MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Tragedia w Świętochłowicach: Skatowali go na śmierć. On ich tylko upomniał [WIDEO + ZDJĘCIA]

Sonia Cichoń
Nie żyje 47-latek, wolontariusz w Centrum Kultury Śląskiej w świętochłowickiej dzielnicy Lipiny. Prokuratura w Chorzowie wyjaśnia przyczyny zgonu. Kilka dni wcześniej świętochłowiczanin padł ofiarą brutalnego pobicia.
Nie żyje 47-latek, wolontariusz w Centrum Kultury Śląskiej w świętochłowickiej dzielnicy Lipiny. Prokuratura w Chorzowie wyjaśnia przyczyny zgonu. Kilka dni wcześniej świętochłowiczanin padł ofiarą brutalnego pobicia. ARC
Brutalne pobicie w Świętochłowicach zakończyło się śmiercią mężczyzny, który tylko chciał upomnieć nastolatków. Stłuczenia mózgu, żeber i płuc, oraz pęknięcie kości podstawy czaszki i krwiak nadtwardówkowy - właśnie takie obrażenia wykazała sekcja zwłok pobitego 47-latka ze Świętochłowic, przeprowadzona w przedwczoraj, w czwartek, przez chorzowską prokuraturę. Sprawcy pobicia zostali szybko zatrzymani. To trzech mężczyzn i kobieta. Będą sądzeni i grozi im nawet do 10 lat pozbawienia wolności

Brutalne pobicie w Świętochłowicach. Ofiara nie żyje:

Pan Dariusz, 47-letni mieszkaniec Świętochłowic, od lat był wolontariuszem w tamtejszym Centrum Kultury Śląskiej. Zawsze chętny do pomocy, człowiek o gołębim sercu - taką miał opinię.

W nocy z 13 na 14 lutego usłyszał i zobaczył, jak licząca cztery osoby grupa młodych ludzi wybija szyby w budynku CKŚ w dzielnicy Lipiny. Zwrócił im uwagę za chuligańskie zachowanie. Wtedy doszło do wymiany zdań, a grupa pijanych 18-20-latków zaczęła być wobec niego coraz bardziej agresywna. Zaczął uciekać, ale oprawcy dogonili go w podwórzu jednej z kamienic. Tam doszło do masakry - bili i kopali go, aż przestał reagować.

Pan Dariusz zdołał jeszcze resztką sił dotrzeć na komisariat, skąd z silnymi bólami głowy trafił do szpitala. Diagnoza: krwiak nadtwardówkowy. Lekarze kilkadziesiąt godzin walczyli o jego życie. Niestety, dwa dni później zmarł.

CZYTAJ KONIECZNIE ROZMOWĘ Z LEKARZEM ZE SZPITALA W BYTOMIU:
DR PIENIĄŻEK: STAN KLINICZNY PACJENTA GWAŁTOWNIE SIĘ POGARSZAŁ

- Przy tego typu krwiaku nadtwardówkowym stan pacjenta pogarsza się z drastyczną szybkością. Występuje przy tym silne krwawienie, które zwiększa ciśnienie wewnątrz czaszki. Kiedy mieszkaniec Świętochłowic trafił do naszego szpitala, miał już niestety objawy uszkodzenia pnia mózgu, był głęboko nieprzytomny - tłumaczy nam dr Jerzy Pieniążek, dyrektor naczelny Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 4 w Bytomiu.
Pacjenta zdiagnozowano w świętochłowickim ZOZ-iej w dniu pobicia, czyli 14 lutego. Tam też wykonano mu tomografię komputerową głowy, a potem przetransportowano na oddział neurochirurgii w Bytomiu. Chory natychmiast znalazł się na stole operacyjnym. Usunięcie krwiaka nie pomogło, bo wszystkie funkcje życiowe wcześniej ustały. Po kilkudziesięciu godzinach dramatycznej walki o życie, pacjent zmarł. Mówiąc wprost: został zakatowany za to, że zwrócił uwagę wandalom, demolującym Centrum Kultury Śląskiej w Świętochłowicach.

Sprawcy dokonali pobicia, którego skutkiem był zgon. Jesteśmy pewni, że między pobiciem a śmiercią ofiary istnieje związek przyczynowy. Podjęliśmy decyzję o tymczasowym aresztowaniu dwóch młodych mężczyzn. Teraz czekamy na decyzję sądu w tej sprawie - mówi Andrzej Sikora, prokurator rejonowy w Chorzowie.

CZYTAJ KONIECZNIE ROZMOWĘ Z LEKARZEM ZE SZPITALA W BYTOMIU:
DR PIENIĄŻEK: STAN KLINICZNY PACJENTA GWAŁTOWNIE SIĘ POGARSZAŁ

Rola trzeciego nastolatka i młodej kobiety, którzy także byli na miejscu pobicia, wciąż jest ustalana przez prokuraturę. Za pobicie ze skutkiem śmiertelnym grozi do 10 lat pozbawienia wolności. Mieszkańcy są głęboko wstrząśnięci tym, co się stało w Lipinach.
- Znałam tego człowieka, współpracował z nami. Wiem, że wybiegł z budynku, bo chciał przeciwdziałać wandalizmowi i przemocy. Dla mnie urasta do rangi bohatera, bo mógł przecież tylko zamknąć się w środku i wezwać policję - komentuje Justyna Kramorz, dyrektor świętochłowickiego CKŚ.

Lekarze przyznają, że wielu pacjentów trafia do szpitali po urazach podczas chuligańskich napadów. Najgorsze jest to, że ofiarami padają najczęściej zupełnie niewinni ludzie.

- Kiedy byłem młodszy, także zdarzyło mi się zwrócić komuś uwagę na niewłaściwe zachowanie. Dziś dzwonię po służby porządkowe i stoję daleko. Widząc jak wyglądają ludzie, którzy interweniowali sami i za to właśnie zostali pobici można poradzić tylko jedno: nie ingerujmy w sprawę. Wiele nie zdziałamy, a możemy stracić zdrowie, a nawet życie - apeluje doktor Jerzy Pieniążek.

Policja potwierdza: najlepiej w takich sytuacjach wybrać numer 112 albo 997. Patrol powinien pojawić się natychmiast.

CZYTAJ KONIECZNIE ROZMOWĘ Z LEKARZEM ZE SZPITALA W BYTOMIU:
DR PIENIĄŻEK: STAN KLINICZNY PACJENTA GWAŁTOWNIE SIĘ POGARSZAŁ

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni