Trzciana-Lubzina. Wielkie pożegnanie księdza Jaromira Buczaka, tragicznie zmarłego w Tatrach

Paweł Michalczyk
Paweł Michalczyk
screen z You Tube parafii Lubzina
Udostępnij:
Dwóch biskupów, ponad 140 księży i setki wiernych, w tym przyjaciele i rodzina pożegnało w poniedziałek zmarłego tragicznie księdza Jaromira Buczaka. Wikariusz z podbocheńskiej Trzciany zginął w tragicznych okolicznościach na tatrzańskim szlaku tuż pod Rysami.

FLESZ - Czterodniowy tydzień pracy w Niemczech?

Ksiądz Jaromir Buczak w pierwszych dniach sierpnia rozpoczął urlop. Ze względu na pandemię, nie wyjechał jednak na dłużej, preferując krótsze wyjazdy w góry lub nad wodę. 12 sierpnia z Trzciany wybrał się na Rysy od strony Morskiego Oka. Zabrał ze sobą trzech lektorów. Z parkingu w Palenicy Białczańskiej wyruszyli tuż po godzinie 6, a na szczyt Rysów dotarli w południe. Spędzili tam 40 minut. Ksiądz Jaromir nagrał wtedy krótki filmik z pozdrowieniami, który następnie rozesłał do grupy lektorskiej parafii Trzciana na Facebooku.

Do wypadku doszło w trakcie schodzenia ze szczytu w rejonie Grzędy pod Rysami, około pół godziny drogi z najwyższego wierzchołka Polski. Ksiądz Jaromir szedł zgodnie ze szlakiem, nie oddalając się od łańcuchów.

„W pewnym momencie, na skutek osunięcia się kamienia lub poślizgnięcia zaczął spadać do żlebu. W momencie upadku nikogo nie „wyprzedzał”, nie było to w żadnym stopniu przyczyną jego upadku. Nie udało mu się zatrzymać bezpośrednio po upadku i bardzo szybko nabrał prędkości lądując w dole żleb” - relacjonuje Mateusz, jeden z lektorów, którzy towarzyszyli księdzu w ostatniej wyprawie.

Świadkowie wypadku natychmiast zaalarmowali TOPR. Niestety, ratownik stwierdził zgon, ciało zostało przetransportowane do Zakopanego.

Mateusz wspomina, że ksiądz Jaromir znał Tatry jak własną kieszeń, zdarzało się że jeździł tam co tydzień. Był zresztą obyty ze znacznie wyższymi górami, choćby w Boliwii, gdzie jako kleryk trafił na praktykę i bywał na 5 tysiącach metrów. „Na Rysach był pięć razy, z czego jeden raz zimą. Po Tatrach chodził od wielu lat. Bardzo zwracał uwagę na bezpieczne poruszanie się po szlaku i trzymaniu się zasad bezpieczeństwa. Posiadał najlepsze wyposażenie niezbędne do podróżowania w Tatrach Wysokich. Przekazywał nam wiele wskazówek w jaki sposób bezpiecznie poruszać się po górach. Jak widać, nawet najlepszym zdarzają się wypadki”.

Szok w podbocheńskiej Trzcianie

Mieszkańcy podbocheńskiej wsi nie mogli uwierzyć w to, co się stało. - Był bardzo sympatyczny, można było z nim o wszystkim porozmawiać, zwrócić się z każdym problemem. Był lubiany w naszej społeczności. To bardzo przykre, co się stało - ubolewa sołtys Trzciany Kazimierz Kołodziej. Z księdzem Jaromirem miał kontakt choćby w miejscowej szkole, gdzie pracował jako konserwator.

Ogromnego smutku nie kryje również proboszcz w Trzcianie, ks. Władysław Midura. - To wielka tragedia i wielki smutek. Był młody, pełen życia, inwencji twórczej - mówi duchowny. Księdzu Jaromirowi powierzył opiekę nad Katolickim Stowarzyszeniem Młodzieży. Zdaniem proboszcza, młody wikariusz sprawdzał się w tej roli znakomicie.

Księdza Jaromira bardzo dobrze zapamiętał również wójt Trzciany, Cezary Stawarz. - Był bardzo dobrym kapłanem, wspaniałym pedagogiem, a przede wszystkim dobrym człowiekiem - mówi wójt.

Księdza Jaromira wspominają również osoby, które spotkały go na swojej drodze zanim trafił do Trzciany. - Przez wiele lat pomagał mi w duchowych sprawach - wyznaje Ewa Rutka z Dębicy, która poznała go na oazie dla niepełnosprawnych w Łososinie Górnej w 2009 roku. Jaromir Buczak był wtedy na drugim roku seminarium. Po jego śmierci pani Ewa wspomina jako testament słowa, jakie napisał jej kleryk Jaromir: „Niech Ci Pan Bóg zawsze błogosławi, niech obdarza Cię pokojem, poznawaj Go i nigdy nie przestań się nim zachwycać oraz dzielić swoim głębokim świadectwem”.

Tłumy na pogrzebie duchownego

W ubiegły piątek w Trzcianie odbyło się nabożeństwo żałobne przy trumnie księdza Jaromira. - Takich tłumów nie pamiętam - mówi nam jeden z mieszkańców. Dzień wcześniej w kaplicy cmentarnej miała miejsce modlitwa różańcowa za duchownego.

W poniedziałek w parafii Lubzina koło Dębicy odbył się uroczysty pogrzeb z udziałem biskupa tarnowskiego Andrzeja Jeża i biskupa pomocniczego Leszka Leszkiewicza. W celebrze uczestniczyło 140 księży i tłumy wiernych.

- On nie płacze, on się cieszy, chociaż jego ciało podległe prawom fizyki upadło w przepaść i umarło, to jego dusza wróciła do ojczyzny, wróciła do domu - mówił w homilii bp Leszek Leszkiewicz, który w czasach seminaryjnych był przełożonym kleryka Jaromira.

O tym, jak ceniono księdza Jaromira świadczy choćby liczba zamówionych za niego mszy: 188 z parafii Lubzina, 200 z parafii Trzciana i 95 z Podegrodzia, gdzie duchowny pracował zaraz po święceniach kapłańskich.

Ks. Jaromir Buczak miał 34 lata, od siedmiu lat był księdzem.

Masz informacje? Nasza Redakcja czeka na #SYGNAŁ

Wideo

Materiał oryginalny: Trzciana-Lubzina. Wielkie pożegnanie księdza Jaromira Buczaka, tragicznie zmarłego w Tatrach - Gazeta Krakowska

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
John Dryburgh

indoors, no social distancing, no masks

i hope saniped are all over this

how many religious events do we need to have that cause clusters before these people change their attitude?

Dodaj ogłoszenie