Twaróg o katastrofie MTK: Lekcja życia i śmierci pod kierunkiem generała

Marek Twaróg
Gdy tak wczoraj widziałem te kwiaty w miejscu, gdzie 10 lat temu toczyła się dramatyczna walka z czasem, zimnem i strachem, nie sposób było uciec od wspomnień. Paradoks, że choć Śląsk przeżywał tyle tragedii pod ziemią i jesteśmy do nagłych śmierci przygotowani lepiej niż ktokolwiek inny w Polsce, to jednak największą traumę niesie ze sobą katastrofa budowlana w hali MTK. A nie tąpnięcie czy wybuch pyłu węglowego.

Pewnie każdy ma swoją opowieść z tej nocy i kolejnych kilku dni. Dla rodzin ofiar będzie w niej miejsce na telefon, którego nikt nie odbierał, bezradne obserwowanie akcji strażaków, informacje o najgorszym. Nawet wyobrażanie sobie tego jest trudne, choć przecież sama śmierć nikomu z nas nie daje o sobie zapomnieć i ta intymna emocja, straszna jak otchłań, jest tuż obok, w rodzinach, wśród znajomych, w drugim pokoju.

Swoją opowieść mają ratownicy i generał Skulich, szef akcji. Dawał wtedy odrobinę pewności, że coś wiadomo, że ktoś czuwa i że ktokolwiek wie, co teraz począć. Swoją opowieść mają dziennikarze, którzy byli na miejscu. Biegaliśmy rozognieni, prawdopodobnie nikt z nas nie widział wcześniej czegoś podobnego. Skulich jak profesjonalista - inaczej niż my - emocje ukrywał. Nawet jeśli miał wątpliwości - a miał, o czym dzisiaj w DZ opowiada (str. 12-13) - nie dawał tego po sobie poznać. Dlatego prawie każdy widział w nim szefa i przewodnika. Zaufajcie mi, wiem, co robię - tak bardzo wszyscy tam na miejscu potrzebowali takich słów.

W ubiegły piątek w obszernym materiale przedstawialiśmy w DZ sytuację prawną wokół katastrofy, winnych i niewinnych, pokazywaliśmy, jak wygląda życie rodzin ofiar. Dziś kończymy wspomnieniem generała Janusza Skulicha, jego spojrzeniem z dystansu i na akcję, i na swoją służbę. 28 stycznia 2006 roku - to bardzo ważna data i dla każdego z osobna, i dla Śląska w całości. Pokazaliśmy wtedy hart ducha i twardość, ale też solidarność. A wszystko to rysowane pastelową barwą śląskiej tradycji, miłości do gołębi, a jak do gołębi, to do wolności.

Tyle razy lubimy mówić, że DZ jest jak kronika dziejów naszej ziemi, naszych spraw, emocji i namiętności. Numer z poniedziałku, 30 stycznia 2006 roku, pierwszy po katastrofie, jest ważnym historycznym świadectwem tamtego czasu. Dlatego do niego wróciliśmy. Nie możemy zapomnieć o tych wydarzeniach. O ofiarach i bohaterach. I winnych tragedii.
TWITTER: @MAREKTWAROG

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Polska na zakręcie

Ze zdziwieniem czytam,że strata życia na kopalni jest nie tak ekspresyjna jak w tej hali.
Moim zdaniem Polska jest na zakręcie i o tym trzeba wyraźnie pisać.

Czy Kaczyński ma rację?
Trochę tak,ale przegina!
Jestem przekonany,że jeżeli on dalej będzie rządził,to tragedia la śląskości.
Ale on pogoni złodziei-to pewne!

Dodaj ogłoszenie