W 7. edycji programu MasterChef występuje reprezentant Lublińca. To Wojciech Kasprowicz, dla którego jest to przygoda życia ZDJĘCIA

Agnieszka Maciów
Pan Wojtek jest jednym z uczestników VII edycji programu. Uczęszczał m.in. do Liceum Ogólnokształcącego im. A. Mickiewicza w Lublińcu. Obecnie mieszka we Wrocławiu. masterchef.tvn.pl
Jeden z uczestników VII edycji programu MasterChef pochodzi z Lublińca. To Wojciech Kasprowicz na co dzień mieszkający we Wrocławiu. Nasz fizjoterapeuta – z wykształcenia – dotychczas traktował kuchnię jako hobby. Jednak dzięki atmosferze programu MasterChef emitowanego przez TVN i zdobywanych sukcesach, narodził się pomysł przebranżowienia na gotowanie zawodowe.

Udział w programie MasterChef wcale nie był oczywisty dla pana Wojciecha.

– Z wysłaniem formularza zgłoszeniowego zwlekałem do ostatniej chwili – wysłałem go na 15 minut przed zamknięciem zgłoszeń – przyznaje, dodając jednak, że kiedy dostał „fartucha” od samej Magdy Gessler, wszystko się zmieniło. – Udział w programie jest dla mnie przygodą życia i gdyby to było tylko możliwe – chętnie przeżyłby to wszystko jeszcze raz. Gotowanie w kuchni MasterChefa dostarcza mnóstwa emocji zarówno tych pozytywnych, jak i niestety tych mniej przyjemnych – mam tu na myśli stres czy zmęczenie wielogodzinnymi nagraniami – opowiada z wielkim entuzjazmem.

Zobaczcie zdjęcia:

Panu Wojciechowi już udało się „zabłysnąć” w programie i zachwycić jurorów swoimi lodami kardamonowymi, a także 30-minutową batalią z jajkiem dzięki, której dostał się do finałowej czternastki.

– Cała trójka jurorów była i jest dla mnie wielkim autorytetem, dlatego za każdym razem, gdy podchodzę do nich z talerzem czuje ogromny stres – nawet wtedy, kiedy jestem pewny tego co ugotuje. Jednak każda pochwała jury na szczęście dodaje skrzydeł i motywuje do dalszej walki o tytuł VII Polskiego MasterChefa – zdradza.

Dzięki udziałowi w programie lublińczanin stał się osobą rozpoznawalną w swojej okolicy, a także dodało mu to wiary we własne siły i umiejętności.

– MasterChef dał mi ogromnego kopa (…) Dzięki temu programowi uwierzyłem w to, że chyba faktycznie potrafię gotować, a moja kuchnia jest bardzo kreatywna, bo nie lubię w niej nudy, po prostu się nią „bawię” – dodaje zadowolony.

Uwielbia eksperymentować z kuchnią azjatycką, a jego popisowym daniem jest phad-thai, czyli smażony makaron z woka z jajkiem, krewetkami, kiełkami fasoli mung, pastą tamaryndową i sosem rybnym. Na swoim Facebooku zamieszcza też swoje autorskie przepisy i prowadzi profil na Instagramie.

Poziom uczestników tegorocznego programu, ocenia na bardzo wysoki. Co prawda na tym etapie nie umie jeszcze ocenić, który z uczestników jest dla niego realnym rywalem, ale jak sam o sobie mówi: „tanio fartucha nie sprzedam” i zapytany, pewnym siebie głosem odpowiada: „Moje szanse w programie? Myślę, że MasterChef może być tylko jeden i będę nim ja!”

Na razie zdradził nam, że jest parę osób, których się obawia. Jednak to nic w porównaniu z przyjaźniami jakie udało mu się nawiązać w MasterChefie i stworzyć zgraną paczkę: z Lorkiem, Martyną, Patrycją i Arkiem.

Co planuje zrobić z ewentualną wygraną? Jego marzenie nie jest skomplikowane.

– Od dawna marzyłem o tym, aby otworzyć swój food truck. Pieniądze z wygranej na pewno ułatwiłby mi realizację tego marzenia. Czy się uda? Zobaczymy. Jeżeli tak, to na pewno o mnie usłyszycie – zapewnia Wojciech Kasprowicz.

Magazyn reporterów Dziennika Zachodniego TYDZIEŃ

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie