło do takich sytuacji. Na miejscu spotkałem bardzo wielu wolontariuszy, przede wszystkim z Niemiec, ale też z Czech, Słowacji i oczywiście z Polski. To dzięki nim uchodźcy mieli ciepły posiłek. Rozmawiałem z nimi, np. z Ulą z Warszawy. Opowiadała, że przyjechała pod wpływem impulsu, za własne pieniądze. Musiała tam być, podobnie jak Łukasz i Piotr. Teraz jest tam już Tomek. Pracuje na nocne zmiany, bo ci ludzie przychodzą do obozów w Chorwacji przez całą dobę.

Granica węgierska w pewnym momencie została zamknięta. Jak udawało im się mimo wszystko przedostać?
Nie udawało się. Po zamknięciu granicy liczba osób, które ją nielegalnie przekraczały, spadła z 8 tysięcy do ponad 200. Oni szukali przerw w ogrodzeniu, w innych miejscach niż to, przez które przechodzili tysiącami. Przed zamknięciem granicy przechodzili przez taką wyrwę w ogrodzeniu, gdzie były tory kolejowe. W sumie i tak nikt tego nie pilnował. Mimo że stał radiowóz policyjny, to oni i tak szli. Mieli do przejścia z Serbii na Węgry około kilometra po torach. Musieli dojść do prowizorycznego obozu i tam spędzić w skandalicznych warunkach od kilku godzin do kilku dni. Widziałem tam z półtora tysiąca osób otoczonych na wielkim placu przez policję. Od razu przez głowę przeszły mi wdrukowane w naszą narodową pamięć obrazki z II wojny światowej.
Kim są uchodźcy? Co robią, robili u siebie w kraju?
To np. chłopak ze swoją sparaliżowaną babcią, którą wiózł na wózku inwalidzkim ok. 2 tys. kilometrów. Inny chłopak zostawił w domu siostrę. Musiał. Z powodu wybuchu bomby straciła nogi. Kolejny to student, wybitny 19-latek z perfekcyjnym angielskim, którego marzeniem jest ukończenie studiów. Wyobraź sobie, że w jakiś niewyobrażalny sposób dodzwonił się do chorwackiego rządu i skłonił urzędników do sprowadzenia autobusu, którym potem wyjechał wraz z kilkudziesięcioma osobami. Większość uchodźców to jednak osoby niewykształcone, nierzadko analfabeci. Oczywiście nie ma to znaczenia, bo wszyscy tak samo potrzebują wsparcia, ale trzeba to wiedzieć, żeby właściwie im pomóc i wiedzieć, jakie siły w tę pomoc zaangażować. Ok. 30 proc. osób, które znalazły się na Węgrzech, to nie uchodźcy, ale imigranci ekonomiczni. Korzystają z możliwości ucieczki do bogatszego świata. Spotkałem na przykład młodego mężczyznę z Bangladeszu. Ten na pewno idzie „za chlebem”. Teraz idą tysiącami z Chorwacji na Węgry. Ostatnio znów padł rekord. Przeszło ponad 10 tysięcy osób w ciągu doby.

Jak węgierskie media relacjonują przebieg wydarzeń?
Obiektywnie. Poza incydentem, który obiegł cały świat, gdy operatorka jednej z telewizji podłożyła nogę uciekającemu Syryjczykowi, nie zauważyłem „podgrzewania” tematu. Węgrzy nie byli przygotowani na tę falę. W obozach początkowo nie było toalet, jedzenia. Żaden jednak z Syryjczyków, z którymi rozmawiałem, nie chciał zostać na Węgrzech. Nie można było się dziwić tym ludziom, że pustymi plastikowymi butelkami po wodzie usiłowali rzucać w krążący nad nimi helikopter. Oni mają dość widoku broni, żołnierzy, samolotów.

Jak z punktu widzenia osoby, która widziała wędrówkę uchodźców, powinno się zareagować, by z jednej strony skutecznie im pomóc, a z drugiej - zniwelować obawy Polaków i innych Europejczyków? W Polsce stosunek do imigrantów zaczyna mi przypominać antysemickie, godne najwyższego potępienia, działania.
Tu z całą stanowczością powinna wejść Unia Europejska z jednoznacznym przekazem i działaniami. Powinniśmy przepuszczać przez granicę UE uchodźców zgodnie z przyjętymi konwencjami (nowojorską, dublińską), ale nie powinniśmy przyjmować uchodźców ekonomicznych czy innych, którzy mogą nam zagrażać. Od tego są odpowiednie służby, by ich sprawdzić. Jeśli którykolwiek kraj - jak Węgry czy Austria - ma problem, to powinna zadziałać Wspólnota Europejska i solidarność - trzeba np. wysłać naszych funkcjonariuszy do pomocy. Węgrzy zostali z problemem sami. Próbują sobie radzić, jak mogą, nie zawsze mądrze, ale bez pomocy kończy się tylko tym, że zamiatają problem pod dywan. Wywożą uchodźców do Austrii czy Słowenii i mają ich po prostu z głowy. Tak się nie da na dłuższą metę i dlatego cała Unia powinna pomyśleć, że chodzi tu nie tylko o rozlokowanie pierwszej fali uchodźców. Bo pamiętajmy, że jest to tylko pierwsza fala... Co do tego nikt nie ma wątpliwości.


*Oto zakręt mistrzów w Katowicach. Każdego dnia ktoś ląduje na barierkach
*Marsz przeciw imigrantom w Katowicach ZDJĘCIA + WIDEO
*Adamek - Saleta ZDJĘCIA + WIDEO CAŁA WALKA
*Merkury Market w Rybniku otwarty! ZOBACZ KONIECZNIE

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Morin

Czy Ty widzisz co piszesz, rząd będzie manipulował ludźmi aby wszyscy byli za przyjęciem tego bydła do naszego kraju. Będzie oszukiwał, wstawiał mętne, łzawe historyjki, i zdjęcia z dziećmi na współczucie, a w rzeczywistości sprowadzicie nam tu gwałciecieli i morderców. Polski rząd będzie kłamał, oszukiwał, mydlił obywatelom oczy, i kazał im milczeć, bo oczywiście imigrant ważniejszy od własnego obywatela. przykład daleko szukać? niemcy

Z
Zniesmaczony

Ciebie chyba nikt nie pytał ile ukradłeś aut,a ty chcesz wyrzucać innych i egzaminować z religii.
Co zrobisz jak Niemcy ciebie wyrzucą?
Jesteś katolikiem? To na pewno pójdziesz do piekła na wieczne potępienie!
Co za osioł!

T
Tomasz Maszczyk

Powinien Pan jechać i poznać historie tych ludzi. To Ludzie! Szkoda było czadu marnować na tyle liter. W tym samym czasie mozna obrac kilka ziemniakow i marchewek na zupe

Dodaj ogłoszenie