Tylko górnictwo zatrudnia jeszcze ludzi

Krzysztof P. Bąk
Z Mirosławem Kugielem, prezesem zarządu Kompanii Węglowej rozmawia Krzysztof P. Bąk

Przyglądając się pańskiej karierze w górnictwie, pokonywaniu kolejnych szczebli tej drabiny, wydaje mi się, że potrafi pan osiągnąć założony cel, postawić na swoim. Czy to przełoży się na tegoroczne, zapowiadające się na ciężkie, negocjacje płacowe ze związkowcami z Kompanii Węglowej?

Moja kariera na kierowniczych stanowiskach zaczęła się w 1996 roku, gdy zostałem dyrektorem kopalni Wieczorek. Byłem również członkiem zarządu Katowickiego Holdingu Węglowego, kierowałem Rybnicką Spółką Węglową. Na każdym z tych stanowisk trzeba było prowadzić dialog ze związkowcami. Nie są to więc dla mnie rzeczy nowe. Sądzę, że ten bagaż doświadczeń będzie pomocny. Szczególnie ten wyniesiony z Katowickiego Holdingu Węglowego, z czasów, gdy trzeba było, realizując rządowy program restrukturyzacji górnictwa, zamykać kopalnie.

Jaka przedstawia się sytuacja ekonomiczna Kompanii Węglowej pod koniec I kwartału bieżącego roku?

Jest trudna. Jako menadżer oceniam, że Kompania Węglowa nie jest w dobrej sytuacji finansowej. Żaden ze wskaźników, choćby dotyczący płynności finansowej, nie pokazuje, że jest inaczej. Nie płacimy na bieżąco za dostawy towarów i usług. Nasze zaległości wobec różnych firm sięgają 700 mln złotych. Dlatego płacimy im 39 dni po terminie.
Czy tego argumentu używał pan w czasie ubiegłotygodniowych, nieudanych negocjacji ze związkowcami?

Jeżeli strona społeczna - i to w sytuacji, gdy kryzys dotyka niemal wszystkich, również Kompanię Węglową - twierdzi, że firmę stać na 9-procentowe podwyżki, a taka była propozycja związkowców, to jestem po prostu zdumiony. Spełnienie tego żądania byłoby zagrożeniem dla bytu spółki.

To dlatego zaproponował pan podwyżki w wysokości nieco ponad 1 procenta?

W trakcie negocjacji zaproponowaliśmy, aby średnio pracownik otrzymał około 242 złote brutto więcej, ale uzależnione byłoby to od wyników firmy. Zaproponowaliśmy również, by przyjrzeć się, jak będzie rozwijał się kryzys, jak za kilka miesięcy będzie wyglądała sytuacja finansowa spółki i wrócić do rozmów w drugiej połowie roku. Nasza propozycja jest najlepsza, jaką można złożyć w tej trudnej sytuacji gospodarczej.

Związkowcy odrzucają ją jednak.

Jestem zdziwiony, że nie chcą jej zaakceptować. Tym bardziej, że w innych gałęziach przemysłu mówi się nie tylko o zamrożeniu płac, ale również o ich obniżeniu. Mam wrażenie, że postawa górników nie do końca jest tak nieodpowiedzialna, jak pan mówi. Górnicy mają świadomość kryzysu. Praktycznie godzą się na zamrożenie płac, zarówno w znajdującym się w nie najlepszej sytuacji finansowej Katowickim Holdingu Węglowym, jak i w Jastrzębskiej Spółce Węglowej, którą kryzys - poprzez zapaść na rynku stali - dotknął najbardziej. Chcą podwyżek w Kompanii, bo, po pierwsze, uważają, że jej sytuacja finansowa na to pozwala, a po drugie, średnia płaca jest tu najniższa ze wszystkich węglowych spółek. Proszę zwrócić uwagę, że najbardziej zagrożona jest strona przychodowa firmy. Informacje płynące z rynku wskazują na zmniejszanie produkcji energii elektrycznej z węgla kamiennego o 9-10 proc., a to bezpośrednio przekłada się na naszą sprzedaż węgla. Szacujemy, że zapotrzebowanie może być mniejsze nawet o 4 miliony ton. Godząc się na postulaty związków zawodowych, nie mogę doprowadzić Kompanii Węglowej do upadłości. Czuję się odpowiedzialny za utrzymanie tej firmy i za 65 tys. pracujących w niej ludzi. Spełnienie oczekiwań związkowców oznacza, że nie zatrudnilibyśmy w tym roku 3 tysięcy osób. A takie mieliśmy plany, żeby uzupełnić naturalne ubytki w zatrudnieniu, spowodowane między innymi odejściami na emerytury. W pierwszych miesiącach bieżącego roku zatrudniliśmy już 680 osób. Jestem więc jedynym pracodawcą w województwie śląskim, który przyjmuje do pracy. Może te argumenty trafiłyby na podatniejszy grunt, gdyby oszczędności panowie zaczęli od siebie. A jak wiadomo, pensje członków zarządu Kompanii Węglowej od początku roku są wyższe o 6,9 proc. Nic dziwnego, że związkowcy nie chcą zgodzić się na niższe podwyżki dla szeregowych pracowników.
Wysokość podwyżek kierujących spółkami Skarbu Państwa ustala tak zwana ustawa kominowa. Coroczna waloryzacja jest automatyczna. Pragnę jednak podkreślić, że wystąpiliśmy do właściciela o zamrożenie wzrostu wynagrodzeń członków zarządu Kompanii Węglowej do poziomu 2008 roku. I taka decyzja już zapadła.
Ale to nie jedyna wpadka. Opinię publiczną zbulwersowały doniesienia o wspólnych wojażach związkowców z Kadry i menadżerów z Kompanii Węglowej po Kambodży. Wojażach pod płaszczykiem wymiany doświadczeń, tyle że - jak twierdzą górnicy - w tym państwie nie ma się czego uczyć o górnictwie.

Nie uważam wyjazdu części menedżmentu Kompanii za dobry pomysł i za rzecz godną polecenia.

Mówił pan o zagrożonych przychodach i złej sytuacji finansowej Kompanii. Jak wygląda sytuacja całego górnictwa?

Kryzys w zbycie węgla jest widoczny i jest sporym zagrożeniem. Sytuacji nie polepsza spadek światowych cen węgla. Obecnie tona węgla w portach zachodnioeuropejskich kosztuje około 60 dolarów, a jeszcze kilka miesięcy temu płacono za nią dwukrotnie więcej. Wciąż nie wiemy, jak będzie przebiegać sprzedaż węgla dla energetyki zawodowej. Już teraz jest mniejsza o 6-7 proc., rosną więc zwały.

Przychody spółki mogłyby poprawić udane transakcje sprzedaży majątku. Załoga kopalni Silesia w Czechowicach-Dziedzicach jedynego ratunku dla swojego zakładu upatruje w jego sprzedaży majętnemu inwestorowi. Przed miesiącem ukazało się ogłoszenie o drugiej próbie zbycia czechowickiej Silesii. Znaleźli się chętni?

Ta transakcja na pewno poprawiłaby stronę przychodową firmy. Do tej pory zainteresowanie zakupem czechowickiej kopalni wykazało pięć firm. Jednak do końca marca, do ostatecznego terminu składania ofert, czekamy na kolejnych chętnych.

Spowodowany przez kryzys spadek przychodów zahamuje planowane inwestycje?

W tym roku planujemy zainwestować ponad 1,1 mld złotych. Bolączką nie tylko naszych kopalń jest brak robót przygotowawczych. Zaplanowaliśmy więc zwiększenie ich o połowę. W tym roku kosztem 560 mln złotych zostanie wydrążonych 46 km nowych chodników.

Musimy inwestować, żeby utrzymać wydobycie na poziomie ubiegłego roku, a potem systematycznie je zwiększać. Najwięcej polskiego węgla sprzedawanego za granicą wyjechało na powierzchnię z kopalń należących do Kompanii Węglowej. Proszę powiedzieć, jak to się stało, że mimo wielomilionowych transakcji walutowych, nie zaangażowaliście się w opcje, które są teraz przyczyną kłopotów wielu firm?

Mieliśmy propozycję od doradców, żeby zaangażować się w opcje walutowe, ale odmówiliśmy. Po pierwsze dlatego, że głównym naszym pośrednikiem w eksporcie węgla jest Węglokoks i to on zabezpiecza kontrakty. Własne mamy tak skonstruowane, że węgiel wysyłamy wtedy, kiedy pieniądze są już na koncie. Nie ma więc ryzyka kursowego.

Banki chcą naszych pieniędzy. Zapłacimy ujemne odsetki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie