W kinach "Kret", kręcony m.in. na Śląsku [RECENZJA i ZWIASTUN]

Katarzyna Pachelska
Wojciech Pszoniak w roli esbeka Marzena Bugała
"Kret", kręcony m.in. na Śląsku film z Szycem i Dziędzielem, wchodzi do kin. Recenzuje go Katarzyna Pachelska.

Nie oceniaj ojca zbyt pochopnie, mój kochany - mówi do Pawła (Borys Szyc) esbek Garbarek (Wojciech Pszoniak). Paweł akurat wściekle rozwala ziemię kilofem, w miejscu, gdzie stary aparatczyk ukrył kilka lat temu teczki tajnych współpracowników SB. - Takie były czasy. On musiał tak postąpić. Ja też pewnie bym tak zrobił - ciągnie z fałszywą troską esbek. Za teczkę ojca, plik starych papierów i fotografii, które w niepowołanych rękach mogą wyrządzić jeszcze wiele krzywdy, Paweł jest w stanie sporo zapłacić. Pieniędzmi i swoją duszą.

"Kret", film w reżyserii Rafaela Lewandowskiego, urodzonego we Francji w 1969 r. syna Polaka i Francuzki, dzisiaj wchodzi na ekrany polskich kin. Reklamowany jako thriller psychologiczny, z thrillerem ma niewiele wspólnego. To przede wszystkim poruszający dramat rodzinny, a lustracja jest tu tylko tłem do opowieści o ojcu (świetna, nagrodzona na ostatnim Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, rola Mariana Dziędziela) i synu, między którymi wyrosła ściana kłamstw i niedopowiedzeń, w końcu doprowadzająca do tragedii.

Zygmunt Kowal, legenda Solidarności, przywódca strajku w katowickiej kopalni Nowy Bolesław, który zakończył się masakrą, zostaje po 30 latach oskarżony o współpracę z SB. Jego syn i synowa (córka zabitego w czasie strajku górnika) żądają od niego prawdy, nawet najstraszniejszej. Zygmunt nie umie się przyznać do tego, że podpisał "lojalkę", choć zrobił to tylko dlatego, że szantażowano go, grożąc jego rodzinie. Złamany kiedyś przez SB, teraz nie umie się do tego przyznać. Przyjmuje bierną postawę, ucieka do Francji, z problemem pozostawiając syna. Ten, przyzwyczajony do działania, chce bronić honoru ojca za wszelką cenę.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera
"Kret" przypomina klimatem "Rysę" śląskiego reżysera Michała Rosy. Został nakręcony m.in. na Śląsku. Na ekranie można rozpoznać zimowe (podobno w czasie kręcenia zdjęć, a było to rok temu w styczniu i lutym, było nawet -30 stopni C) Bielsko-Białą (gdzie mieszkają bohaterowie filmu), okolice Bielska i Katowice (kręcono tu m.in. w nowej siedzibie Sądu Okręgowego przy ul. Francuskiej). Śląski Fundusz Filmowy wspomógł produkcję "Kreta" sporą kwotą. Nie są to pieniądze zmarnowane, bo to film z gatunku tych, które pozostają w człowieku na dłużej niż czas seansu.

Mój bohater został postawiony pod ścianą

Z odtwórcą roli Zygmunta Kowala, aktorem Marianem Dziędzielem, rozmawia Urszula Wolak

Czy czytając po raz pierwszy scenariusz "Kreta", czuł pan, że w roli Zygmunta Kowala tkwi potencjał, że to postać, która ma szansę poruszyć widzów?
Zawsze pod tym kątem oceniam scenariusz. Jeśli uznaję, że postać jest na tyle interesująca, by poruszyć publiczność i stanowi dla mnie aktorskie wyzwanie, przyjmuję propozycję reżysera i gram. Scenariusz "Kreta" spełnił wszystkie te wymogi.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera
Zygmunt jest byłym solidarnościowcem. Nieoczekiwanie jego rodzina dowiaduje się, że współpracował także z SB. W jakich okolicznościach spada na bohaterów ta wiadomość?
Syn Zygmunta przypadkiem dowiaduje się o tym z prasy, kiedy w kiosku kupuje papierosy. Jego uwagę przykuwa artykuł w gazecie z pierwszej strony, który zawiera wstrząsające zeznania jednego ubeka, wymieniającego nazwisko Kowala. Ja wiem jedno - mój bohater podpisał dokument o współpracy z SB tylko dlatego, by ratować i chronić swoją rodzinę, którą bardzo kochał - żonę i syna. Grozili mu także, że zabiorą mu syna. Zygmunt został więc postawiony pod ścianą.

Czy grając tę postać, próbował pan w jakiś sposób usprawiedliwić Zygmunta?

Zadaniem aktora jest zawsze bronić postaci. Ale jego rozliczenie i ocena należy już tylko do widzów. Reżyser filmu Rafael Lewandowski sięgnął po temat, który od lat rozpala opinię publiczną w Polsce.

Nie miał pan obaw, że widzowie mogą być już zmęczeni teczkami, SB, IPN-em i wszystkim, co się wokół tego toczy?
Nie chciałem nikogo rozliczać ani osądzać. Dostałem do rąk pięknie utkany scenariusz i poznałem interesującego reżysera, który zaproponował mi niezwykle ciekawą rolę. W "Krecie" najistotniejsza stała się dla mnie chęć pogłębienia psychologicznych relacji łączących bohaterów filmu, przede wszystkim ojca z synem, wnukiem i synową. Film przedstawia bowiem mężczyznę, który nie spodziewał się, że jego osobisty dramat okaże się tragiczny w skutkach dla jego syna.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

@

Film był kręcony w przeważającej części scen w Bielsku-Białej, a nie na Śląsku

Dodaj ogłoszenie