Nasza Loteria

Tomek Sobania przebiegnie 1517 kilometrów maratonami z Jasnej Góry do Rzymu. "To nigdy nie jest po prostu bieg. To zawsze pielgrzymka"

Patryk Osadnik
Patryk Osadnik
Wyprawa z Zakopanego do GdyniZobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE
Wyprawa z Zakopanego do GdyniZobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE Archiwum Tomasza Sobani
Tomek dopiero skończył 22 lata. Ma już w nogach 300 kilometrów drogą św. Jakuba i 750 kilometrów z Zakopanego do Gdyni. Podczas swoich wypraw codziennie pokonuje dystans maratonu. Tym razem zamierza przebiec 1517 kilometrów z Jasnej Góry do Watykanu. - To nigdy nie jest po prostu bieg. To zawsze pielgrzymka - podkreśla. Bieg Maratonami do Rzymu wystartuje we wrześniu. Cel? Charytatywna zbiórka pieniędzy.

W niedzielę po obiedzie mama Tomka odpoczywała w domu, a on razem z tatą i bratem wychodził na boisko. - Taką mieliśmy tradycję - uśmiecha się.

Jego przygoda ze sportem zaczęła się od sekcji piłkarskiej miejscowego klubu - KS Zamkowiec Toszek. Bieganie przyszło szamo z siebie, kiedy wybrał naukę w Gliwicach.

- Zawsze wychodziłem do liceum na ostatnią chwilę. Wiecznie byłem spóźniony na autobus, do szkoły, kościoła i na spotkania ze znajomymi, więc musiałem biec. Później zacząłem biegać nawet wtedy, kiedy nie musiałem. Te chwile dawały mi poczucie wolności - opowiada Tomek.

Pierwsze 30 kilometrów przebiegł w 2016 roku na Górę św. Anny. Wtedy też dołączył do sekcji lekkoatletycznej Piasta i do tego momentu w tej historii nie ma nic nadzwyczajnego.

Nie przeocz

"Barka" i niecodzienne spotkanie w Santiago de Compostela

W czerwcu 2018 roku Tomek Sobania przebiegł 300 kilometrów drogą św. Jakuba do Santiago de Compostela. Wyprawa trwała tydzień, co oznacza, że każdego dnia pokonywał co najmniej dystans maratonu.

Na trasie towarzyszyła mu siostra oraz tata. Oboje z samochodu asekurowali niespełna 20-letniego wówczas biegacza jak tylko mogli, ale z upałami, deszczem i morderczym podbiegami musiał radzić sobie na własnych nogach.

- Miałem dwa kryzysy. Pierwszy przyszedł, kiedy cały dzień biegłem w deszczu. Straszliwie mnie to wymęczyło, a w nocy obudziłem się zlany potem. Tata powiedział: „Jesteś chory, nie biegniesz”. Przeraziłem się, ale rano wszystko było już w porządku. Drugi przyszedł przedostatniego dnia, kiedy poczułem potworne szarpnięcie w łydce - wspomina.

Kolejny kilometr przemaszerował. Później zadzwonił do fizjoterapeutki, z którą cały czas był w kontakcie. Powiedziała mu, żeby rozgrzał i rozmasował bolący mięsień, co pomogło. - Tego dnia przebiegłem jeszcze 20 kilometrów - dodaje.

Do Santiago de Compostela Tomek wbiegł ze łzami w oczach i flagą Polski w dłoniach. Tak się złożyło, że akurat był tam w delegacji wicemarszałek Ryszard Terlecki i marszałek Stanisław Karczewski, a towarzyszyła im ambasadorka Marzenna Adamczyk.

- Nie mogłem uwierzyć, że spotkaliśmy się na drugim końcu Europy. Przy tej okazji w katedrze chór z Krakowa śpiewał „Barkę”. To było coś niesamowitego, prezent za mój wysiłek. W tym była ręka boża – uważa.

W drodze z Zakopanego do Gdyni "przekonałem się, jak Polacy są niesamowici i gościnni"

Rok później, na przełomie lipca i sierpnia, Tomek wybiegł z Zakopanego, postanawiając że w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, dzień przed swoimi 21 urodzinami, pojawi się w Gdyni.

- Podczas wyprawy do Santiago de Compostela fundacja Biegamy z Sercem przekazała 3 tys. złotych na, czyli 10 złotych za każdy przebiegnięty przeze mnie kilometr, na rzecz Laury Zawady, która zmaga się z dziecięcym porażeniem mózgowym. Tym razem założyłem zbiórkę na portalu Zrzutka.pl - mówi biegacz.

Na trasie Tomkowi towarzyszyła m.in. Dominika Hawryluk, matka trójki dzieci, u której pół roku wcześniej zdiagnozowano złośliwy nowotwór, a której tym razem chciał pomóc. Dołączyła do niego także olimpijka Sylwia Jaśkowiec czy Patrycja Berezenowska, bez wątpienia najlepsza polska ultramaratonka.

- Pewnego razu odezwał się do mnie zupełnie nieznajomy człowiek, który chciał się ze mną spotkać, uścisnąć dłoń i wrzucić coś do puszki. Zapytałem, czy mógłby poprowadzić samochód, a on został ze mną jeszcze na kolejny etap i wraz z rodziną zaprosił na grilla. Takich sytuacji, gdzie przekonałem się, jak Polacy są niesamowici i gościnni, było znacznie więcej - wspomina.

Tomek zgodnie z planem w ciągu 18 dni przebiegł 750 kilometrów. - Wszystko to przerosło moje oczekiwania, ponieważ udało się zebrać około 30 tys. - podsumowuje.

1517 kilometrów w 36 dni. We wrześniu rusza "Bieg Maratonami do Rzymu"

Gdyby nie pandemia COVID-19, to w połowie sierpnia 2020 roku Tomek wbiegłby już na metę swojego kolejnego wyzwania ultramaratońskiego. - Długo chodził mi ten pomysł po głowie, zbyt wiele poświęciłem na przygotowania i teraz go nie odpuszczę - podkreśla.

Zaczęło się od przesunięcia daty startu, przez niepewność co do możliwości przekraczania granic, problemy ze sponsorami, którzy pokryją koszty wyprawy w czasie kryzysu, po kłopot z noclegami, jakie początkowo zaplanował w parafiach, ale ze względów bezpieczeństwa padło na kampera.

Ostatecznie w niedzielę, 20 września, Tomek wraz ze swoją ekipą wyruszy z Jasnej Góry na Plac Św. Piotra w Watykanie. W sumie ma zamiar pokonać 1517 kilometrów w 36 dni.

- Sam sposób biegu nie różni się od poprzednich wypraw. Codziennie będę biegł maraton, który podzielę na dwa odcinki. Z tą różnicą, że teraz zabieram ze sobą fizjoterapeutę, który zapewni mi masaż w przerwie pomiędzy 24 a kolejnymi 18 kilometrami, a pod wieczór spróbuje mnie odpowiednio zregenerować - planuje.

Takie rozwiązanie przetestował już na 120 kilometrach Głównego Szlaku Beskidzkiego pomiędzy Ustroniem a Babią Górą, gdzie towarzyszyłem mu wraz z innymi członkami stowarzyszenia Cidry Lotajom.

- Ten wyjazd dał mi dużo pewności siebie, ponieważ okazało się, że po trzech dniach wymagającego biegania po górach nie czuję większego zmęczenia. Z drugiej strony, obserwacja innych biegaczy na trasie, jest dla mnie bodźcem, żeby jeszcze kilka rzeczy poprawić - podsumowuje.

Musisz to wiedzieć

"To nigdy nie jest po prostu bieg. To zawsze pielgrzymka"

Dlaczego z Jasnej Góry do Watykanu? - To nigdy nie jest po prostu bieg. To zawsze pielgrzymka, ponieważ mam dużo czasu, żeby pomyśleć, pomodlić się - zdradza.

Wiara dla Tomka jest bardzo ważna, ponieważ w jego domu religia zawsze była ważna. Nieprzypadkowo po raz pierwszy pobiegł na Górę św. Anny. Później była Jasna Góra i Santiago de Compostela, a biegnąc przez całą Polskę wybrał datę, która pokrywała się z dniem Najświętszej Mari Panny.

- Mam wrażenie, że nie będzie to tylko pielgrzymka, ale bieg w poszukiwaniu Boga. Ostatnio nasza relacja jest skomplikowana, ale wiem, że gdy znikąd pojawia się rozwiązanie kłopotów, to jest to jego zasługa. A tak w kwestii Biegu Maratonami do Rzymu już kilka razy było - mówi ultramaratończyk.

W tym roku Tomek znów poprowadzi zbiórkę charytatywną. Dla kogo? To jeszcze tajemnica.

Zobacz koniecznie

Bądź na bieżąco i obserwuj

od 7 lat
Wideo

Tomasz Pawlak - Dolnośląska Kraina Rowerowa

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni