Uczniowie nie boją się ściągać

Katarzyna Piotrowiak
Adam Kopciuszewski, dyr. Teatru Zagłębia też ściągał na maturze dla VIPów
Adam Kopciuszewski, dyr. Teatru Zagłębia też ściągał na maturze dla VIPów Olgierd Górny
Z 2,5 miliona uczniów gimnazjów i liceów co czwarty regularnie ułatwia sobie życie.

Kolejnych 40 proc. uczniów ściąga od czasu do czasu. Reszta sięga po ściągi sporadycznie - tak wynika z raportu przygotowanego przez portale Nauka.pl oraz GaduSonda.pl.

- Wydawać by się mogło, że nie ma takiego procederu, jeśli nie złapało się ucznia na gorącym uczynku. Ale myśląc tak, sam bym się okłamywał. Sądzę, że uczniowie są bardziej przebiegli niż my byliśmy kiedykolwiek - mówi Marek Ziółkowski, wicedyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 1 w Chorzowie.

Uczniowie rozmowni są tylko w internecie. Zakładają nawet wirtualne serwisy, w których radzą, jak zrobić ściągę i oszukać nauczyciela, gdy zbliża się do stolika. Na jednej z takich stron jest topografia ściągania, bo nie w każdym miejscu sprawdzają się te same sposoby. Pierwsza ławka w rogu sali pod oknem jest podobno miejscem o niewielkim stopniu ryzyka. Można stąd ściągać na niemal wszystkie sposoby. Miejsce daje ściągaczom wielkie pole do popisu, a szczególnie skuteczna jest ściąga pisana na kalendarzu, plakacie lub ścianie.

Przybywa też rodzajów ściąg. Zapisane kartki, dłonie, długopisy z wysuwającym się rulonikiem stosuje się do dziś, tak jak zapisaną białą podeszwę buta. Ta ostatnia uchodzi za trudną do wykrycia, ma jednak wady. Trzeba udawać, że chcemy się podrapać. Poza tym szkoda buta - czytamy w internecie.

Tradycyjne metody ustępują miejsca nowinkom. Uczniom nie chce się już spisywać zawartości podręczników, choć rekordzista zapisał podobno trzy metry papieru. Z nowinek takich jak palmtop, ściągi w komórce czy nadajniki radiowe chętniej korzystają chłopcy niż dziewczęta. Najpopularniejsze są zestawy słuchawek i mikrofonów. Piszący ma słuchawki w uszach i mikrofon w torbie, a podpowiadający siedzi na przykład w ubikacji - słucha poleceń nauczyciela i dyktuje odpowiedź. Metoda podobno popularna wśród studentów. Dlatego coraz więcej uczelni wymyśla własne sposoby na walkę z nieuczciwymi żakami. W Szkole Głównej Handlowej wprowadzono system żółtych kartek oraz monitoring sal egzaminacyjnych. Filmy z egzaminów wyświetla się na ekranie auli, zaś przyłapani studenci tracą stypendia naukowe. Recydywiści pozbawiani są praw studenta.

W Uniwersytecie Śląskim też mają swoje metody. - Wykładowcy organizują egzaminy tak, by na ściąganie nie było czasu. Test odbywa się na przykład w prezentacji PowerPoint. Pytania szybko pojawiają się na slajdach. Student nikogo nie zdąży nawet zapytać o podpowiedź - wyjaśnia Magdalena Ochwat, rzeczniczka prasowa UŚ.

Oszustwa są karane na wiele sposobów. Od oceny niedostatecznej do relegowania z uczelni.

- Ostatnio jednego ze studentów przyłapano w czasie egzaminu na rozmowie przez telefon i ustalaniu odpowiedzi. Stanął przed komisją dyscyplinarną, przyznał się, dostał naganę z ostrzeżeniem wpisaną do akt i do indeksu - dodaje Ochwat.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie