MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Twój dług zobaczysz w reklamie

Aldona Minorczyk-Cichy
FOT.123RF
Masz dług? Nie zapłaciłeś rachunku za internet, telefon, czy kablówkę. Zapomniałeś o ostatniej racie za samochód, pralkę?

Nawet jeśli to zdarzyło się wiele lat temu i nawet gdy chodzi o niewielkie pieniądze, twoje nazwisko i dokładny adres znajdzie się w gazecie i w internecie. Jedna z firm windykacyjnych zamieszcza w prasie ogłoszenia o sprzedaży wierzytelności wraz z listą dłużników i ich dokładnym adresem! O twoich kłopotach dowie się pracodawca, rodzina, a nawet sąsiedzi. A co jeśli Twoje długi kupi szemrana firma, która będzie chciała je odzyskać przy pomocy kija bejsbolowego? No właśnie, czy takie ogłoszenia pełne nazwisk, kwot i adresów są zgodne z prawem? I tak i nie.

Według Głównego Inspektora Ochrony Danych Osobowych prawo nie zabrania sprzedania wierzytelności przez ogłoszenie publiczne w gazecie, czy internecie. Małgorzata Kałużyńska-Jasak, rzecznik GIODO, podkreśla jednak, że podać do publicznej wiadomości można tylko takie dane, które są niezbędne do określenia wierzytelności. Słowem - imię, nazwisko i miasto - tak. Dokładny adres, czyli ulicę z numerem domu i mieszkania - nie.

W ostatnich dniach ukazały się jednak listy dłużników z bardzo szczegółowymi danymi. Co w takiej sytuacji? Pomocy można szukać albo w GIODO, albo w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Te mogą wszcząć postępowanie i nałożyć karę na firmę windykacyjną. W listopadzie UOKIK nałożył 220 tys. zł kary na Intrum Justitia. Za co? - Za wprowadzanie dłużników w błąd i niedopuszczalną presję - informuje rzecznik Małgorzata Cieloch.

Firma groziła dłużnikom wizytami w domu lub firmie, użyciem przymusu. To zaś mogło budzić niepokój, a nawet strach. Według najnowszego raportu Biura Informacji Gospodarczej w sierpniu 2010 roku było w Polsce prawie 2 miliony osób zalegających ze spłatą długów o blisko pół miliona więcej niż rok wcześniej. - Przed świętami znowu wiele osób zaciągnie kredyt. Zanim podpiszą umowy powinny dobrze przemyśleć, czy poradzą sobie ze spłatą - ostrzega Jerzy Sozański, Miejski Rzecznik Konsumentów w Katowicach. Bo długi trzeba płacić. Ci, którzy tego unikają, muszą godzić się z konsekwencjami. Bywa, że firmy windykacyjne balansują na granicy prawa lub je łamią. Jak? Grożąc dłużnikowi, zastraszając go, używając przemocy. Co robić, gdy to się dzieje? Zawiadomić prokuraturę.

Każdego kto z powodu kryzysu lub innych kłopotów finansowych nie spłaca kredytowych rat może spotkać taki oto los: siadasz rano przy śniadaniu, bierzesz łyk kawy, otwierasz gazetę i widzisz ogłoszenie: "Sprzedaż wierzytelności". Widzisz również swoje nazwisko, wysokość długu jaki zaciągnąłeś, a potem nazwę ulicy, przy której mieszkasz. Wielkie ogłoszenia firm windykacyjnych pojawiły się ostatnio w prasie i szokują nie tylko zadłużonych.

Takie działania windykatorów mogą dotykać coraz większą liczbę ludzi. Handel wierzytelnościami to interes, a Polacy mają niemal 90 mld zł długów. Najbardziej zadłużeni jesteśmy my - mieszkańcy województwa śląskiego. Przypada na nas niemal 15 proc. tej kwoty!

Dane o zadłużeniu Polaków pochodzą z raportu, jaki wiosną ogłosił Krajowy Rejestr Długów. Najmłodszy dłużnik w naszym regionie ma 17 lat i dług wysokości 406 zł w komunikacji miejskiej. Najstarszy - 100 lat. Zalega 248 zł za telewizję satelitarną.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów stale analizuje działania firm windykacyjnych. Jesienią ubiegłego roku Prezes UOKiK zakwestionowała praktyki stosowane przez spółkę EOS KSI Polska i nałożyła na nią karę w wysokości 200 tys. zł. W toku są inne postępowania w sprawie naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. Urząd bada, czy procedura prowadzenia rozmów z klientami zalegającymi z płatnością stosowana przez spółkę Euro Bank z Wrocławia nie narusza dobrych obyczajów. Pozostałe postępowania toczą się przeciwko wrocławskim BKKW i WEH Inwestycje.
Handel długami jest w Polsce całkowicie legalny. Firmy windykacyjne kupują je lub działają na zasadzie cesji powierniczej od firm telekomunikacyjnych, banków, spółdzielni mieszkaniowych, telewizji satelitarnych,.

Nie ma ma konkretnego przepisu, który wprowadzałby katalog czynności, jakie może podejmować windykator. Przed zasądzeniem roszczenia windykator może jedynie próbować polubownie rozwiązać sprawę. Może negocjować spłatę, zawierać ugody. Z wyrokiem w ręku pole manewru jest większe.
Należy pamiętać, że firma windykacyjna to nie komornik. To on, a nie windykator może stosować środki przymusu.

Prawnik radzi

Małgorzata Kałużyń-ska-Jasak, rzecznik Głównego Inspektora Ochrony Danych Osobowych
Prawo nie zabrania sprzedania wierzytelności przez ogłoszenie publiczne. Dłużnik musi się liczyć, że jego prawo do prywatności może zostać ograniczone. Ujawnienie imienia, nazwiska, miasta - bez podawania dokładnego adresu jest uzasadnione, bo określa przeciwko komu wierzytelność przysługuje, a nie wkracza zbytnio w prywatność. Ingerujące w prywatność jest podawanie w ofercie dokładnego adresu.

Jak uniknąć dużych długów i kłopotów z windykatorem?

Rozmowa z Jerzym Sozańskim, Miejskim Rzecznikiem Konsumentów w Katowicach

Czy często ma pan do czynienia z osobami, które twierdzą, że firmy windykacyjne w kontaktach z nimi łamią prawo?

Dość często przychodzą konsumenci, którzy czują się zastraszani przez windykatorów. Słyszą, że ktoś do nich przyjdzie nad ranem, wejdzie do domu, sprawdzi ich majątek, zajmie cenne przedmioty, opowie o ich problemach sąsiadom. To oczywiście działania bezprawne. Windykator nie może wejść w rolę komornika, który ma prawo zająć nasz majątek, czy dochód, bo działa na podstawie wyroku sądowego.

Jak uniknąć kłopotów?

Idealnie byłoby, gdybyśmy nie zadłużali się ponad swoje finansowe możliwości. Czasami jednak zdarza się, że z różnych powodów te długi narastają. Najgorsze co w takiej sytuacji można zrobić, to ukrywać się, uchylać od rozmów. Z wierzycielem, czy wynajętą przez niego firmą windykacyjną trzeba rozmawiać, wykazać dobrą wolę, przedstawić szczerze swoją sytuację i zaproponować spłatę. Długi trzeba regulować.

A gdy mimo prób układania się druga strona nie tylko straszy, ale podejmuje działania niezgodne z prawem?
To niezwykle rzadkie sytuacje. Staramy się w nich pomagać. W ostateczności, gdy ktoś czuje się zagrożony, może też zwrócić się do policji. Jednak takie próby zastraszania są trudne do udowodnienia. Gróźb nie znajdziemy w pismach. Zwykle padają w rozmowach telefonicznych. AMC

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Gadżety i ceny oficjalnego sklepu Euro 2024

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni