Tragedia w Gilowicach. Lekarz zabił kobietę w ciąży i jej córkę. Sąd apelacyjny wydał wyrok

Jacek Drost
Jacek Drost
PAP
PAP
Krzysztof S. podczas pierwszej rozprawy
Krzysztof S. podczas pierwszej rozprawy arc
Dzisiaj 29 listopada przed bielskim Sądem Okręgowym zakończyła się rozprawa apelacyjna w sprawie głośnego wypadku, do którego doszło w październiku 2020 r. w Gilowicach na Żywiecczyźnie, gdzie wówczas 68-letni lekarz śmiertelnie potrącił 36-letnią kobietę w ciąży oraz jej 3-letnią córeczkę. Sąd apelacyjny utrzymał w mocy wyrok sądu pierwszej instancji. Oskarżony Krzysztof S. nie był obecny na ogłoszeniu wyroku. - Dwa i pół roku pozbawienia wolności za zabicie kobiety w ciąży i mojej córki to nie jest żadna kara - stwierdził po wyjściu z sali sądowej Andrzej Rodak, który w wypadku stracił żonę i córkę.

- Wymierzona w pierwszej instancji kara jest kara sprawiedliwą i uwzględniającą zarówno okoliczności przemawiające na korzyść oskarżonego, jak i okoliczności przemawiające na niekorzyść. To kara wyważona, kara sprawiedliwa - stwierdził na koniec prawie półgodzinnego uzasadnienia ustnego sędzia Piotr Wójciga, który prowadził rozprawę apelacyjną.

Przypomnijmy, że obrońca Krzysztofa S. Jakub Staszkiewicz domagał się uniewinnienia oskarżonego lub w przypadku uznania winy zastosowanie kary, która umożliwiłaby pozostanie Krzysztofa S. na wolności. Mec. Staszkiewicz stwierdził, że żywiecki Sąd Rejonowy dopuścił się szeregu uchybień, m.in. opinie biegłego rozstrzygał na niekorzyść oskarżonego.

Podwyższenia kary więzienia do sześciu lat domagała się z kolei prokuratura. Prokurator Jacek Folta podkreślał, że oskarżony umyślnie naruszył zasady ruchu drogowego, jadąc zbyt szybko (67 km na godz. na nie 50 km na godz.). Nie podejmował też żadnych manewrów, by uniknąć uderzenia w stojące kobietę i dziecko.

Andrzej Rodak będący oskarżycielem posiłkowym domagał się maksymalnego wyroku dla Krzysztofa S. Jego pełnomocnik Krzysztof Kowalski przypomniał, że Krzysztof S. przedstawiał różne wersje zdarzeń. Mówił o utracie przytomności lub psie, który przebiegł ulicę. Biegli wykluczyli, by były to zdarzenia prawdziwe.

- Faktem jest, że gdyby jechał 50 km na godzinę nie doszłoby do wypadku. (...) Po wypadku nie pomagał ofiarom, zadzwonił do pracy, że go nie będzie, do syna. Nie skupiał się na pomocy ofiarom. Nie wezwał służb ratowniczych, nie wykazał skruchy - powiedział.

Bielski Sąd Okręgowy podtrzymał dzisiaj w mocy wyrok Sądu Rejonowego w Żywcu, który na początku kwietnia wymierzył Krzysztofowi S. karę dwóch lat i sześciu miesięcy bezwzględnego więzienia. Otrzymał on także sześcioletni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych i miał zapłacić m.in. po 30 tys. zł nawiązki dwojgu bliskich ofiar.

W uzasadnieniu ustnym dzisiejszego wyroku sędzia Piotr Wójciga przypomniał, że wpłynęły trzy apelacje. Dwie domagały się zaostrzenia kary wobec oskarżonego, a jedna jego uniewinnienia. Zwrócił uwagę, że sąd pierwszej instancji prawidłowo przeprowadził postępowanie dowodowe, a następnie prawidłowo ocenił zebrany materiał dowodowy, co kwestionowała obrona Krzysztofa S.

- Sąd pierwszej instancji wymierzył oskarżonemu karę dwóch lat i sześciu miesięcy pozbawienia wolności. Ta kara została zaskarżona zarówno przez obrońcę oskarżonego, który uważa, że jest rażąco niewspółmiernie surowa, jak też przez pełnomocnika oskarżycieli posiłkowych oraz oskarżyciela publicznego, którzy uznali, iż kara jest rażąco niewspółmiernie łagodna. Wnioski tych apelacji są skrajnie rozbieżne – mówił sędzia Piotr Wójciga.

Dodał, że sąd odwoławczy musiał uwzględnić wszystkie okoliczności, zarówno przemawiające na korzyść oskarżonego, jak i na jego niekorzyść.

- Oskarżony jest osobą o nieposzkalowanej opinii, niekarany, prowadzi ustabilizowany tryb życia. Nie prowadził pojazdu jakoś brawurowo, z prędkością rażąco za wysoką. Orzeczenie kary maksymalnej w takiej sytuacji, czyli ośmiu lat pozbawienia wolności nie byłoby uzasadnione – stwierdził sędzia Piotr Wójciga. Dodał, że jednocześnie skutki tego wypadku, śmierć dwóch osób, nie pozwalają orzec wobec oskarżonego kary, która nie byłaby karą bezwzględnego pozbawiania wolności. - Tak orzeczona kara niewątpliwie zrealizuje swoje cele w zakresie prewencji indywidualnej, uświadomi oskarżonemu naganność jego postępowania i skutecznie odstraszy go przed ponownym popełnieniem przestępstwa – mówił sędzia, zwracając uwagę, że jest to kara za przestępstwo nieumyślne.

Andrzej Rodak nie krył swojego rozczarowania dzisiejszym wyrokiem. - Jak może się czuć ojciec i mąż, który walczy o maksymalny wyrok kary, a słyszy wyrok dwa i pół roku więzienia. Ktoś kiedyś powiedział, że do sądu idzie się po wyrok, a nie po sprawiedliwość. Tak to wygląda według mnie. Mogli go lepiej puścić na wolność, bo dla mnie to żadna kara za zabicie kobiety w ciąży i córki. Nie chciałem zemsty, ale sprawiedliwego wyroku - powiedział tuż po ogłoszeniu wyroku Andrzej Rodak. Dodał, że nie wyklucza, iż będzie się starał o kasację tego wyroku.

Nie przeocz

Zobacz także

Musisz to wiedzieć

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

iPolitycznie - Ukraina w UE? - skrót

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie